Goście Globtrotera

PAŁAC WOJANÓW

PAŁAC WOJANÓW


Fundacja Doliny Pałaców i Ogrodów Kotliny Jeleniogórskiej

 

            Gośćmi pierwszego spotkania w „Globtroterze” byli przedstawiciele Fundacji Doliny Pałaców i Ogrodów Kotliny Jeleniogórskiej oraz Pałacu Wojanów. Piotr Napierała, prezes tej Fundacji, a zarazem szef spółki z o.o. – właściciela odrestaurowanego pałacu, Katarzyna Giziek – z-ca dyrektora pałacu i Gabriela Duma – z-ca dyrektora pałacu ds. marketingu.

            Prezes Piotr Napierała poinformował, że 9 maja br. odbędzie się uroczyste, z udziałem wysoko postawionych gości, otwarcie Pałacu Wojanów po jego rewaloryzacji. Opowiedział również o zabytkach Kotliny Jeleniogórskiej z wieloma bardzo cennymi, odległymi od siebie od kilkuset metrów do kilku kilometrów zamkami, pałacami i ich ogrodami z okresu romantyzmu, a także innych epok, opactwami, wieżami widokowymi, domami, termami, łaźniami itd. na ścianie Karkonoszy. Stanowiącymi rozpoznawalny w Europie zespół budowli. W znacznym stopniu w ruinie, ale od kilku lat odbudowywanych na cele hotelowe.

            Fundacja chciałaby stworzyć z nich nową markę turystyczną, są podobno szanse, aby zabytki Kotliny znalazły się na Liście dziedzictwa UNESCO. Jest to bowiem miejsce wyjątkowe pod względem bogactwa zabytków architektury – zwłaszcza zespołów pałacowych i dworskich. Są tam gotyckie zamki i wieże obronne, renesansowe dwory, barokowe pałace i unikalne XIX wieczne rezydencje. Obok nich zakładano rozległe parkikrajobrazowe. W połączeniu z tłem – Karkonoszami i Rudawami Janowickimi – powstał wyjątkowy krajobraz kulturowy tego regionu. W XIX w, w epoce romantyzmu, właśnie w tym miejscu odnajdywano krajobraz idealny. Fundacja stawia sobie jako cel ochronę zabytkowych zespołów parkowo – pałacowych i dworskich oraz innych budowli rezydencjonalnych w Kotlinie Jeleniogórskiej. A także promocję tego regionu pod nazwa „Dolina Pałaców i Ogrodów” jako szczególnego dziedzictwa kulturowego. Więcej na temat tej fundacji znaleźć można w Internecie na: www.dolinapalacow.pl .

            Pałac Wojanów ma liczącą już ponad 7 wieków historie. Po raz pierwszy wymieniono go w dokumentach historycznych w 1281 roku jako siedzibę rodu von Zedlitz. Był on właścicielem tego majątku, z krótkimi przerwami, do I ćwierci XVIII w. Później właściciele zmieniali się kilkakrotnie. Był nim m.in. jeleniogórski kupiec Daniel von Buchs, który posiadał już sąsiednie majątki w Dąbrowicy ( niem. Eichberg ) i Wojanowie – Bobrowie ( Boberstein ). Jeden z następnych właścicieli, tajny radca sądowy Królestwa Pruskiego – Ike był prawdopodobnie inicjatorem pierwszej przebudowy w stylu neogotyckim. Później majątek ten kupił król Fryderyk Wilhelm III dla swojej córki Luizy, żony Fryderyka Niderlandzkiego. Wówczas dokonano kolejnej, częściowej przebudowy i założono park. W końcu XIX w właścicielką Wojanowa była księżniczka niderlandzka Maria zu Wied, po niej Karol Krieg, a w latach 1927 – 1945 konsul Effenberg i wydawca gazet Kramer. Po wojnie pałac i budynki folwarczne przejął skarb państwa polskiego. Mieścił się tam m.in. PGR, później obiekt popadł w ruinę aż do wykupienia go i rewaloryzacji przez obecnych właścicieli.

