W KRAINIE PALLADIA

Wille w winnicach. Czy można mieszkać wygodniej niż w rozległej włoskiej willi, otwartej na sięgające po horyzont winnice? Ozdobione wspaniałymi malowidłami i rzeźbami, pełne słońca, a zarazem przyjemnie chłodne budowle bogatych, powołał do życia jeden z najsłynniejszych włoskich architektów, Andrea Palladio. Październikowe słońce nadal przyjemnie grzeje, ale winnice już opustoszały, tylko gdzieniegdzie wiszą zapomniane, słodkie jak syrop, grona. Zbiera się je w ostatniej chwili tuż przed nadejściem chłodów.

 

40-hektarowa winnica Azienda agricole Pieriboni ma w tym roku na poddaszu cztery tony gęstych winogronowych kurtyn. Przez kilka miesięcy nabiorą jeszcze słodyczy, a dopiero w styczniu wytłoczy się z nich specjalne, słodkie jak ulepek świąteczne wino - Turbolino. W 1985 r. był taki mróz, że wiele winorośli wymarzło, mimo tego, że panuje tu specjalny mikroklimat, dzięki wzgórzom (tzw. Małym Dolomitom) oddzielającym winnicę od laguny weneckiej i Lago di Garda. Te winorośle, które owocują dzisiaj, mają po 30-35 lat.

 

Poprzetykane są drzewami migdałowymi, które świetnie rosną i wspaniale owocują w nasłonecznionych winnicach. Do pracy przy zbiorach w takiej winnicy potrzeba ok. 18 osób, ale czasem i to nie wystarcza, więc nie ma tu mowy o włoskim dolce far niente. Wtedy nawet sąsiedzka pomoc jest niezbędna. My też korzystamy z sąsiedzkich talentów kucharskich. Lokalna polenta (potrawa z kaszy kukurydzianej) przypieczona na grillu, grillowane bakłażany i ciasto w połączeniu z miejscowym, deserowym winem Recioto smakują wszystkim wyśmienicie.

 

Z Wenecji do Vicenzy

 

Nie bez powodu z Polski do Vicenzy docieramy poprzez lotnisko Marco Polo w Wenecji. To miasto przez wiele lat oddziaływało zarówno politycznie, jak i kulturalnie na cały ten region do dziś nazywany Wenecją Euganejską. Już od 1404 roku Vicenza należała do Republiki Weneckiej. Toteż w wielu miasteczkach widocznym tego symbolem jest umieszczony na kolumnie wenecki lew św. Marka. Także wiele domów budowano tu na wzór wenecki, więc ktoś, kto był w Wenecji, może przeżywać czasem déjà vu. 

 

Vicenza, założona już w I w. n.e., nad rzeką Bacchiglione, u podnóży niezbyt wysokich Alp Weneckich, ma piękną starówkę, a na niej wiele budynków zaprojektowanych przez Palladia. Większość tutejszych domów i pałaców pochodzi z okresu renesansu, zdarzają się też w stylu gotyku. Jedynym barokowym obiektem w mieście jest Palazzo Leoni Montanari (obecnie siedziba banku), z największą poza Rosją kolekcją ikon na świecie.

 

Palladio – architekt z Vicenzy

 

Andrea di Pietro della Gondola, syn biednego rzemieślnika, urodził się w 1508 r. w Padwie. Ten ambitny młody człowiek zaczynał jako kamieniarz ale dzięki talentowi i ciężkiej pracy został najlepszym architektem swoich czasów, znanym jako Palladio. Na zmianę nazwiska namówił go bogaty przyjaciel i poeta, Gian Giorgio Trissino, rozumiejący znaczenie dobrego, pasującego do profesji nazwiska. To przyjęte przez Palladia wiązało się z jego ulubioną epoką, czyli antykiem i grecką boginią Pallas Ateną. Talent Palladia rozbłysnął w Vicenzy, odległej o ok. 60 km od Wenecji.

