AUSTRIA: PTASIE LOTY NA ZAMKU W LANDSKRON

 

Jeszcze nigdy skrzydlate drapieżniki nie przelatywały tak nisko nad moją głową. Przez sekundy miałam wrażenie, że ich wielkie skrzydła otrą się o moje włosy. Ale zanim się spostrzegłam, ptaki były już wysoko na niebie. Jestem w Karyntii, a konkretnie w regionie Villach. Tam nad miastem Villach góruje potężny średniowieczny zamek Landskron. Dojeżdżamy do parkingu i wspinamy się już na piechotę ostro w górę.

 

 

Im wyżej, tym piękniejsze widoki roztaczają się dookoła. Jak na dłoni widać Villach, ale także wioskę Landskron i cudowne jezioro Ossiach. A to wszystko otoczone Alpami Karnickimi i poprzecinane wstęgami dróg i pasmami pól. Bajka!

 

WAROWNIA I LUKSUSOWA REZYDENCJA

 

Wreszcie wkraczamy do majestatycznego zamczyska, które wzniesiono na wzgórzu w XIV wieku, a może jeszcze wcześniej. Wiadomo, że w połowie XV wieku budowla należała do styryjskiego roku Stubenberg, a sto lat później nabyła ją szlachecka rodzina Khevenhüllerów. I to ona zmieniła warowny zamek w luksusową rezydencję. Bywały tu największe znakomitości, nawet cesarz Karol V Habsburg.

 

Zamczysko przeżywało swe wzloty i upadki, między innymi kilkakrotne pożary. W końcu, w XIX wieku, popadło w ruinę. Od lat 50. XX wieku obiekt jest restaurowany. Obecnie znajduje się w nim miedzy innymi hotel i restauracja. Spacerujemy wzdłuż murów obronnych, podziwiamy baszty, gmach i fantastyczne widoki.

 

WŚRÓD PTAKÓW

 

I to w zupełności mogłoby usatysfakcjonować nawet najwybredniejszych turystów. Ale organizatorzy wyjazdu z Austria.info mają dla nas jeszcze jedną niespodziankę. To główna atrakcja zamczyska – pokaz lotów wielkich drapieżników. Kupujemy bilety w kasie, która jednocześnie jest sklepikiem z „ptasimi” pamiątkami – kartkami, albumami, figurkami, trójwymiarowymi fotkami.

 

Przez bramę z napisem Adler Arena wkraczamy w ptasi świat. Na razie oglądamy skrzydlatych mistrzów tylko w klatkach. Możemy, dzięki tabliczkom informacyjnym, zapoznać się z ich krajem pochodzenia, zwyczajach, zasięgiem lotów. Potem zasiadamy w amfiteatrze i czekamy na show.

 

KRZYK PUBLICZNOŚCI

 

Najpierw nad naszymi głowami frunie wielki kruk. Sokolnik, czy inaczej trener – instruktor wabi go kawałkiem jakiegoś przysmaku. Kruk po kilku kółkach w powietrzu daje się namówić na mięsne co nieco. Potem to samo dzieje się z wielkimi sowami, orłami. Dwóch instruktorów i instruktorka wabią ptaki, które bardziej lub mniej posłuszne w końcu lądują na arenie. A gdy ich lot zniża się nad głowy publiczności, z widowni wydostaje się krzyk. Krzyk za chwilę zmienia się w śmiech i podziw dla ptaków i ich szkoleniowców.

 

NIE TYLKO „PTASI CYRK”

 

Ci szkoleniowcy nie ograniczają się do samego pokazu. O każdym z ptaków dużo opowiadają. Mówią też, że Adler Arena to nie tylko „ptasi cyrk”, ale także szpital dla zbłąkanych i chorych skrzydlatych. Gdy nad nami szybował wielki orzeł, mężczyzna zaznaczył, że to wielka indywidualność, która lubi chadzać, czy raczej fruwać własnymi ścieżkami.

 

Ostatnio nie było go w Landskron przez dwa tygodnie. Znaleziono go w… Polsce, dzięki czipowi przy obrączce. Jednym z trenerów jest młody Słowak, który zdradził nam, że ptasiego fachu uczy się od 12 lat w specjalnej szkole. Blizny na jego ramionach świadczą o tym, że ta nauka nie zawsze jest łatwa i bezpieczna.

 

Dla nas, turystów, współpraca ludzi z wielki ptaszyskami, dała wspaniały efekt – pokaz, podczas którego nikt się nie nudzi. A na koniec chwila odpoczynku w zamkowej restauracji, z tarasu której znowu oglądamy widoki zapierające dech w piersi. Mogłabym na nie patrzeć i patrzeć bez końca.

 

Zdjęcia autorki


Stowarzyszenie Dziennikarzy Podróżników GLOBTROTER

Booking.com