            Mieliśmy możliwość obejrzeć zdjęcia pałacu w stanie zrujnowanym oraz efekty jego odbudowy. Obecnie zespół pałacowo – parkowy to centrum szkoleniowo – konferencyjne z zapleczem rekreacyjno – sportowym. Gościom oferuje on noclegi w apartamentach pałacowych i komfortowych pokojach 2, 3 i 4 - osobowych z TV satelitarną, łączami internetowymi, łazienkami i telefonami. Ponadto parking strzeżony oraz zaplecze relaksacyjne: SPA i wellness, kryty basen, saunę, jacuzzi, siłownię, solarium, korty tenisowe, wypożyczalnie rowerów i bilard. W centralnej części pałacu mieści się restauracja Kameliowa połączona z przestronnym tarasem z pięknym widokiem na park. Pod krzyżowym sklepieniem Stajni jest sala śniadaniowa dla 200 gości, z możliwością organizowania w niej rautów nawet dla 400 osób. W upalne dni do dyspozycji będzie ogród letni. Nie brak, oczywiście, dwu komfortowych wyposażonych sal konferencyjnych w Spichlerzu. Purpurowej na 200 osób oraz mniejszej, Zielonej, dla 50 osób. Możliwe jest również organizowanie konferencji w salach bankietowych pałacu. Jeleniej Górze przybył więc w jej pobliżu nowy obiekt, który – jak nas zapewnił prezes Piotr Napierała – już budzi zainteresowanie, m.in. klientów z Niemiec.

 

Cezary Rudziński

Zdjęcia autora.

Dodane 20 04 08

KALISZ I ZAMOŚĆ

KALISZ I ZAMOŚĆ

 

„Najpiękniejsze miasta i miasteczka Polski”

 

            Przedstawiciele dwu historycznych, zabytkowych i pięknych polskich miast – Kalisza i Zamościa byli gośćmi drugiego kwietniowego spotkania w „Globtroterze”. Nie pamiętam w całej ich historii tak licznej – ponad 100 osób – frekwencji ani tak reprezentatywnych przedstawicieli którzy przyjechali z „Perły polskiego Renesansu”. Ale po kolei.

 

Miała to być prezentacja tylko Zamościa. Ale niemal w ostatniej chwili nasz kolega – globtroterowiec Krzysztof Kaniewski zaproponował, aby kilka minut poświęcić dodatkowo Kaliszowi. Nie było już bowiem wolnego miejsca w kalendarzu naszych spotkań w okresie przedwakacyjnym, a w mieście które w ub. r. obchodziło 750-lecie uzyskania w 1257 roku od Bolesława Pobożnego praw miejskich i szykuje się do przypadającego w 2010 roku jubileuszu 18,5-wiecza pierwszej wzmianki o Kalisii w dziele „Geographia” Klaudiusza Ptolemeusza dzieje się wiele rzeczy ciekawych i aktualnych. Reprezentująca prezydenta Kalisza dr inż. Janusza Pęcherza jego rzeczniczka Iwona Cieślak zapowiedziała tylko, że jej obecność u nas to tylko rekonesans przed osobnym spotkaniem.

           

 Kalisia 18 ½ : Z przeszłości w nowoczesność

 

 Krzysztof miał także drugi ważny powód aby zabiegać o rozszerzenie programu spotkania. Uczestniczy w projekcie „Najpiękniejsze miasta i miasteczka Polski”, którego celem jest promocja wielkich zmian, jakie zachodzą w nich dzięki samorządom. A turystyka ma w nich charakter rozwojowy i specyficzny. Projekt ten ma ruszyć jesienią br – poinformował – i są już pozytywne nań odzewy, właśnie Kalisza i Zamościa. Przypomniał kilka faktów z dziejów tego najstarszego, jeżeli chodzi o pisaną metrykę, polskiego miasta, poinformował też w ogromnym skrócie – obszerne materiały na te i inne kaliskie tematy znalazły się w teczkach prasowych – o kilku najważniejszych nowościach.

         

  Przede wszystkim informacja o już realizowanym programie „Kalisia 18,5” pod hasłem „Kalisz – Z przeszłości w nowoczesność”. Obchody 18 ½ -wiecza odnotowania istnienia i zaznaczenia na ówczesnej mapie świata tego miasta mają m.in. przypomnieć, że jest on jedną z kolebek i głównych ośrodków kształtowania się państwa polskiego. W połowie czerwca br. otwarty zostanie w dzielnicy Zawodzie wczesnośredniowieczny gród. Dzięki rekonstrukcji znajdujących się tam wykopalisk zwiedzający będą mogli „przenieść się” w okres świetności Kalisza – czasy panowania Mieszka III Starego.

           

 Na 3-hektarowym obszarze zrekonstruowano i wybudowano kilkanaście obiektów: fundamenty kolegiaty św. Pawła – pierwszej kaliskiej świątyni ufundowanej przez tego Władce, kurhan w którym chowano zmarłych w obrządku ciałopalnym, 10-metrową wieże bramna i wyższa od niej wieże obronna, wały z palisadą i ostrokołem, siedem drewnianych chat stanowiących przykład średniowiecznej zabudowy mieszkalnej. Turystyczną atrakcją będzie też tzw. flota Mieszkowa – łodzie-dłubanki, którymi można będzie pływać po stawie w rozszerzeniu fosy. Z pomostu prowadzącego do grodu można zobaczyć zachowane średniowieczne umocnienia podwala.

