|
Zofia Suska
Tam gdzie kończy się Świat
zdj. A. Zarzecki
Oni tam wszystko mają odwrotnie: gdy my
cieszymy się latem w Nowej Zelandii jest środek zimy,
gdy jedziesz na północ klimat staje się cieplejszy. Owiec
tu więcej niż mieszkańców, paprotki rosną na wysokość
drzew. Pełniący rolę narodowego symbolu, jak nasz orzeł
ptak kiwi- jest ślepy i nie potrafi latać. Gdy pomyślałam,
że z naszego punktu widzenia chodzą do góry nogami, kierownica
z prawej strony nie była w stanie mnie zaszokować, to
przecież nie nowozelandzki wynalazek.
P
o trwającym półtorej doby locie z Warszawy,
przez Londyn, Los Angeles do Aucland trzeba się dosłownie
od nowa uczyć chodzić. Co mnie podkusiło by wyruszyć na
koniec świata. Czekając na odprawę czytam na pocieszenie,
w zabranym z pokładu samolotu folderze: Nowa Zelandia
to wprawiające w zdumienie krajobrazy wprost wymarzone
dla odpoczynku i przygody. Rozmaitość i różnorodność tego
kraju zachwyca nawet najbardziej doświadczonych podróżników.
W ciągu jednego dnia można tu sobie zafundować oglądanie
czynnych wulkanów, tryskających na wysokość 40 metrów
gejzerów a wieczór spędzić wśród porośniętych winoroślami
stoków. W zdumienie i zachwyt wprawia tajemniczy
rodzimy
|
 |
las z kwitnącymi na czerwono drzewami
pohutukawa i paprociami osiągającymi wysokość palm kokosowych.
Humor już mi wraca gdy nagle słyszę przez lotniskowe głośniki
komunikat: "Za próbę wwozu do Nowej Zelandii świeżej
żywności grozi kara 10 tysięcy dolarów". Nowozelandzkich,
czyli około pięć tysięcy amerykańskich, też mi gościnność.
Jak przeżyję bez przygotowanych na czarną godzinę kabanosów
-myśli nerwowo przebiegają przez głowę. Raz kozie śmierć,
zaryzykuję i tak nie mam tyle forsy, najwyżej poznam uroki
miejscowych więzień. Chwila niepewności pies detektor,
skądinąd sympatyczny labrador, obwąchuje mój plecak, uff
odszedł dalej. Jak mógł wywąchać coś czego nigdy nie próbował
-śmialiśmy się następnego dnia z polskimi przyjaciółmi on nie znał smaku prawdziwej, polskiej wędzonki tylko
te ich angielskopodobne, uchowaj Boże "wędliny". -Można
się śmiać ale niepotrzebnie ryzykowałaś- strofował mnie
na Bogdan Nowak właściciel pomagającego mi poznać Nową
Zelandię polskiego biura Podróży Green Lite Travel- oni
wcale nie żartują- Przekonasz się jak wiele jest tu gatunków
zwierząt i roślin wymagających ochrony przed intruzami
z zewnątrz. Wieki izolacji spowodowały, że są przed nimi
bezbronne. Nawet jeden z symboli Nowej Zelandii, ptak
kiwi, jest zagrożony przez sprowadzone przez człowieka
z Australii oposy. Siedzimy z rodziną Nowaków czyli Bogdanem,
Marią, synem Damianem i kotem -Kitkiem na tarasie ich
domu. Nowakowie mieszkają w Nowej Zelandii od 1992 roku,
Bogdan był dziennikarzem
|