GOŚCIE GLOBTROTERA – PHYTOCHI

Kolejnym trochę nietypowym tematem rozpoczęliśmy Spotkania Globtrotera w 2010 roku. Naszymi gośćmi byli współwłaściciele firmy Earth Power Europe z siedzibą w Warszawie, prezes Michał Kołtyś i wiceprezes Dawid Gutkowski.

A zaprezentowali oni suplement diety – tonik ziołowy Phyto Chi, opracowany przez chińskiego naukowca z Hongkongu, od kilkudziesięciu lat działającego w USA. Co to ma wspólnego z naszym hobby – turystyką?

Wbrew pozorom – sporo. Bo aby ją uprawiać i poznawać świat, poza czasem i niezbędnymi środkami, trzeba też mieć dobre zdrowie i odpowiednią kondycję. A te poprawia i wzmacnia, jak zapewniali nasi goście, właśnie ten tonik.

 

Ale zanim doszliśmy do niego, dowiedzieliśmy się sporo o właścicielach produkującej go i sprzedającej w Polsce firmy oraz ich życiowych pasjach. Młodych – niedawno dopiero przekroczyli 30-tki, wykształconych – jeden skończył SGH, drugi Politechnikę Poznańską, ludziach sukcesu okresu transformacji. Myślę, że z ich, krótkiej przecież na razie, drogi życiowej i biznesowej, dałoby się wykroić niezły serial telewizyjny. Na pewno ciekawszy od wielu gniotów pętających się po ekranach.

 

Swojego „skoku w biznes” dokonali jeszcze w trakcie studiów. Zapragnęli odbyć podróż dookoła świata, a środki na nią – marzyli o 50 tys. złotych – zdobyć organizując wyjazdy urlopowe dla innych. Nie mając w tej dziedzinie ani doświadczenia, ani niezbędnych uprawnień. Za to pomysł. We współpracy z niewielkim wówczas – dziś należącym do krajowej czołówki – biurem podróży zamawiali wycieczki autokarowe do Hiszpanii.

 

Które organizowali i prowadzili już fachowcy. Liczyli, że jak uda im się w ten sposób wysłać w sezonie 500 osób i na każdej zarobić po 100 zł, to starczy w sam raz na wymarzoną własną podróż. Osiągnięte rezultaty tak bardzo przekroczyły jednak oczekiwania, że… podróż trzeba było odłożyć i zająć się biznesem, bo okazji przepuszczać nie wolno.

 

Kolejnym ich pomysłem, również z dziedziny turystyki, było organizowanie wyjazdów młodzieży do USA, łączących pracę zarobkową, naukę języka i poznawania kraju. Osiągnęli w tej dziedzinie znaczące sukcesy, gdyż mieli nad konkurentami istotną przewagę. Temat znali nie tylko teoretycznie, ale z autopsji, wcześniej wyjeżdżając tam oraz ćwicząc blaski i cienie takich wyjazdów na własnej skórze.

 

Od dwu lat ich kolejną pasją jest produkowanie – są współwłaścicielami zajmującej się tym firmy za Oceanem – oraz sprzedawanie w Polsce wspomnianego na wstępie toniku ziołowego. Jak do tego doszło, to też cała ciekawa historia, która zaczęła się od własnych i w rodzinie problemów ze zdrowiem i kondycją oraz koniecznością ich poprawy.

 

W USA trafili m.in. do działającego tam i zajmującego się, w oparciu o kilkuwiekowe tradycje medycyny chińskiej, leczniczymi własnościami ziół, dr Alberta Y. Leunga. Posiadacza licznych patentów i certyfikatów w tej dziedzinie, pracującego wcześniej dla znanych firm. W pewnym momencie życia postanowił on jednak prowadzić działalność na własną rękę w oparciu o własne prace.