           

Przez cały rok zwiedzający gród będą mogli obserwować prowadzone w nim prace archeologiczne, spróbować własnoręcznie lepić naczynia z gliny, obrabiać kości, rogi i skóry, poznać technikę wyrobu smoły i dziegciu. W chatach prezentowane będą dawne rzemiosła: tkactwo, rymarstwo, kowalstwo itp. Powstanie też zbrojownia oraz miejsce dla cechu kata. Jedną z nowych propozycji już od br. będzie zabawa w świętojańską noc Kupały. Na rekonstrukcję Grodu Kaliskiego  przeznaczono blisko 2 mln €, z czego 75% ze środków Unii Europejskiej.

          

Miasto odradza również tradycje gry w „szczypiorniaka”, która powstała tam, ściślej we wsi Szczypiorno, obecnie dzielnicy Kalisza, w latach I wojny światowej. W 1917 znajdował się tam obór internowanych żołnierzy Legionów Polskich, którzy odmówili złożenia przysięgi na wierność Niemcom. W obozie tym przebywali również jeńcy brytyjscy, francuscy i rosyjscy. Na wzór piłki nożnej stworzyli oni 11-osobowe drużyny, uszyli piłki ze szmat i tak narodził się szczypiorniak. A ponieważ jego nazwa jest nie do wymówienia dla większości cudzoziemców, stosowana jest piłka ręczna. Dyscyplina ta odradza się obecnie w Kaliszu. W ub. r. zorganizowano tam III Międzypaństwowy Turniej Piłki Ręcznej „Grundfos Cup 2007”. Jest dużyna ligowa, a ponadto znakomity, najnowocześniejszy w Polsce obiekt przystosowany do wszystkich gier zespołowych – hala Winiary Arena mogąca pomieścić nawet do 4 tys. widzów.

 

Zamość – Miasto Idealne

           

 Jak już wspomniałem, tak reprezentatywnej delegacji miasta jeszcze nigdy nie gościliśmy. Prezydentowi Zamościa Marcinowi Zamoyskiemu, potomkowi założyciela tej perły polskiego Renesansu towarzyszyli: Magdalena Machulewska – szefowa promocji miasta, Andrzej Urbański – dyrektor Muzeum Zamojskiego, Tadeusz Wicherek – dyrektor Orkiestry im. Karola Namysłowskiego, Stanisław Rudy – dyrektor Zamojskich Dni Kultury, Andrzej Byk – organizator imprez jazzowych, Paweł Sztompke z Programu I Polskiego Radia oraz Piotr Kubina – właściciel restauracji „Muzealna”.

           

Zamość, jego początki, bogatą historię i ciekawą teraźniejszość przedstawił dyr. MZ Andrzej Urbański. Przypomniał, że jako miasto idealne w tamtych czasach, wybudowano go od podstaw na 24 ha pustego terenu według projektu włoskiego architekta Bernardo Morando. Miasto – twierdzę zaplanowano dla 3 tys. mieszkańców. W momencie budowy znajdowało się ono w centrum Rzeczypospolitej Trojga Narodów. Opowiedział również o Ordynacji Zamoyskich oraz pięknie Roztocza, na terenie k którego leży Zamość.

          

Przedstawił też najbliższe i najważniejsze imprezy. Szczegółowy program wydarzeń w mieście na br. oraz wiele innych materiałów informacyjnych uczestnicy spotkania otrzymali w teczkach prasowych. Tak np. w połowie czerwca odbędzie się Jarmark Hetmański. Nawiązuje on do tradycji handlowych Zamościa, ważnego punktu na trasie Lwów – Lublin. Stanowi on próbę powrócenia do historii i promocji miasta, a zarazem lokalny produkt turystyczny.

          

W br. na Jarmark Mennica Warszawska wybije pamiątkowe lokalne monety,  ściślej żetony zastępcze – 6-groszy zamojskich. Nawiązują one do monet z okresu oblężenia Zamościa w 1813 roku i będą w nim środkiem płatniczym do 30 września br. Będą miały kształt owalny i ukażą się w trzech limitowanych seriach. Z żółtego stopu metali, z którego wybijane są obecnie najniższe nominały groszy – o wartości płatniczej 2 złote oraz ze srebra i złota. O cenie – bo do obiegu handlowego one na pewno nie trafią – „6-groszy zamojskich” Anno 2008 wybitych z metali szlachetnych nie poinformowano nas.

