Wyspa forsy, kotów bez ogonów i szaleńczych wyścigów

-Czy wiesz gdzie szukać wyspy Man? – pytałaem przed wyjazdem znajomych. -Chyba gdzieś na Oceanie Indyjskim. – brzmiała najczęstsza odpowiedź. Nic bardziej błędnego. Leży ona na Morzu Irlandzkim, centralnie pomiędzy Anglią, Szkocją, Irlandią i Walią.

 

Fot.: Andrzej Zarzecki
Stolica Man - Douglas
Na początek mętlik w mojej głowie wprowadził status tej niewielkiej wysepki. Jej terytorium, choć jest własnością korony brytyjskiej, nie wchodzi w skład Zjednoczonego Królestwa. Z tego powodu nie jest też częścią Unii Europejskiej choć obowiązuje na nim większość unijnych praw i rozporządzeń.

 

Prawda, że trochę to skomplikowane. Z czego wynika? Przyczyną są historyczne zaszłości i brytyjskie poszanowanie nabytych wcześniej praw. Według legendy, wyspa Man powstała podczas starcia irlandzkiego herosa Finna MacCoole z nieznanym wojownikiem z Anglii – w czasie ich walki wielki kawał Irlandii został z niej wydarty i rzucony na środek morza. Wyspą władali Celtowie, Norwegowie, Szkoci i Irlandczycy.

Do XVIII wieku była siedzibą przemytników i innych przedsiębiorczych ludzi zajmujących się nielegalnym handlem. Dawali się oni coraz bardziej we znaki finansowym interesom Anglii. By rzecz ukrócić rząd brytyjski uchwalił specjalne prawa i wykupił całą wyspę. Kwota nie była oszałamiająca, wyniosła zaledwie 70.000 funtów. Następnie przekazał Man pod bezpośredni nadzór brytyjskiej monarchii. Interes nie był zły -zaoszczędzono w ten sposób kwotę rzędu 100.000 funtów rocznie wydawaną na utrzymanie porządku.

Jak to często bywa wyspiarze mieli klasyczne mieszane uczucia. Zrobiło się bezpiecznie ale biednie, wielu mieszańców zostało bowiem pozbawionych podstawowego źródła dochodów.

Raj dla podatników i strachliwych

 

Fot.: Andrzej Zarzecki
Pod tym mostkiem mieszka dobry duch
  Wyspa w kształcie przypomina owal o wymiarach 52 na 22 kilometrów. Klimat ma raczej łagodny, nie ma mrozów choć trzeba być przygotowanym na częste wiatry. Jak na Man dotrzeć? Podróż z Anglii samolotem trwa około 20 minut, prom płynie 4 godziny. Na wyspie nie ma większego przemysłu w rolnictwie dominuje hodowla owiec. Z czego więc się tu żyje? -Z pieniędzy -odpowiadają mieszkańcy. Man to jeden z tak zwanych „podatkowych rajów”. Usługi finansowe decydują o zamożności mieszkańców, podatek dochodowy od firm jest zerowy.

 

Wyspa ma swoją walutę - funta o wartości równej funtowi szterlingowi. Nie znaczy to, że przyjeżdżając z Wielkiej Brytanii trzeba dokonywać wymiany. Bez żadnych ograniczeń akceptowane są banknoty i monety brytyjskie. Ale uwaga! Ta zasada nie działa w drugą stronę, wyspiarskie pieniądze trzeba wydać na miejscu, poza wyspą są tylko pamiątkami. Interesującymi choćby z tego powodu, że brytyjska królowa występuje na nich bez korony bo dla wyspiarzy królową nie jest.

 

Fot.: Andrzej Zarzecki
Parlament wyspy -Tynwald
  Największym miastem i stolicą kraju jest leżące nad półkolistą zatoką miasto Douglas. Spokojne i senne przypomina wyglądem kurorty południa Anglii poza sezonem. Elegancka nadmorska promenada zabudowana jest wiktoriańskimi domami o białych fasadach. Mieszczą się w nich hotele, część została przerobiona na apartamentowce wykupywane przez spragnionych spokoju i bezpieczeństwa Anglików. Wyspa Man to jedno z niewielu już we współczesnym świecie miejsc gdzie nie zamyka się samochodów i domów. Gdy kilka lat temu popełniono w Douglas morderstwo odbiło się to niezwykle szerokim echem. Dziś wielu liczy czas na przed i po tym fakcie. -Mój syn wyjechał do Londynu rok po morderstwie. -można usłyszeć. By zobaczyć stolicę w całej okazałości trzeba wjechać na wzgórze Douglas Head. Roztacza się z niego wspaniały widok na zatokę i okoliczne wzgórza. Warto również wynająć motorową łódź i spojrzeć na miasto od strony wody.

 

Trzy nogi zmieniają kierunek

By przyjrzeć się nadmorskiej promenadzie wskoczyłem do zabytkowego konnego tramwaju. Kursuje przez cały dzień wożąc głównie turystów. Warto zwiedzić stajnie, w której mieszkają konie. -Co się z nimi dzieje gdy są za stare do pracy? – zapytałem. Okazało się, że krzywda im się nie dzieje, przechodzą na emeryturę i dożywają swoich dni na specjalnej farmie.

