TURCJA: MURY BIZANCJUM

Stambuł ( tur. Istanbul), największe i najludniejsze, liczące ponad 14 milionów mieszkańców miasto Turcji, a zarazem jej centrum kulturalne, handlowe i finansowe, liczy ponad 27 wieków. Powstało jako kolonia grecka w VII w. p.n.e. w południowo – wschodniej Tracji, na górzystym półwyspie oblewanym od południa wodami Morza Marmaris (Marmara Denizi), zaś od wschodu i północy zatoki Złoty Róg (Haliç). Do historii przeszło jednak dopiero na początku IV n.e., gdy do ówczesnego Bizancjum leżącego na krańcu rzymskiej drogi Via Egnatia, stolicę cesarstwa rzymskiego przeniósł w 330 roku Konstantyn I Wielki, zmieniając jego nazwę na Konstantynopol. Pozostała nią do roku 395. Później, nazywany w średniowieczu również Miastem Cesarskim – po polsku Carogrodem, aż do 1453 roku był stolicą Cesarstwa Bizantyjskiego oraz, w latach 1204-1261, Cesarstwa Łacińskiego.

 

Po zdobyciu go przez Turków stał się ich stolicą do roku 1922, kiedy przenieśli ją do Ankary. Obecną nazwę nadano mu dopiero w 1930 roku. Ze względu na znakomite położenie na skrzyżowaniu wielkich starożytnych szlaków handlowych, później stołeczności największego imperium tamtej epoki i, oczywiście, zamożności, było łakomym kąskiem dla innych. Ich apetyty i ataki powstrzymywały jednak zarówno wody, flota i armia, jak i mury obronne.

 

TEODOS II SURLARI

 

Zwłaszcza od strony lądowej – zachodniej. Istniejące wcześniej mury obronne znacznie rozbudowali: Konstantyn I (272-337) i jego syn Konstantyn II (316-340). Naprawdę potężny system obronny miasto zawdzięcza jednak dopiero cesarzowi Teodozjuszowi II (401-450), który władcą imperium został w wieku 7 lat.

 

To na jego rozkaz zbudowano w latach 412-439 zachowane do naszych czasów, chociaż w różnym stanie i z późniejszymi zmianami, słynne Mury Teodozjusza (Teodos II Surlari). Jedną z wielkich, chociaż nie przez wszystkich docenianych, atrakcji Stambułu. Rozciągają się one na długości 6,5 km od Yedikule – twierdzy Siedmiu Wież nad brzegiem morza Marmara, do Zatoki Krzywego Rogu w Ayvansaray nad tą zatoką.

 

Już kilkakrotnie podczas wcześniejszych pobytów w Stambule zamierzałem poznać je dokładniej. Niestety, z braku czasu udawało mi się zobaczyć tylko ich niewielkie fragmenty i to większość z okien autokaru. Na niektórych odcinkach po ich zachodniej, zewnętrznej stronie, były wówczas slumsy – dzikie osiedla prymitywnych bud i szałasów budowanych przez imigrujących do Stambułu „za chlebem” mieszkańców Anatolii. Nie były to miejsca bezpieczne.

 

NIEPOKONANE PRZEZ TYSIĄC LAT !

 

Z czasem władze rozwiązały ten problem radykalnie likwidując te koczowiska. Równocześnie odbudowując fragmenty murów i ich wież. Chociaż zapowiadana od paru dziesięcioleci ich pełna odbudowa to, w najlepszym razie, kwestia bardzo długiego czasu i ogromnych środków. Mury Teodozjusza były konstrukcją imponującą. O wysokości kilkunastu metrów, zbudowane jako system podwójnych umocnień wznoszonych na pofałdowanym terenie z warstw ceramicznych cegieł i bloków wapienia.