          

Nie znającym historii polskich monet przypomnę, że podczas 8-miesięcznego oblężenia miasta w 1813 roku przez wojska carskie zabrakło pieniędzy na wypłatę zaległego żołdu. Wówczas komendant twierdzy zamojskiej gen. dyw. Maurycy Hauke polecił wybić ze starych miedzianych monet austriackich i sreber pofranciszkańskich przechowywanych w Kolegiacie Zamojskiej monety zastępcze. Szóstaki ( 6 groszy ) oblężnicze Zamościa wybito trzema, zaś srebrne dwuzłotówki oblężnicze czterema parami stempli. Wszystkie na awersie miały napis: „Moneta w oblężeniu Zamościa”, z dodaniem na szóstakach roku: 1813. Na rewersie zaś nominał „6 groszy” ( na jednym stemplu również napis „Boże dopomóż wiernym Oyczyznie” ) lub „2 złote” i rok oraz ten sam napis. Wszystkie te monety są obecnie bardzo rzadkie, gdyż po zajęciu Zamościa władze carskie starały się, nie bez powodzenia, wycofać je i przetopić.

           

Dyr. A. Urbański przypomniał też m.in. legendę „szwedzkiego stołu” – tak popularnego obecnie w hotelach oraz na wielu imprezach. Po raz pierwszy podobno ten sposób serwowania jedzenia zastosowano podczas „Potopu Szwedzkiego” właśnie w Zamościu . Gdy dowódca wojsk szwedzkich zażądał, aby oficerów nakarmiono, usłyszał, że możliwe jest to tylko na zewnątrz murów twierdzy. Zbudowano stoły i postawiono na nich potrawy, ale już nie ławy przy nich i Szwedzi musieli jeść na stojąco. Powoli się to przyjmowało także przy innych okazjach chociaż obecnie, jak wiemy, „szwedzki stół” wcale nie oznacza, że jeść trzeba na stojąco, a jedynie, że można sobie wybrać do zjedzenia to – i tyle – na co ma się ochotę.


 Bogaty program kulturalny


Dyr. Stanisław Rudy opowiedział o najważniejszych imprezach Zamojskiego Lata2008. W jego programie jest m.in. Festiwal „Eurofolk”, w którym udział wezmą zespoły folklorystyczne z całego świata. Dużą impreza będzie też Festiwal Kultury im. Marka Grechuty, który pochodził z Zamościa. I edycja tego festiwalu odbyła się w ub. r. w pierwszą rocznicę śmierci piosenkarza i autora. Stanowiła przypomnienie jego dorobku, a także promowała młodych artystów. Wzięło w nim udział ponad 100 wokalistów i najlepszych wykonawców. II edycja, w dniach 6-7 czerwca br. będzie miała nie tylko program muzyczny, ale również towarzyszące mu: wystawę fotograficzną, dzieł sztuki, książek oraz program poetycki. Natomiast zaraz po tym festiwalu, 13 czerwca, odbędzie się Festiwal Kultury Włoskiej.

          

O najstarszej – powstała w 1881 roku – w Polsce Orkiestrze symfonicznej im. Karola Namysłowskiego mówił jej dyrektor Tadeusz Wicherek. Podkreślił, że jest to jedyna orkiestra symfoniczna na świecie występująca w strojach ludowych – ale również we frakach, w zależności od programu i okoliczności. Orkiestra ta, poza bogatym programem i wysokim poziomem wykonywania utworów, dysponuje również partyturami swojego założyciela i dyrygenta oraz patrona.  Zamojskie imprezy jazzowe przedstawił, zajmujący się ich organizacją od lat, Andrzej Byk. Przypomniał I Festiwal Jazzu na Kresach w 1983 roku, który zapoczątkował cykl Festiwali Jazzowych i Międzynarodowych Spotkań Wokalistów Jazzowych. Zainteresowani otrzymali  DVD z archiwalnymi nagraniami z Jazz Festiwal New Cooperation Zamość – Żółkiew 2005 i 31 Międzynarodowego Spotkania Wokalistów Jazzowych Zamość 2004, a także z New Cooperation Jazz Festiwal Zamość – Łuck 2005.

