SZWAJCARIA: POCIĄGAMI PRZEZ ALPY

 

 

We wrześniu 1889 roku ruszyły pociągi na pierwszym odcinku, wówczas tylko wąskotorowej, nowej trasy kolejowej Landquart – Davos, zapoczątkowując późniejszy rozwój regionalnych Kolei Retyckich – Rhätische Bahn w największym szwajcarskim kantonie Graubünden – Gryzonii. Dwa odcinki tych kolei: tunel Albula i trasa przez przełęcz Bernina od 2008 wpisane są na Listę Dziedzictwa UNESCO jako najwyższej klasy zabytki sztuki inżynierskiej.

 

Tunel Albula o długości 5865 metrów, przebiegający poniżej przełęczy o tej samej nazwie, najwyżej, średnio na wysokości 1800 m n.p.m., położony w Alpach kolei normalnotorowej, wykuty został w latach 1898 – 1903.

 

Pracowało przy nim 1316 ludzi, z których 21 zapłaciło za to własnym życiem. Kosztował 7,3 mln ówczesnych franków. Ma ciekawą historię, aktualnie zaś w trakcie budowy jest nowy tunel Albulatunnel II, który ma znacznie usprawnić ruch na tej trasie. Kosztować będzie około 345 mln CHF, zakończony zostanie w roku 2020.

 

Natomiast trasa słynnego widokowego pociągu Bernina Express (oczywiście kursują nią także zwykłe pociągi) łączy najstarsze miasto Szwajcarii, Chur oraz słynne kurorty Davos i St. Moritz z położonym już po włoskiej stronie granicy miastem Tirano.

 

125-LECIE KOLEI RETYCKICH

 

Przez drugą w Europie pod względem wysokości (pierwszą jest Jungfraujoch) kolejową przełęcz Ospizio Bernina (2253 m n.p.m.) I dalej, ale już specjalnymi autobusami, przez północną Italię wzdłuż jezior Como i Lugano, szwajcarskie miasto Lugano.

 

Obchody przypadającego w br. jubileuszu 125–lecia Kolei Retyckich z przebogatym programem, a także świętującego równocześnie 100-lecia ich odcinka łączącego Chur z kurortem Arosa, rozpoczęły się już w grudniu ub. roku.

 

Dla zapoznania się z Kolejami Retyckimi – i nie tylko – zaproszona została przez nie oraz narodową organizację turystyczną Switzerland Tourism, grupa 5 polskich dziennikarzy, w tym przedstawiciel naszego portalu.

 

W ciągu pięciu dni pobytu w Szwajcarii, a właściwie podróży różnymi pociągami przez Alpy oraz Bernina Express Busem przez Włochy, mieliśmy możliwość zarówno poznania, także w Muzeum Kolei Retyckich w Bergün, najważniejszych faktów z przeszłości i współczesności tych kolei, jak i kilku miejscowości na trasie w których nocowaliśmy.

 

BARDZO TRUDNE POCZĄTKI

 

Oczywiście zebranych przeze mnie informacji i wrażeń wystarczy na całą serię publikacji, którą już zapowiadam. Na początek więc tylko podstawowe dane dotyczące Kolei Retyckich oraz parę refleksji z trasy naszej podróży studyjnej. Inicjatywa połączenia linią kolejową Davos i Landquart powstała już 1872 roku.

 

Było to na ówczesne czasy ogromne wyzwanie zarówno techniczne – konieczność przebijania wielu tuneli oraz zbudowania licznych wiaduktów i mostów – jak i finansowe. Pierwszym odcinkiem nowej linii, początkowo z Landquard do Klosters, pociągi pojechały, jak już wspomniałem, we wrześniu 1889 r., a w następnym roku już do Davos.

 

Kolejne, łączące inne miejscowości, oddawano do użytku przeważnie co rok – dwa. Z przerwą w latach I wojny światowej, w której Szwajcaria co prawda nie uczestniczyła, ale dotknął ją kryzys gospodarczy spowodowany ograniczeniem turystyki oraz handlu. Ale już w 1922 roku zakończono elektryfikację tych kolei.

 

Następnie dołączały do nich, wcześniej samodzielne mniejsze koleje lokalne: Chur-Arosa-Bahn, Bellizona-Mescocco-Bahn i Berninabahn. W 1930 roku ruszył pierwszy z dwu najbardziej obecnie „sztandarowych” pociągów RhB: Glacier Express (Lodowcowy), a w 1973 r. drugi z nich, Bernina Express.

 

IMPONUJĄCE LICZBY I FAKTY

 

Bardzo ciekawe są również aktualne informacje o działalności tych kolei. Oto chyba najważniejsze z nich. W roku 2013 RhB wydały na inwestycje w infrastrukturę 150 mln CHF. Co roku przewożą one po około 10 mln pasażerów i 600 tys. ton ładunków. Na trasach tych kolei są 103 stacje i przystanki, 606 mostów i wiaduktów – najwyższy – Wiesnerviadukt liczy 89 m.