 

Na zlecenie patrycjuszy Vicenzy opracował przebudowę miejscowej Bazyliki, a także zrealizował nowy wystrój XV-wiecznego ratusza - Palazzo della Ragione poprzez obudowanie go krużgankami i przykrycie głównej sali ogromnym drewnianym kolebkowym stropem, o konstrukcji przypominającej odwrócony kadłub statku. Dziś budowla ta, z wysoką smukłą wieżą, nosi nazwę Bazylika Palladiana. Realizował też rezydencje i pałace miejskie: Barbaran da Porto, Chiericati, Thiene, Porto, Valmarana, oraz wzniósł willę Foscari (la Malcontenta) w Mestre koło Wenecji. Styl palladiański stał się modny.

 

Bogaci mieszkańcy Vicenzy zachwyceni wspaniałymi budowlami Palladia chętnie korzystali z prostoty antycznych wzorów przy projektowaniu przez Palladia ich eleganckich domów w mieście i wiejskich willi w okolicy. Idealna willa Palladia musiała mieć centralną, symetryczną bryłę, ozdobioną kolumnowym portykiem. Była okazała, ale praktyczna i wygodna. Sam Palladio najchętniej korzystał z doświadczeń Rzymianina, Marcusa Vitruviusa Pollio (z I w. p.n.e.), który w "De architectura" opisał m.in. trzy cechy, jakie powinna posiadać dobrze zaprojektowana budowla: użyteczność, trwałość i piękno. Witruvius był również fanem harmonii.

 

To jego dziełem jest wizerunek człowieka o idealnych proporcjach (ciało wpisane w koło i kwadrat - tzw. człowiek witruwiański), który znany jest powszechnie z rysunku Leonarda da Vinci. Villa Godi Malinverni, pierwszy dom zaprojektowany przez Palladia, przypomina raczej obronny zamek, ale kolejne był już lżejsze, ozdobione wysmukłymi kolumnami. Zwykle do głównego budynku przylegały ogrody i zabudowania gospodarcze, rozciągnięte horyzontalnie lub wygięte łukowato do przodu, skomponowane z przepływającą w pobliżu rzeką lub kanałem. W renesansie życie wiejskie uznawane było bowiem za bardziej szlachetne od miejskiego.

Nawet mieszkający w pełnej wspaniałych zabytków Florencji Petrarka uważał, że nie ma „wspanialszej i słodszej rzeczy jak rolnictwo”.Okazałe posiadłości zaczęły powstawać w okolicy Vicenzy jak grzyby po deszczu. Bogato dekorowane sale miały oddawać poglądy właściciela, dlatego do wykonania rzeźb, malowideł i fresków zatrudniano najsławniejszych artystów renesansu. Jeden z nich, Jan Baptista Tiepolo jest autorem fresków w pięknej Villa Cordellina Lombardi i na jednym z nich pozostawił swój podpis. Po śmierci właściciela willi, bogatego prawnika, żona przekazała ją państwu. Na wzór tej właśnie willi zaprojektowano Biały Dom w Waszyngtonie.

 

Olimp w La Rotunda

 

Najsłynniejszą chyba z palladiańskich willi jest Capra La Rotunda; pierwsza świecka budowla przykryta kopułą, wybudowana została z widokiem na rzekę dla relaksu swoich właścicieli. Uważano ją za wyobrażenie Olimpu, raj ziemski i siedzibę muz. Ozdobiona obrazami, freskami i dekoracjami miała być dowodem, że żyć w niej jest tak wspaniale, jak w raju. Dziś od rzeki oddzielona jest autostradą, a jej urodę można podziwiać tylko z daleka – znajduje się bowiem w rękach prywatnych. Palladio był jednym z pierwszych nowożytnych architektów, który sformułował w formie traktatu systemowe zasady organizacji i projektowania rezydencji.

 

Znajdował się pod silnym wpływem architektury i sztuki starożytnej rzymskiej, oraz wykorzystywał wiele rozwiązań znanych z budowli antyku. Jego dzieło „I Quattro Libri dell'Architettura” (Cztery Księgi o Architekturze); stało się źródłem inspiracji dla twórców epoki klasycyzmu i wielu późniejszych architektów. Pośród 41 włoskich obiektów umieszczonych na Liście światowego dziedzictwa UNESCO znalazło się (od 1994 r.) historyczne centrum Vicenzy i palladiańskie wille w regionie Veneto. Sam artysta ma w Vicenzy swój pomnik i plac.