          

Na zakończenie tego bardzo interesującego spotkania i przed degustacją smakołyków z jego restauracji „Muzealnej”, o lokalnej kuchni zamojskiej opowiedział Piotr Kubina. Stosowana jest w niej kasza gryczana w różnych postaciach, m.in. jako nadzienie pierogów – także z dodatkiem mięty lub grzybów oraz rodzaju gołąbków z liści kiszonych w całości główek kapusty. Zaprezentował tzw. golasy – pieczone podobnie jak pasztet z kaszy gryczanej i jadane zamiast chleba. Uczestnicy spotkania otrzymali buteleczki gęstego „Roztoczańskiego oleju świątecznego” tłoczonego z rzepaku, mogli zapoznać się z certyfikowanymi miodami, m.in. fasolowy. W produkcji kilkunastu gatunków miodów naturalnych z pól i lasów Roztocza specjalizuje się m.in. Pasieka Wędrowna – Gospodarstwo pasieczne Ulik J. i M. Śliczniaków, które zaprezentowało swoje wyroby oraz ulotkę z właściwościami leczniczymi poszczególnych rodzajów miodu.

           

Było to spotkanie bardzo udane, a prezydent Marcin Zamoyski zaprosił grono członków naszego stowarzyszenia do Zamościa na Festiwal Kultury w dniach 6-9 czerwca br. Jak już wspomniałem, nasi goście przywieźli sporo wydawnictw  informacyjnych. Warto odnotować przynajmniej niektóre z nich. Z Kalisza foldery „Kaliski Gród Piastów”, „Kalisz zaprasza”, „Kalisz – Stare Miasto” i „Szlakiem Bursztynowym po Prośnie”. Natomiast Zamość „Kalendarz przedsięwzięć kulturalnych, sportowych i turystycznych 2008”,  foldery: „Zamość miasto idealne”, „Zamość 2008 – Wydarzenia kulturalne”, „Zamość – Szlak chasydzki”, „Zamość i Roztocze”, „ Miasta Renesansu – Zamość –  Żółkiew – Lwów”  i inne.

 

Cezary Rudziński

Zdjęcia autora.

Dodane 19 05 08

MAGICZNE MIEJSCE : SPAŁA

MAGICZNE MIEJSCE : SPAŁA

 

Powiat Tomaszowski i jego atrakcje

 

 

            Gośćmi na naszym drugim kwietniowym spotkaniu była „mocna grupa” przedstawicieli powiatu tomaszowskiego ( mazowieckiego ) oraz Spały. Spore grono koleżanek i kolegów „globtroterowców” było tam w czerwcu ub. r., wróciliśmy bardzo zadowoleni, a obszerna relacja z tamtej wizyty „ Dolina Pilicy 2007”  nadal jest do przeczytania na naszych łamach w dziale „Podróże „Globtrotera”. Spotkanie w Warszawie pozwoliło jednak odnowić tamte wspomnienia, spotkać się ze znanymi już ludźmi, dowiedzieć o nowościach.

            Grupa przedstawicieli tomaszowskich i spalskich była rzeczywiście reprezentatywna. Przewodził jej dr Michał Słoniewski, prezes zarządu Lokalnej Organizacji Turystycznej w Spale a zarazem dyrektor tamtejszego, 4* hotelu „Mościcki”. Przyjechali z nim również: Barbara Robak – odpowiadająca za informację i turystykę w Urzędzie Miasta Tomaszowa Mazowieckiego, Jacek Kowalewski – członek zarządu tomaszowskiego starostwa powiatowego, Juliusz Szymański – dzierżawca bunkrów w Konewce oraz Robert Papis – organizator Spalskich Jarmarków Antyków i Rękodzieła Ludowego.

            Prezes – dyrektor M. Słoniewski przypomniał, czym jest Spała – miejsce magiczne w byłej Puszczy Pilickiej, w latach międzywojennych nie tylko letnia rezydencja prezydenta RP prof. dr Ignacego Mościckiego. Miejscowość z zaledwie 440 stałymi mieszkańcami, ale goszcząca co roku dziesiątki tysięcy wczasowiczów, urlopowiczów, turystów jednodniowych, sportowców w tamtejszym, najnowocześniejszym w kraju Centralnym Ośrodku Sportu – centrum przygotowań olimpijskich.

            W lepszym poznaniu miasta i atrakcji powiatu tomaszowskiego pomogła prezentacja filmu. Tym, którzy nie znają tego fragmentu Polski przypomnę tylko, odsyłając zainteresowanych do licznych publikacji i materiałów drukowanych, których sporą porcję przywieźli również nasi goście, że na obrzeżach Tomaszowa Mazowieckiego wypływają słynne Niebieskie Źródła, w mieście jest też wart polecenia Skansen rzeki Pilicy oraz co najmniej parę innych wartych zobaczenia miejsc i obiektów. Na terenie powiatu m.in. działający od 1930 roku Ośrodek Hodowli Żubrów w Smardzewicach, w którym aktualnie znajduje się około 20 sztuk tych zwierząt ze stada podstawowego.