 

Było w nich 11 bram i 192 wieże, z fosami na przedpolu, niższymi murami zewnętrznymi oraz między nimi i murami głównymi drogami zwanymi peribolos dla przemieszczania się wojsk. Wielkie trzęsienie ziemi w roku 447 zniszczyło co prawda 54 wieże, ale zostały one szybko odbudowane. Mury te okazały się przeszkodą nie do pokonania przez ponad tysiąc lat! Oparły się m.in. atakowi Persów, Awarów i Słowian w roku 626, kilku najazdom Arabów w VII i na początku VIII w., wielu atakom Bułgarów i Rusów w IX –XI w.

 

Pod koniec tamtego wieku również oblężeniu miasta przez Seldżuków i Pieczyngów oraz na przełomie XIV i XV w przez Turków. Którzy zdobyli je dopiero 29 maja 1453 r. kładąc kres potędze Bizancjum. Wcześniej tylko w 1204 roku udało się zdobyć miasto, i to nie w wyniku bezpośredniego ataku na mury, krzyżowcom z IV wyprawy do Ziemi Świętej.

 

TWIERDZA YEDIKULE

 

W 1261 r. zostało ono jednak odbite przez Michała VIII Paleologa, który rozgromił Cesarstwo Łacińskie. Dokładniejsze poznawanie murów i najciekawszych budowli oraz miejsc w ich pobliżu postanowiłem, mimo odmiennych rad autorów przewodników, odbyć pieszo. Przede wszystkim od strony zewnętrznej, gdyż umożliwia to biegnąca wzdłuż nich ulica zmieniająca zresztą na poszczególnych odcinkach nazwę: Belgratkapisi, 10.Yil Cadesi, Topkapiedirnekapi Yolu i Savaklar Cadesi.

 

Ale przechodząc przez kolejne bramy na wewnętrzną stronę murów, a tam, gdzie jest to możliwe, wchodząc również na ich koronę. Okazało się to bardziej czasochłonne i wymagające o wiele większego wysiłku, niż przewidywałem. Pozwoliło mi jednak zobaczyć wiele, w tym zmiany, jakie w systemie tych murów wprowadzone zostały na potrzeby komunikacji miejskiej.

 

Twierdza Yedikule, od której rozpocząłem marsz na północ, a ściślej droga, która przebiega przez teren tego kompleksu, wygląda nieco inaczej, niż zapamiętałem ją z pobytów w Stambule przed 25 – 30 laty. Wówczas była to co prawda ważna droga dojazdowa do południowej części europejskich dzielnic miasta, ale typu zwykłej szosy, w mieście zaś ulicy.

 

TRUDNA DROGA DO STARTU

 

Obecnie jest to szeroka, dwukierunkowa i kilkupasmowa droga szybkiego ruchu, Kennedy Cadesi. Po doprowadzeniu linii metra z lotniska aż do nadmorskiej stacji Yenikapi oraz zmian w komunikacji autobusowej, zlikwidowane zostały przystanki na szlaku kolejowym, który kończy się na historycznym dworcu kolejowym Sirkeci w pobliżu Bosforu. Niegdyś krańcowym słynnego Orient Expressu.

 

Wejścia na perony przystanków kolejki podmiejskiej, chociaż na planach miasta nadal występują one jako czynne, m.in. Yedikule, Mustafa Paşa, Yenikapi, Kumkapi i Cankutaran, zostały zamurowane. O czym przekonałem się próbując dojechać z Kumkapi, gdzie zatrzymałem się w hotelu, do twierdzy Siedmiu Wież. Autobusy kursujące nadbrzeżną Kennedy Cadesi nie zatrzymują się jednak w jej pobliżu.

 

Tak przynajmniej wynikało z informacji kierowców, mówiących tylko po turecku, których o to pytałem. Na najbliższym oraz następnym przystanku nie było rozkładów jazdy, a w skwarne niedzielne popołudnie także pasażerów, których można by zapytać jak dojechać. Z poprzednich pobytów zapamiętałem, że twierdza stoi gdzieś niedaleko, może w odległości 1-2 kilometrów. Postanowiłem pójść pieszo.

