"Bawełniany zamek" i Święte Miasto

Marzenna Głuchowska

 UNESCO na ratunek

"Bawełniany zamek" i Święte Miasto
 

Po kilku latach znów pojechałam do Pamukkale. Ta jedna z wielu turystycznych atrakcji Turcji wywarła na mnie tym razem przygnębiające wrażenie. Poprzednio "Bawełniany zamek" tętnił gwarem kąpiących się

w wapiennych basenach ludzi. Dziś wydzielono miejsca, którymi można chodzić, a o baraszkowaniu w "filiżankach" nie ma mowy. Na szczęście, dzięki pieniądzom UNESCO, prowadzony jest program ratowania tarasów.

Miasteczko Pamukkale leży u stóp masywu Cökelez Dagi. Spływająca ze wzgórza ciepła (temperatura waha się od 30 do 55 stopni C) woda jest nasycona wodorowęglanem. Dzięki zachodzącym procesom chemicznym wytrąca się z niej węglan wapnia, tworzący kaskadowe, półeliptyczne nacieki oraz wapienny osad wzdłuż całego zbocza, na obszarze niemal 4 km kw. Wyczarowywane przez przyrodę przez ponad 15 tys. lat wymyślne stalaktyty, nacieki i naturalne baseny, oraz lecznicze walory termalnych wód przyciągały tu rzesze turystów. Wielu z nich nie przestrzegało zakazu chodzenia po wapiennych skałach boso oraz palenia papierosów. Dla gości pobudowano tu masę hoteli, które w rabunkowy sposób czerpały wodę, by napełniać nią swoje baseny. "Bawełniany zamek", wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego UNESCO, zaczął więc niszczeć. "Żarłoczne" hotele w końcu wyburzono. Dzięki pieniądzom UNESCO od niedawna prowadzony jest program ratowania tarasów. Turystom wyznaczono do zwiedzania tylko ich fragmenty, zakazano kąpieli w wapiennych "filiżankach", co pewien czas tak zmieniany jest kierunek spływu wody, by nasączała ona jak największy obszar. Ale mimo tych ograniczeń jest co oglądać i gdzie pomoczyć nogi, przysiadając nad korytem sztucznie utworzonego strumienia. Niektórych może razić wyłażący co i rusz beton, ale szybko przykrywa go wapń. Wytyczonymi ścieżkami można zejść na bosaka do miasteczka. Połączony z peelingiem i masażem stóp spacer to też okazja do obejrzenia wapiennych nacieków od dołu i pod rozmaitym kątem. Do hotelu nie ma się co zresztą spieszyć, bo oprócz paru straganów z pamiątkami, kilku barów i sklepu w rodzaju naszych "wszystko za 5" tyle że nie złotych, ale euro, nic tam nie ma. Przyznam, że po paru latach sądziłam, że pomyliłam miejscowości, bo podczas pierwszej bytności w Pamukkale sklepów było więcej. Cóż, likwidacja hoteli sprawiła, że turyści wpadają tu przejazdem, lub na krótki pobyt. Jeśli zdecydujemy się pozostać na szczycie wzgórza, za 10 euro możemy wejść do "Pamukkale Termal" i sprawdzić działanie wód, w których pluskała się ponoć nawet Kleopatra. W basen zamieniono bowiem starożytną termę, a może nawet i dawne święte źródło. Popływać weń specjalnie nie można, bo na dnie leżą marmurowe kolumny i płyty, ale co za frajda posiedzieć na kawałku antyku, przepłynąć pod mostkami wśród oleandrów lub przysiąść przy stole w cieniu palm. Termy bardzo się skomercjalizowały - pełno tam sklepów z pamiątkami, małej gastronomii i ....szalejących fotografów. Pstrykają zdjęcia każdemu, kto się pojawia, a potem wywieszają je na tablicach, żądając po 3 euro. Przymusu kupna nie ma. Podczas pobytu w Pamukkale nie sposób nie zwiedzić ruin jego kolebki - Hierapolis. Lecznicze właściwości tamtejszej wody odkryto już bowiem w czasach prehistorycznych. Źródło uznano za święte i oddawano mu cześć. Napływ pielgrzymów, pobliskie szlaki handlowe oraz lokalizacja na wzgórzu sprawiły, że ok. 190 r.p.n.e. król Pergamonu Eumenes II założył tu miasto Hierapolis. Jego nazwa oznacza "święte miasto" bądź też wywodzi się od od Hiery, żony legendarnego założyciela Pergamonu - Telephorosa. Po okresie świetności na początku naszej ery Hierapolis zaczęło podupadać. Trzęsienia ziemi kilkakrotnie niszczyły kurort. Po ostatnim z kataklizmów, w roku 1354, mieszkańcy doszli do wniosku, że życie weń nie jest zdrowe i się wyprowadzili. Ruiny Hierapolis, tak jak i wapienne tarasy, wpisane są na listę UNESCO i znajdują się na terenie parku narodowego. Większość zabytków odrestaurowali pracujący tam po dziś włoscy archeolodzy pod koniec minionego wieku. Warto obejrzeć to, co pozostało z dawnego miasta: rzymską łaźnię i nekropolię, gdzie odkryto dotąd 1200 grobów, bramy - Domicjana i bizantyjską, latryny, trzynawową bazylikę, świątynię Apollina, monumentalne nimfeum (fontanna o bogatej architekturze). Nieco powyżej starożytnego Hierapolis znajduje się świetnie zachowany amfiteatr, a jeszcze wyżej martyrium św. Filipa. Apostoł tu ponoć był zamęczony i ukrzyżowany. Obok "Pamukkale Termal" stoi zaś " bazylika z pilastrami"- poświęcona świętemu, oraz łaźnie rzymskie, w których jest teraz muzeum Hierapolis.

 


Stowarzyszenie Dziennikarzy Podróżników GLOBTROTER

Booking.com