            Najcenniejszym, nie tylko o lokalnym znaczeniu zabytkiem, jest romańska perła – kamienny kościół św. Idziego w Inowłodzu z X w. na wysokim brzegu Pilicy, a w jego pobliży w tej samej miejscowości ruiny zamku Kazimierza Wielkiego z I połowy XIV wieku. Niedawne dzieje przypominają natomiast – mówił o nich szerzej Juliusz Szymański – bunkry i nadpilickie fortyfikacje z lat II Wojny Światowej, wśród nich wielkie, kolejowe w Konewce. Można je zwiedzać, zapoznawać się z ekspozycją militariów wewnątrz, uczestniczyć lub obserwować rekonstrukcje wydarzeń historycznych z zimy 1945 roku. Na terenie powiatu organizowane są też różne imprezy sportowe i turystyczne, m.in. ogólnopolskie spływy kajakowe „Pilica zachwyca”.

            Atrakcją turystyczną jest również Zalew Sulejowski wybudowany w latach 1969 – 1974 z tamą koło Smardzewic, o pow. 2117 ha powierzchni. Miejsce uprawiania sportów wodnych, kąpieli i wypoczynku, zwłaszcza w lecie. Nad zalew i dookoła niego, chociaż oczywiście nie tylko, prowadzą oznakowane ścieżki rowerowe. No i najbardziej znana, o sławie daleko przekraczającej ramy powiatu miejscowość: Spała. Poza przypomnianymi już jej atrakcjami turystycznymi  jest w niej również park w stylu angielskim, zabudowania gospodarcze nieistniejącego już pałacyku Prezydenta RP, drewniany kościół, a także ośrodki wypoczynkowe, domy wczasowe i hotele. Spała, zwłaszcza po roku 2000, rozbudowuje swoją bazę noclegową. Powstają nowe hoteliki i hotele z centrami konferencyjnymi, gdyż turystyka biznesowa stanowi najbardziej opłacalną jej część. Dobra jest już też baza gastronomiczna, zarówno całoroczna jak i sezonowa.

            Spała jest miejscem organizowania kilku liczących się imprez. Dorocznych Dożynek Prezydenckich, które, niestety straciły tę rangę przed dwoma laty, gdyż prezydent RP już na nie przyjeżdża na nie. Znaną wśród myśliwych imprezą jest Hubertus Spalski. Organizowane są m.in. wyścigi psich zaprzęgów itp. Do stałego kalendarza spotkań miłośników staroci i rękodzieła ludowego wszedł już ich Spalski Jarmark. Byliśmy na jednym z nich w ub. roku, z tym większym zainteresowaniem wysłuchaliśmy informacji Roberta Papisa o nowościach na nim. Przed 3 laty przyjeżdżało na tę imprezę po 60 wystawców. Obecnie ponad 200. W jedną niedzielę w miesiącu, od godziny 9.00 do 18.00, staje się on rodzajem pikniku przyciągającego coraz więcej zainteresowanych nim gości.

            Można bowiem zwiedzić stoiska – wstęp dla zwiedzających jest bezpłatny, kupić ( lub sprzedać ) coś z antyków i staroci lub wyrobów rzemiosła artystycznego, a także poznać Spałę, a nawet wybrać się do bunkrów w Konewce, czy również niezbyt odległego Inowłodza do kościoła św. Idziego. Jest, oczywiście, także gdzie i co zjeść. Imprezie towarzyszą liczne atrakcje: program estradowy, wykonywanie na oczach publiczności wyrobów przez znanych twórców ludowych, gry i zabawy dla dzieci, przejażdżki bryczkami. Przyjeżdża również grupa tomaszowskich miłośników starych motocykli.

            W ub. r. Spalski Jarmark otrzymał certyfikat Polskiej Organizacji Turystycznej za Najlepszy Produkt Turystyczny Roku. Warto więc zapamiętać daty tej cyklicznej imprezy. Pierwsza w 2008 roku odbyła się 11 maja. Następne będą: 8 czerwca, 13 lipca, 10 sierpnia, 21 września i 5 października. Na jedną z nich pojedzie kolejna grupa dziennikarzy – członków naszego stowarzyszenia. Nasi goście bowiem ponownie zaprosili nas na któryś z weekendów. Który – ustalone zostanie w najbliższym czasie. Będzie to więc kolejna okazja odwiedzenia znanych już, lub dla niektórych poznanie zupełnie nowych miejsc. A zapewniam, że w pełni zasługujących na to.

 

Cezary Rudziński

Zdjęcia autora

Dodane 20 05 08

ANNAPURNA, KWIECIEŃ 2008

ANNAPURNA, KWIECIEŃ 2008
st1:*{behavior:url(#ieooui) }

Pierwsze od 20 lat przejście ściany północno-zachodniej.