 

A przejeżdża nim rocznie również 470 tys. samochodów. Jest też 115 tuneli, z których najdłuższy – Vereina, ma długość 19042 m. 30% odcinków RhB przebiega na wysokości powyżej 1500 m n.p.m. Tyle samo znajduje się na Liście Dziedzictwa UNESCO. Zaś 20% tras prowadzi przez specjalnie dla nich wykonane budowle inżynierskie: tunele lub mosty i wiadukty. O niektórych z nich napiszę szczegółowiej osobno.

 

Teraz tylko parę słów o trasie naszej study tour. Rozpoczęła się ona na lotnisku w Zurychu. Skąd, z parominutową przesiadką na dworcu głównym i biletami Swiss Pass upoważniającymi w okresie ich ważności do nieograniczonej liczby przejazdów w 1 klasie wszystkich pociągów w Szwajcarii, wieloma autobusami, komunikacją miejską w licznych miastach, wstępów do muzeów itp., dotarliśmy równo po 3 godzinach jazdy piękną widokowo trasą do Lugano na południu kraju, tuż przy granicy z Włochami.

 

UROCZE LUGANO

 

W tym malowniczo położonym nad jeziorem, dynamicznie rozbudowującym się mieście, które zdołałem już poznać trochę podczas pobytu w nim w 2000 roku, starczyło czasu na odświeżenie dawnych wrażeń i zobaczenie co się w nim zmieniło.

 

A zmian zauważyłem sporo, generalnie bardzo pozytywnych, chociaż zaskoczeniem dla mnie był równoczesny remont obu kolejek górskich (finikulorów) łączących starą część centrum nad jeziorem, z dworcem kolejowym i górnymi częściami miasta położonymi na zboczach gór. Ale o Lugano napiszę osobno.

 

Drugiego dnia podróży mieliśmy jedną z trzech głównych atrakcji tego wyjazdu: podróż Bernina Expressem. Najpierw szwajcarskim Bernina Express Busem przez Włochy i liczne oraz długie tunele, chociaż również ze wspaniałymi widokami na jeziora Lugano i Como oraz mijane zabytki, liczne wioski i miasteczka oraz sławne winnice.

 

Z krótkim postojem w Sorico. Pozwolił on zobaczyć, przynajmniej z zewnątrz, bo w południe był zamknięty, a czasu zbyt mało aby szukać kogoś, kto mógłby go otworzyć i pokazać nam zabytkowy ołtarz i inne elementy wyposażenia wnętrza, piękny stary kamienny kościół San Stefano z 1447 roku.

 

BASILICA MADONNA DI TIRANO

 

Z ciekawym portalem z XV w oraz wysoką dzwonnicą z ośmioma wystającymi z okien na górze dzwonami. W docelowym Tirano, w którym rozpoczęliśmy kolejową część podróży Bernina Express’em, przerwa obiadowa okazała się na tyle długa, że czasu starczyło również na pobieżne zobaczenie tego miasta, a zwłaszcza słynnej w nim świątyni – Basilica Madonna di Tirano z XVI w oraz jej ciekawego wnętrza.

 

Uroki dalszej podróży zepsuła nam jednak pogoda. Mżawka, przechodząca chwilami w silniejszy deszcz, niemal wykluczyła robienie zdjęć. Utrudniała również obserwowanie widoków na góry i doliny, wsie i miasteczka oraz przejazdy pociągu przez liczne tunele, mosty i słynne malownicze wiadukty.

 

Tym bardziej to odczułem, gdyż przed laty przejechałem już tę trasę, chociaż w odwrotnym kierunku. I to w odkrytym wagonie umożliwiającym obserwowanie wspaniałych krajobrazów, konstrukcji inżynierskich oraz ich fotografowanie. Na szczęście w docelowym tego dnia, słynnym narciarskim kurorcie St. Moritz, opady zaniknęły.

 

Można więc było zarówno popołudniu, jak i następnego dnia rano, już przy dobrej pogodzie, obejrzeć ciekawsze miejsca, obiekty i widoki tej słynnej miejscowości, która dzieli się na Wieś i Kurort. W której już dwukrotnie odbyły się zimowe Igrzyska Olimpijskie, ale gdy zaproponowano je tu po raz trzeci, mieszkańcy zdecydowali, że już wystarczy.