 

NIE MA JUŻ ZŁOTEJ BRAMY

 

Ale to co z okien autokaru wydaje się bliskim, okazało się ponad 5-kilometrowym odcinkiem. Przejście go pozwoliło mi jednak zobaczyć resztki starych umocnień nad Morzem Marmara i to nawet dosyć odległych od Murów Teodozjusza. A także ogromne tłumy mieszkańców grillujących, uprawiających sport lub inaczej spędzających czas wolny na skwerach i w nadmorskim parku, co stanowi tu ulubione zajęcie rodzin.

 

Twierdza Siedmiu Wież nadal robi wrażenie. To największy obiekt obronny w całym pasie murów. Niegdyś tędy, przez Złotą Bramę, był główny wjazd do miasta. Była ona rzeczywiście pokryta złotą blachą i ozdobiona rzeźbami. M.in. posągiem Nike – uskrzydlonej bogini Zwycięstwa, czterema brązowymi słoniami oraz wizerunkiem Teodozjusza Wielkiego. Współcześnie jest zamurowana.

 

Twierdza ta została w XV w. rozbudowana przez Mehmeda Zdobywcę, który wzniósł dodatkowe trzy wysokie okrągłe wieże nie wchodzące w system murów od strony lądu. Połączone jednak z nimi murem kurtynowym. W Wieży Inskrypcji było w przeszłości więzienie dla ambasadorów wrogich państw oraz urzędników, którzy „podpadli” sułtanowi.

 

WYRWY W MURACH POD MIEJSKIE ARTERIE

 

Natomiast w jednej z dwu wież północnych, między którymi była Złota Brama, wykonywano egzekucje skazańców. Stąd rozpoczynają się Mury Bizancjum, nazywane też Murami Teodozjusza. Potężne, wysokie na kilkanaście metrów, po odnowieniu świetnie wyglądające. Chociaż dalej w kierunku północnym są one w różnym stanie. Na niektórych odcinkach nawet poważnie zrujnowane.

 

Mimo to stanowią przeszkodę i przejść przez nie do miasta nadal nie da się. To możliwe jest tylko przez 6 dużych bram, w większości również przejezdnych dla samochodów, oraz parę przejść dla pieszych. W trzech miejscach przez mury przebito szerokie ulice dla potrzeb komunikacyjnych. Obok bramy Topkapi w połowie XX w. rozebrano część murów aby poprowadzić przez nie Millet Cadesi.

 

Ważną arterię dla ruchu samochodowego, a później także szybkiego tramwaju poprowadzonego przez centrum historycznej części miasta. Aż do pałacu Topkapi, dworca Sirkeci, przystani promowej w Eminönű i dalej przez Galata Köprűsű (Most Galacki) nad Złotym Rogiem, wzdłuż europejskiego wybrzeża cieśniny bosforskiej. Brama Topkapi, w przeszłości św. Romana, nazwana została tak (po turecku to Brama Armatnia), gdyż to w nią Mehmed Zdobywca wycelował swoje najcięższe działa.

 

PARKI, CMENTARZE, RUDERY

 

Podobnie obok bramy Sulukulekapi przebito odcinek murów między dwiema basztami wytyczając bulwar Adnan Menderes Vatan oraz trasę metra biegnącego częściowo na powierzchni ziemi. Czwarta z dużych arterii komunikacyjnych przecinających mury, Fevzipaşa Cadesi przebiega obok wieży bramy Edirnekapi i teren częściowo rozebranego muru. Po zachodniej stronie ulic wytyczonych wzdłuż murów znajdują się robotnicze dzielnice, ale także duży cmentarz, park i tereny zielone.

 

Na sporym odcinku biegnie tamtędy również linia tramwajowa. Ulice te nie znajdują się bezpośrednio przy murach, lecz oddziela je od nich dawna fosa zachowana tylko we fragmentach, z przerzuconymi nad nią mostkami. Są na niej oraz przyległych terenach parki – największy i najładniejszy koło twierdzy Siedmiu Wież.