 

ANNAPURNA, KWIECIEŃ 2008

 

            Niezwykłych ludzi gościliśmy na drugim majowym spotkaniu w „Globtroterze”: uczestników pierwszego do 20 lat przejścia słynną drogę Gabarova, zwaną czeską, na północno – zachodniej ścianie Annapurny. Byli to trzej z ( tylko ! ) czwórki uczestników tej wyprawy w kwietniu 2008: Piotr Morawski, Piotr Pustelnik i Dariusz Załuski. Czwartym, nieobecnym, był Słowak Peter Hamor. 

      

Jeden z najtrudniejszych szczytów świata.

 

 

 

            Goście niezwykle ekspresyjnie opowiedzieli nam o tej wyprawie na Annapurnę – 8091 m n.p.m. górę w Himalajach, do stanięcia na głównym szczycie której zabrakło im 40 minut. Ale był to czas na wagę życia. Pokazali wspaniałe zdjęcia, przekazali nam również broszury z relacją z tego wyczynu oraz innymi cennymi materiałami. A także informacjami o ALPINUS EXPEDITION TEAM i jego członkach oraz sponsorującej ją marce Alpinus należącej do spółki Euromark Polska S.A.

            Annapurna jest jednym z niższych himalajskich ośmiotysięczników, ale należy do najniebezpieczniejszych gór świata. Jedna trzecia himalaistów, którzy dotychczas chcieli ją zdobyć, poniosła śmierć podczas wspinaczki. Była pierwszym szczytem przekraczającym wysokość 8 tys. metrów n.p.m. zdobytym przez człowieka. Dokonali tego 3 czerwca 1950 roku Marice Herzog i Louise Lachenal. Z polskich himalaistów udało się to dotychczas ośmiu:

            1987 – Artur Hajzer i Jerzy Kukuczka dokonując pierwszego wejścia w zimie.

            1991 – Bogdan Stefko, Krzysztof Wielicki, Wanda Rutkiewicz, Ryszard Pawłowski i Mariusz Sprutta,

            1996 – Andrzej Marciniak.

            Masyw Annapurny jest bardzo rozległy. Składa się z 6 dużych szczytów – głównego wierzchołka i 5 wysokich siedmiotysięczników. Do 2005 roku zarejestrowano zaledwie 103 wejścia na wierzchołek główny i aż 56 przypadków śmierci himalaistów. Szefowi kwietniowej wyprawy Alpinus Expedition Team na Annapurnę Piotrowi Pustelnikowi tylko tego szczytu brakuje do Korony Himalajów. Stanął już bowiem na 13 ośmiotysięcznikach. Brał udział w wyprawach w Himalaje, Karakorum i w inne góry świata. Wspina się od 1985 roku. Na Annapurnę próbował już wejść trzykrotnie i jak nam powiedział, nie zamierza tego powtarzać, gdyż w himalaizmie najambitniejsze jest chodzenie nowymi, nieprzetartymi szlakami. Podobnie pozostali uczestnicy tej wyprawy zdecydowali o pożegnaniu z Annapurną. Ale czy rzeczywiście nie będą próbować jeszcze raz stanąć na jej głównym szczycie?

            Także pozostali uczestnicy tej wyprawy, to doskonali wspinacze z licznymi sukcesami. Piotr Morawski wspina się od 1996 roku, z czego od 2001 roku w górach naprawdę wysokich, gdzie stara się realizować ekstremalne wyzwania. Był uczestnikiem wyprawy zimowej ( 2002/03 ) na K2, jest zdobywcą Jedynki przyznanej mu za zimowe wejście na Shisha Pangmę, stanął na szczytach Chou Oyu, Broad Peak i Nanga Prabat. W 2007 roku próbował wejść na K2 wraz z Peterem Hamorem i Dodo Koboldem niezdobytą dotychczas droga zachodnią. Peter Hamor –  najlepszy słowacki himalaista, zdobył już 5 ośmiotysięczników oraz Koronę Ziemi – najwyższe szczyty wszystkich kontynentów. Przy czym dwukrotnie wszedł na ośmiotysięczniki jako pierwszy Słowak. Dariusz Załuski zdobył już 4 ośmiotysięczniki, brał udział w wielu wyprawach zimowych, a wspinaczkę łączy z profesjonalnym filmowaniem. Jego filmy z najwyższych gór świata zdobywają nagrody na festiwalach filmów górskich i podróżniczyc

 

O krok od tragedii

 