Konny tramwaj to nie jedyna transportowa osobliwość wyspy. Czymś wyjątkowym jest elektryczna kolejka na najwyższą, mierzącą ponad 600 metrów, górę Snaefell. Dystans jaki pokonuje ze stacji początkowej Laxey na szczyt ( dokładnie mówiąc 14 metrów poniżej ) wynosi 8 kilometrów. Nachylenie trasy dochodzi miejscami do 12 procent i wtedy między torami znajduje się trzecia szyna służąca do skuteczniejszego hamowania wagoników.

 

Fot.: Andrzej Zarzecki
Koło Lady Izabella
  Po drodze pasażerowie mają okazję podziwiać olbrzymie koło służące kiedyś do wypompowywania wody z kopalni cynku. To jeden z symboli wyspy, chyba najczęstszy motyw lokalnych pocztówek. Uruchomione zostało po raz pierwszy we wrześniu 1854 roku i nazwane na cześć żony ówczesnego gubernatora wyspy Lady Isabella. Koło jest imponujące ma 22 metry średnicy i 2 metry szerokości. Było zdolne do wypompowania w ciągu minuty 1000 litrów wody z głębokości prawie 500 metrów. Jest największym tego typu kołem w Europie i prawdopodobnie na świecie.

 

Przy dobrej pogodzie ze szczytu na który wjeżdża kolejka wspaniale widać zieloną wyspę a na horyzoncie Anglię, Szkocję, Irlandię i Walię.

Symbolem Man, powszechnym na pieniądzach, pamiątkach i wielu budowlach są charakterystyczne trzy nogi. Ten starożytny znak wirującego słońca często pojawiał się w kultach pogańskich. Na wyspę sprowadził go Aleksander III król Szkocji gdy przejął panowanie nad nią z rąk Norwegów. Było to w roku 1265. Według oficjalnej wersji nogi powinny poruszać się zgodnie ze wskazówkami zegara. Jednak nie zawsze tak jest. Zauważyłem, że te na kole Lady Izabella idą w przeciwnym kierunku. W ten sposób symbolizują opór Irlandczyków przeciwko Anglikom.

Koty zgubiły ogony a whiskey kolor

 

Fot.: Andrzej Zarzecki
Tramwaj na Snaefell
  Miłośnicy malowniczych ruin powinni koniecznie odwiedzić Peel. Według tradycji tutaj wylądował święty Patryk by zaszczepić na Manie chrześcijaństwo. To jedyne miasto na wyspie mogące pochwalić się posiadaniem katedry. Właściwie nawet dwóch katedr. Pierwsza, średniowieczna, z której pozostały tylko mury, znajduje się na terenie ruin zamku, druga współczesna w centrum miasta.

 

Zamek zlokalizowany był na wyspie u wejścia do portu. Jego ruiny robią duże wrażenie potęgowane skrzeczeniem dziesiątek mew. W zachodzącym słońcu miękki piaskowiec z którego go zbudowano, wyczyszczony przez wiejący od strony Morza Irlandzkiego wiatr, nabiera tajemniczego różowego koloru.

Dużą osobliwością wyspy są miejscowe koty. Krępe, krótsze od naszych, mają bardzo rozbudowaną tylną część ciała, tylne łapy wyraźnie dłuższe od przednich, trochę jak królik. Jednak tym co najbardziej je wyróżnia jest brak ogonów. Istnieją różne legendy na temat przyczyny tej odmienności. Jedna z nich głosi, że praprzodek kota z Man ociągał się w czasie potopu z wejściem do arki. Deszcz padał coraz mocniej i Noe nie mógł z zamknięciem drzwi dłużej czekać. Odciął nimi ogon wskakującemu w ostatniej chwili zwierzakowi.

 

Fot.: Andrzej Zarzecki
Przystań w Peel
  Naukowe wytłumaczenie jest trochę inne. Brak ogonów spowodowała izolacja kociej społeczności na wyspie. Spontaniczna mutacja nastąpiła około 100 lat temu. Co się tyczy krępego ciała to już wynik świadomych zabiegów hodowlanych. Niestety choć bacznie się rozglądałem nie udało mi się takiego kota żywego zobaczyć, pozostało oglądanie pocztówek. Koty bez ogonów nie kończą lokalnych odmienności. Należy do nich Glen Kella Manx Whiskey, jedyna na świecie, która jest zupełnie przezroczysta. Tak jak inne dojrzewa przez 3 lata w dębowych beczkach ale potem zostaje poddana procesowi który usuwa kolor pozostawiając smak i aromat. Technologia jest starannie strzeżonym sekretem destylatorni. Koneserzy twierdzą, że w ten sposób whiskey oddaje czystość i esencję ducha Man. Niewielka wydajność destylatorni sprawia, że trunek można kupić wyłącznie tu.

 

Cicha i spokojna wyspa dwa razy do roku rozbrzmiewa hukiem setek motocyklowych silników. Odbywają się wtedy znane na całym świecie wyścigi motocyklowe . Ich tradycja sięga roku 1907 i uznawane są za najdłużej nieprzerwanie odbywające się zawody tego typu. Wyścigi rozgrywane są częściowo na ulicach Douglas a częściowo na drogach poza miastem. To, że wyścig się odbędzie jest pewne. Jedyną niewiadomą jest ilość ofiar śmiertelnych wśród uczestników, przeciętnie pięć ale w złych latach nawet ponad dziesięciu nieszczęśników oddaje duszę Bogu.


Stowarzyszenie Dziennikarzy Podróżników GLOBTROTER

Booking.com