 

Później – szczegóły pomijam, nie chciałbym zresztą czegoś pokręcić, bo nasi goście mówili ciekawie, dużo i szybko, ale nie pomyśleli o tym, że poza firmowymi folderami dotyczącymi toniku PhytoChi i wizytówkami, warto przygotować dla dziennikarzy coś jeszcze na piśmie – dopuścił młodych Polaków do spółki. I tak dochodzimy do tego toniku, określanego jako energia z ziół.

 

Produkowanego w USA według receptury i pod osobistym nadzorem dr Alberta Y. Leunga. Który sprawdza nawet kolejne partie 16 rodzajów ziół będących, bez żadnych sztucznych domieszek i rozpuszczalników, składnikami PhytoChi. Tonik ten ma oczywiście wymagane certyfikaty zarówno zagraniczne jak i polskie. Składniki do niego wybrane zostały w oparciu o wyjątkowe tradycyjne właściwości sprawdzane przez setki lat w medycynie chińskiej oraz – co jest również bardzo ważne, na podstawie współczesnych informacji naukowych.

 

Sprowadzane są z czystych ekologicznie miejsc. Są one nietoksyczne, mają zarazem zastosowanie w leczeniu najbardziej powszechnych schorzeń jak zesztywnienie i bóle stawów, brak energii, alergie, stres, nadciśnienie, cukrzyca itp. Posiadają też właściwości przeciw utleniające, chroniące wątrobę, immunostymulujące, przeciwalergiczne, przeciwzapalne, hipolipemiczne i hipoglikemiczne.

 

– To nie jest lekarstwo leczące konkretne choroby – odpowiadali nasi goście na zarzuty, że coś za szeroka jest skala schorzeń, w których tonik ten – według ich informacji – jest pomocny. Jest to – podkreślali – tylko tonik pomagający organizmowi w samooczyszczaniu, uodpornianiu się, zapobieganiu chorobom lub łagodzeniu ich przebiegu. Skala tego, według firmowego folderu, jest rzeczywiście ogromna.

 

Systematyczne stosowanie PhytoChi codziennie rano od 30 do 60 ml na 20–30 minut przed posiłkiem, przyspiesza – zapewniają jego producenci i sprzedawcy – m.in. procesy regeneracji komórek, wprowadza równowagę biochemiczna organizmu, wspiera prawidłowe działania serca, reguluje ciśnienie krwi, działa przeciwalergicznie, przeciwzapalnie, przeciwbakteryjnie, przeciwwirusowo, obniża też w tkankach zawartość toksyn i materii obciążających.

 

Znaczna ilość antyoksydantów znajdujących się w tym toniku likwiduje m.in. niebezpieczne wolne trodniki, działa więc profilaktycznie w zagrożeniach chorobami nowotworowymi. Reguluje też działanie układu trawiennego, poprawiaja kondycję człowieka i zmniejsza jego zmęczenie. Szczegóły – także dotyczące poszczególnych ziół, których korzenie, kwiaty, owoce czy nasiona służą do uzyskiwania z nich ekstraktów łączonych następnie w odpowiednich proporcjach w procesie technologicznym, certyfikatów, które posiada itp. znaleźć można zarówno w folderach firmy, jak i na jej stronie internetowej: www.eartpower.pl.

 

Tam też można dowiedzieć się, w jaki sposób nabyć ten suplement diety, gdyż nie ma go w sprzedaży sklepowej. A także o miejscach i terminach prezentacji PhytoChi w Warszawie, Katowicach, Krakowie, Szczecinie, Poznaniu, Białymstoku i Tarnowskich Górach. Jak również o prowadzonej przez firmę Akademii Sukcesu Earth Power itp.

 

Podczas spotkania w „Globtroterze” każdy z jego uczestników mógł spróbować jak smakuje ten tonik. Zaś ci, którzy mieli szczęście i otrzymali jego butelkę – miesięczną dawkę, za udział w dyskusji lub podczas losowania wizytówek, będą mogli na własnym organizmie przekonać się o jego właściwościach.

 

Zdjęcia: Grzegorz Micuła


Stowarzyszenie Dziennikarzy Podróżników GLOBTROTER

Booking.com