 

BERGŰN: WIEŚ Z 4 PIĘTROWYMI DOMAMI

 

Głównym celem trzeciego dnia podróży była wieś Bergün oddalona od St. Moritz o 45 minut jazdy pociągiem. Wieś, w której centrum dominują 3-4 piętrowe solidne domy i hotele, najstarsze z XVIII w, z Kurhausem ( dosłownie: Domem Zdrojowym, chociaż uzdrowiska tu nigdy nie było), a obiekt ten w aktualnym wcieleniu – było ich kilka, o czym wkrótce napiszę – należy do stowarzyszenia szwajcarskich hoteli historycznych.

 

Zatrzymaliśmy się tam przede wszystkim jednak dlatego, że znajduje się w niej Muzeum Kolejowe – Bahnmuseum Albula, którego zwiedzanie jest jednym z ważnych punktów programu obchodów 125-lecia RhB. Kolejny dzień, a przynajmniej jego główną część, zajęła nam następna, szczególnej rangi atrakcja.

 

Podróż przez całą południowo – wschodnią Szwajcarię słynnym „najwolniejszym ekspresem świata” – Glacier Expressem, czyli Lodowcowym. Aż do innego słynnego kurortu narciarskiego i całorocznego Zermatt, leżącego niemal u stóp słynnego ponad 4-tysięcznika Matterhorn, i blisko 30-tu innych szczytów co najmniej tej wysokości, w pobliżu granicy z Włochami.

 

Ponad 7 godzin jazdy w wagonie z szybami panoramicznymi – i fantastycznymi widokami, obiadem „na pokładzie” podawanym pasażerom na miejsca, przy których siedzą i innymi atrakcjami.

 

WITAMY W ZERMATT

 

To również temat na osobny tekst, podobnie jak relacja z Zermatt. Na dworcu w którym czekała na nas nie tylko przedstawicielka miejscowej organizacji turystycznej – Zermatt Tourismus, ale również duży napis na ścianie „Witamy” po polsku, obok powitań w kilku innych językach.

 

W programie pobytu znalazło się zwiedzenie kurortu, jego niekiedy zaskakujących miejsc, np. drewnianych przydomowych spichlerzy, ale również i podobnych do nich domków mieszkalnych, zbudowanych na palach nakrytych szerokimi kamieniami, aby utrudnić gryzoniom dostanie się do wnętrza.

 

Oczywiście to tylko ciekawostka, fragmenty starego Zermatt, w którym dominują niezliczone, także ogromne hotele, pensjonaty i domy wakacyjne. Miejscowości zatłoczonej zwłaszcza w zimie, ale i obecnie pełnej turystów. W tym tak licznych Japończyków, że chwilami można sądzić, iż znajdujemy się gdzieś na japońskiej prowincji.

 

Hitem i głównym celem naszego przyjazdu tutaj było nie tylko dotarcie do krańcowej (lub początkowej, bo ruch odbywa się przecież w obie strony) stacji Expressu Lodowcowego, ale także wjazd inną koleją, zębatą Gornergratbahn, na przełęcz Gornergrat.

 

WIDOKI NA MATTERHORN I 28 INNYCH 4-TYSIĘCZNIKÓW

 

Z poziomu 1604 m n.p.m. na którym położony jest Zermatt, na 3089 m n.p.m. I po pokonaniu w ciągu 33 minut jazdy zaledwie 9 km trasy kolejowej, a równocześnie ponad 1,5 km różnicy poziomów. Przez liczne zakręty, tunele oraz pokryte dachami galerie chroniące pociąg przed lawinami skalnymi i śnieżnymi.

 

Po to, aby na przełęczy, przy fantastycznej pogodzie, która nam dopisała, móc podziwiać najbardziej chyba „osamotniony”, sterczący jak gigantyczna skała Matterhorn (4478 m n.p.m.) i 28 (!) innych, widocznych z tego miejsca alpejskich 4-tysięczników oraz dwa lodowce.

 

Na przełęczy tej znajduje się nie tylko krańcowa stacja kolejowa, punkt widokowy i restauracja, ale również duże obserwatorium astronomiczne. A po zjeździe z niej na dół, pozostała nam już tylko droga powrotna do kraju. Zaplanowana – i zrealizowana – z iście szwajcarską precyzją. Od wyjścia z kolejki do odjazdu pociągu do Zurychu, z przesiadką zresztą w Visp, mieliśmy 8 minut.

 

W czasie których trzeba było jeszcze odebrać bagaże ze Schlosshotel, w którym nocowaliśmy. Na szczęście znajdujących się w pobliżu. Zdążyliśmy, jazda kolejną nową trasą m.in. przez Berno, pociągiem bezpośrednio na lotnisko w Zurychu, dostarczyła nam następnych wrażeń widokowych. Pierwsze z nich, na gorąco, przedstawiłem. Kolejne opiszę wkrótce.

Zdjęcia autora


Stowarzyszenie Dziennikarzy Podróżników GLOBTROTER

Booking.com