 

Niedoszły łup Napoleona

 

Najsławniejszym i wyjątkowym dziełem Andrea Palladio, (którego już nie zdążył dokończyć, zmarł bowiem w sierpniu 1580 r.), jest Teatro Olimpico, z rozległym dziedzińcem przed wejściem. Wszystko w nim wygląda tak, jak widział to mistrz. Wspaniałe dekoracje, rzeźby, a nawet poczerniałe oliwne lampy, które oświetlały scenę. Wnętrze w kształcie elipsy wymogła szczupłość miejsca. Pierwotne sklepienie zmieniono na wyobrażenie nieba z chmurkami, aby stworzyć złudzenie większej przestrzeni i podobieństwo do greckiego teatru na świeżym powietrzu.

 

Ławy dla widzów są proste, aby wszyscy byli wobec siebie równi. Pokryte gipsem rzeźby tak dobrze imitują marmur, że ledwo uniknęły losu wielu zabytków, które tak podobały się Napoleonowi, że odjeżdżały wraz z nim do Paryża. Pierwszym przedstawieniem (3 marca 1585 r.) w Teatro Olimpico był „Król Edyp” Sofoklesa, uznany przez Arystotelesa za „dramat idealny”, a teatr i widowisko miały przywrócić miastu miejsce w politycznym centrum renesansowego świata. Andrea Palladio i nadzorujący po jego śmierci budowę Vincenzo Scamozzi, decydując o zadaszeniu budynku, pozbawili aktorów i chór naturalnego oświetlenia.

 

Na pierwszym przedstawieniu, pokazanym nocą, zrezygnowano też z masek. Scena Teatro Olimpico miała naśladować miasto Teby, gdzie się toczyła akcja tej greckiej tragedii, z ulicami biegnącymi od bram. Aż do dziś ta struktura została zachowana, a tamto pierwsze, ponad trzygodzinne widowisko powszechnie uznano za wielki sukces. W roku 1847 ponownie wystawiono w Teatro Olimpico grecki dramat i była to znowu inscenizacja „Króla Edypa”. Obejrzenie przedstawienia w tym pięknym wnętrzu także współcześnie jest niezwykłym przeżyciem.

 

Bakala w stajni

 

Większość willi palladiańskich jest dziś własnością państwa, a w nich, lub dawnych pomieszczeniach gospodarczych urządzone są restauracje z tzw. palladiańskim menu. Przy Villa Godi Malinverni, na miejscu dawnej stajni urządzono imponującą restaurację Il Torchio Antico mogącą pomieścić latem nawet 260 osób! Specjalne, palladiańskie menu (25 euro) przygotowuje się, wykorzystując uprawiane w ogrodach przy willi, tak jak dawniej, zioła i rośliny (m.in. pasternak, podobny do wyrośniętej pietruszki). Jednym z dań jest bakala – pasta z ryb, mleka i oliwy, której wykonanie wymaga aż 10 godzin pracy.

 

Pomysł na tę potrawę przywędrował w XVII w. z Norwegii, gdzie dopłynął swoim statkiem jeden z członków włoskiej rodziny Kirikati. Zachwycił go widok ryb suszących się na wietrze przed każdym domem. Potrafił gotować, więc wymyślił z nich wystarczająco wykwitną potrawę, aby mogła trafić na włoskie stoły. W Trattoria Molin Vecio, w Caldogno, nieopodal Vicenzy takie palladiańskie menu smakuje wyjątkowo. Obracające się młyńskie koło, szum wody i poczerniałe ściany dawnego młyna dodają smaku potrawom tej „starowłoskiej kuchni”.

 

Stary most i zamek kochanków

 

Palladio projektował nie tylko wille. Jednym z jego dzieł jest drewniany most Ponte degli Alpini (w czasie wojny był miejscem przepraw włoskich strzelców alpejskich), zwany też Ponte Vecchio (Stary Most), w małym miasteczko Bassano del Grappa, nieopodal Vicenzy. Nie jest tak okazały jak florencki Most Złotników, ale równie piękny i nie tak oblegany przez turystów. Można spokojnie podziwiać przepływającą pod nim leniwie Brentę, lub wypić espresso w loggi wiszącej tuż nad wodą. Miejscowe muzeum ma niezwykłą kolekcję dzieł Jacopo del Ponte, malarza mieszkającego nieopodal tego palladiańskiego mostu (od niego właśnie utworzył sobie nazwisko). 