            Nasi goście opowiedzieli o historii tej wyprawy, impulsem do której stała się rozmowa … w supermarkecie na Słowacji z kierownikiem wyprawy na Annapurnę w 1988 roku. Postanowili ją powtórzyć, trochę zmieniając trasę, szlakiem wówczas wytyczonym. Relacja z niej napisana przez Piotra Morawskiego chociaż krótka – liczy tylko 2,5 strony druku komputerowego, jest pełna ciekawych faktów. Wszystko do pewnego mementu szło dobrze. Wspinaczkowy trening aklimatyzacyjny zrobili na Ama Dablam, chociaż zaskoczył ich brak śniegu – były tylko skały i lód. Założyli 3 obozy, położyli 1000 m lin – poręczówek, weszli na szczyt prawie 7 tys. m n.p.m..

            W drodze na Annapurnę było już gorzej. Nie ułatwiały załatwiania spraw wybory w Nepalu, w wyniku których – dodam – kraj ten przestał być monarchią i stał się republika. Pojawiły się problemy z helikopterem, który miał ich dowieźć do bazy pod Annapurną oraz „plagi egipskie” czyli problemy żołądkowe. Ruszyli jednak w górę. Dotarli do bazy na wysokości 5 tys. m. później do następnej na 5,5 tys. Tam okazało się, że ściana ma prawie 2500 m w pionie. 21 kwietnia ruszyli do ataku w dwu 2 – osobowych zespołach. Z plecakami wyładowanymi jedzeniem na 10 dni, namiotami, gazami i linami. Dotarli – pomijam szczegółowy opis trudności – do biwaku na wysokości 6700 m pod skalnym progiem.

            28 kwietnia zaczęli szturm szczytu. Dłuższą, niż ich poprzednicy 20 lat wcześniej, gdyż bez możliwości skrótów po śniegu. Udany biwak na 7700 m, rano dalej po grani. Do szczytu zostało około 150 metrów. Wzmógł się jednak wiatr, pojawiły czarne chmury i burza.

- Potem wszystko jak w malignie – napisał Piotr Morawski. Mgła taka, że się gubimy. Pioruny nad nami. Wyładowania tak mocne, że kłują boleśnie w skórę (sic!). Potem pioruny. Jeden wchodzi mi przez głowę i wychodzi uprzężą. Teraz jak słyszę trzask ,to odruchowo puszczam wszystkie metalowe przedmioty. Szukanie drogi do biwaku. Mgła, wiatr, burza i czterech co za późno zawrócili. Po kilka uderzeń pioruna na głowę i znaleźliśmy koniec grani i zjazd na biwak.

            To już koniec marzeń o zdobyciu szczytu. Kolejna noc na 7700 m, dalsza droga w dół przed dwa dni. Jakiś kamień spada i zmiata do przepaści jeden z dwu namiotów, na szczęście pusty, gdyż Morawski z Hamorem zakładali w tym czasie liny poręczowe. W bazie jeszcze łudzili się, że odpoczną i spróbują ponownie wejść na szczyt. Ale to był kres ich fizycznych możliwości. Przez 3 dni słaniali się na nogach. Trudno się dziwić. Na 21 dni w bazie ponad 2 tygodnie pracowali w górze, z czego dwie noce na biwakach na 6700 m, stale wspinając się po skałach i lodzie. Wszyscy członkowie wyprawy stwierdzili, że była to jedna z najtrudniejszych wypraw w ich życiu. A decyzję o  powrocie podpowiedział im rozsądek. Dzięki niej, na około 40 minut wspinaczki przed szczytem uniknęli tragedii. Porażeni piorunami, z odmrożeniami, przeżyli. Szybki odwrót w tej sytuacji, w wietrze którego porywy uniemożliwiały oddychanie, był jedyną ucieczką przed śmiercią.

            - Wykonaliśmy kawał dobrej roboty mimo nie zdobycia szczytu – podsumował na spotkaniu w Globtroterze „Pusty” – Piotr  Pustelnik. A na pytanie o dalsze plany odpowiedział, że dopiero krystalizują się. Ale chyba będzie to najdłuższa na świecie, 12 – kilometrowa wysokogórska grań w Pakistanie. „Numer 1” tego rodzaju tras na świecie. To kolejne wyzwanie. – Nie robimy tego dla sławy medialnej – podkreślali nasi goście. Skoro są na świecie takie góry i szlaki w nich, to oni muszą po nich chodzić. Po prostu.

 

Cezary Rudziński

Zdjęcia: Annapurny – autor, ze spotkania – Andrzej Zarzecki.

Dodane 03 06 08

Stowarzyszenie Dziennikarzy Podróżników GLOBTROTER

Booking.com