Stowarzyszenie Dziennikarzy Podróżników
stowarzyszenie dziennikarzy podróżników   
o stowarzyszeniu
podróże
Globtroter-logo
aktualności Publikacje kontakt        .://główna/Ameryka Południowa/0004
Chile, 29 października 2003
następny | poprzedni   art. 0004

 

Błażej Torański

Na Pępku Świata

Pępek Świata jest idealnie wytoczoną kamienną kulą, osadzoną nad brzegiem morza. Meteoryt? Współczesna rzeźba? Wokół niego symetrycznie rozstawione cztery mniejsze kule, na których można spocząć, jak przy biwakowym stoliku. Wzburzone fale rozbryzgują się o skały, zacina deszcz.

30 tysięcy turystów przemierza w ciągu roku tę ziemię, ale mało kto bez pomocy miejscowego przewodnika trafi do Pępka Świata (Te Pito o Te Henua). A przecież właśnie od niego bierze nazwę cała wyspa, uznawana za najbardziej samotną na świecie. Zagubiona na Pacyfiku, 3 tysiące 700 kilometrów od kontynentalnego Chile i 4 tys. 50 km od Tahiti, nosi więcej poetyckich imion: Granica Nieba, Wyspa Patrząca w Niebo. Polinezyjczycy zwą ją Rapa Nui. Na świecie najczęściej kojarzą, jako Wyspę Wielkanocną (Isla de Pascua). Dzięki holenderskiej wyprawie admirała Jacoba Roggenvena, pierwszego Europejczyka, który wylądował tam zaledwie na jeden dzień: Wielkiej Nocy 1722 roku. Tubylcom, którzy nie znali metalu i żyli jakby w mrokach epoki kamiennej, Holendrzy przywieźli podarki: nożyczki, lusterka, sznury pereł.

Kolosy w pukao

Turyści z całego świata nie zlatują się tam jednak samolotami Lan Chile, aby oglądać kamienną kulę niewiadomego pochodzenia. Magię skrawka ziemi, liczącego zaledwie 117 kilometrów kwadratowych, sławią słynne posągi moais, rozrzucone po całej wyspie. Gigantyczne kamienne figury dziwnych mężczyzn. Wielkoludów z wulkanicznego tufu. Najmniejsze, ponad metrowe, ważą do dwóch ton. Olbrzymy swym wzrostem dorównują dziesięciopiętrowym budynkom, a wagą - trzem lokomotywom.Stoją dumni, wyprostowani. Nadzy. W szeregu. Plecami do Pacyfiku. Ślepcy, a jakby wpatrzeni w ląd. Niezwykle do siebie podobni.


Tułowia pozbawione nóg. Ledwie zarysowane ręce przywierają mocno do ciała. Dłonie splecione na brzuchach. Kanciaste głowy. Niskie czoła. Ostre podbródki. Puste oczodoły. Nosy mięsiste, lekko zadarte. Nienaturalnie wyciągnięte uszy. Wąskie, zaciśnięte usta. Wyrażają zadumę? Arogancję? Okrucieństwo? Nieliczni mają na głowach pukao - czerwone cylindry, podobne do młyńskich kół. Były to rude fryzury, czy rzeźbiarska maniera?

Jest ich kilkaset. Jedne wznoszą się na kamiennych platformach, zwanych ahu, pod którymi chowano zmarłych. Inne wyrastają szyjami wprost z ziemi. Pozostałe leżą, niczym obalone pomniki tyranów. Jak pozrzucane z cokołów postaci Saddama Husajna. Twarzami do ziemi. Wyjątkowo - na wznak. Porośnięte trawą. Z odłupanymi fragmentami ciała. Jeden ocalał nietypowo: w pozycji klęczącej.

Bez koła i metalu

Czyje dłonie rzeźbiły w twardej jak kość skale? Jak rodziły się kolosy w kulturze, która nie znała dźwigów, ani nawet metalu i koła? Jak transportowano wielotonowe rzeźby na odległość sięgającą nie raz kilkunastu kilometrów? Czy - jak chce legenda - spacerowały same? A może za sprawą używanej przez kapłanów magicznej siły mana?
Na wiele z tych pytań odpowiedział w książce ,Aku-Aku" słynny żeglarz norweski Thor Heyerdahl po wyprawie archeologicznej na przełomie 1955 i 1956 roku. W przeprowadzonym z wyspiarzami eksperymencie udowodnił, że można przesuwać moai przy pomocy głazów i drewnianych bali. Bez użycia dźwigów!

1, 2, 3  1 >
[ o stowarzyszeniu  |  aktualności  |  publikacje  |  kontakt ] top