 

Ten zdolny uczeń Tycjana studiował botanikę, dlatego też na swoich obrazach z upodobaniem umieszczał autentyczne kwiaty i warzywa. Jest w miejscowym muzeum również mnóstwo pięknych rzeźb Canovy, z których wiele ma na białym marmurze dziwne czarne kropki. Okazuje się, że jak wszyscy wielcy twórcy, mistrz Canova w wielu dziełach zaznaczał tylko kluczowe punkty przyszłej rzeźby, zaś resztę prac związanych z cierpliwym usuwaniem zbędnego kamienia, wykonywali jego uczniowie. Górująca nad okolicą wieża, to część wybudowanego przez wenecjan zamku Romea i Julii. Wprawdzie Werona jest niedaleko, lecz nie wiadomo, czy ta najsłynniejsza para kochanków była tu kiedykolwiek.

 

Ale zamek jest bardzo popularny wśród nowożeńców, którzy urządzają w nim uczty weselne. Można wejść na wieżę, z której rozciąga się wspaniały widok na okoliczne wzgórza. Jest nawet balkon, choć niezbyt podobny do tego w Weronie (w Weronie balkon Julii też nie jest autentyczny - powstał na początku XX wieku). Najlepiej historię tragicznych kochanków ze skłóconych rodów z Werony opisał Szekspir, jednak pierwszy napisał o nich Luigi da Porto, miejscowy pisarz, który w Vicenzy miał pałac przebudowany według projektu Palladia, ale najchętniej mieszkał w willi nieopodal zamku. Dzisiaj jest w niej restauracja i teatr na świeżym powietrzu.

 

Mega-szachy przed ratuszem

 

Marostica, to kolejne małe miasteczko Wenecji Euganejskiej, które wygląda jakby żywcem przeniesione ze średniowiecza. Od 1454 roku, co dwa lata na głównym Piazza miasteczka przed ratuszem odbywa się niezwykła partia szachów, w której figurami są prawdziwi ludzie ubrani w historyczne kostiumy. W drugą niedzielę września na ogromnej planszy tutejsi mieszkańcy w historycznych strojach biorą czynny udział w tej grze jako figury szachowe. Współcześnie te mega-szachy kończy wesoła zabawa i widowiskowe sztuczne ognie. Najbliższy taki spektakl odbędzie się we wrześniu 2010 roku.

 

Grappa wieńczy dzieło

 

Kilkoro dziennikarzy z europejskich krajów miało okazję na koniec poznać zbawienne działanie prawdziwej grappy. Niby to zwykły bimber, ale ze szlachetnych winogron. Wizyta w Poli distillery, zajmującej się wytwarzaniem grappy od pokoleń, kazała zapomnieć o określeniu „bimbrownia”. Lśniące czystością pomieszczenia, menzurki, szklane pojemniki, miedziane kadzie – wszystko to sprawiało wrażenie zakładów wytwarzających coś szczególnego. I tak było. Rodzajów grappy jest mnóstwo, smaków również. Jedna jest ulubioną dziadka, inna wujka, lub cioci.

 

Z kadzi, do których wrzuca się resztę z winogron po zrobieniu zeń wina, wyciąga się w kłębach pary odsączone z wszelkiej wody winogronowe trociny. Z reszty w procesie fermentacji powstaje grappa, szlachetny trunek o specyficznym zapachu, znakomicie wpływający na trawienie. Po palladiańskim menu, niezastąpiona. Jak uczył nas jej rosyjski smakosz, Grzegorz – grappę pije się małymi łyczkami, nigdy jednym haustem. Wtedy można poczuć każdy odcień smaku tego leczniczego trunku.

 

Zdjęcia autorka i Vicenza Tourismo


Stowarzyszenie Dziennikarzy Podróżników GLOBTROTER

Booking.com