 

Idąc na północ mijam też gospodarstwo ogrodnicze z dużą uprawą kwiatów, liczne poletka z pracującymi na nich ludźmi, a raczej wyjątkowo fragmenty niezagospodarowane. Przejście po wewnętrznej stronie murów, aby obejrzeć je dokładniej jest możliwe na paru odcinkach, gdzie wzdłuż nich biegną ulice. Na pozostałych aż do murów dochodzą domy, nierzadko rudery.

 

ZBYT AMBITNY PROGRAM

 

To mało atrakcyjny fragment miasta. Wszędzie gdzie jest to tylko możliwe przechodzę jednak przez bramy w wieżach i murach na ich drugą stronę. Konstrukcje umocnień są potężne, nadal wywołują respekt. Chociaż w większości otoczenie bram, a zwłaszcza murów jest zaniedbane. Zaraz za bramą Belgratkapi (Belgradzką) natrafiam na niewielki cmentarz. Po wewnętrzne stronie następnych na cuchnące zaułki.

 

Mijam świetnie utrzymane fragmenty murów, wieże i bramy, ale i odcinki zrujnowane. W pewnym miejscu, między Silvirikapi i Mevlanakapi dostrzegam na koronie murów idących po nich młodych ludzi. Wejścia na mury od ich strony wewnętrznej jednak tu nie ma. Jest zapewne od strony wewnętrznej, może niezauważone przeze mnie koło bramy. Sprawdzenie tego wymagałoby jednak cofnięcia się o blisko kilometr.

 

Rezygnuję, gdyż zaczyna zapadać zmrok, czuję też zmęczenie po wielogodzinnym chodzeniu po mieście od rana. Zaplanowany „spacer” wzdłuż murów jest ostatnim „turystycznym akordem” tego dnia. Już wiem, że dojście dzisiaj do końca murów przy zatoce Złotego Rogu jest nierealne. Rozglądam się, czym wrócić do hotelu. Ale mijające mnie autobusy mają nic nie mówiące mi tablice z nazwami docelowymi.

 

PRZERWANY „SPACER”

 

Podobnie jadące w przeciwnym kierunku, w stronę morza. Na szczęście kolejne dwie potężne wieże, to już brama Topkapi. W szarówce robię zdjęcia i wsiadam do szybkiego tramwaju jadącego do centrum. Pozostały odcinek murów, jeszcze ponad jedną trzecią ich całkowitej długości, postanawiam obejrzeć następnego dnia. Od ich końca przy zatoce Krzywego Rogu, w Ayvansaray, dokąd znajduję autobus.

 

Mury nie są w tym miejscu doprowadzone aż do brzegu zatoki. Oddziela je od niej nabrzeżny park oraz kilka niewielkich boisk sportowych. Skręcają one zresztą na odcinku ponad stu metrów na wschód wzdłuż ulicy Ayvansaray Cadesi. Dochodzę do miejsca, w którym mury skręcają na południe. Po zewnętrznej stronie jest niewielki, ale ładny park. Z niego widzę niewielką bramę w murach.

 

Wchodzę i znajduję się na malutkim, ale bardzo zadbanym starym cmentarzu z gęsto stojącymi płytami nagrobnymi. Obok niego stoi tűrbe – grobowiec kogoś ważnego lub zaslużonego. Gestami – pilnujący wejścia staruszek mówi tylko po turecku – pytam czy mogę zajrzeć do środka. Zaprasza, ale gdy zdejmując buty opieram jedną nogę na progu pokrytym chodnikiem, niemal dostaje szału: zbezcześciłem święte miejsce.

 

ŚWIĘTE MIEJSCE

 

Udaje mi się go jednak udobruchać, wchodzę. Wewnątrz jest ogromny, chyba ponad trzymetrowej długości zielony, zdobiony złotem sarkofag otoczony również zielonym płotkiem. Na ścianach widzę jakieś zdjęcia, napisy. Fotografuję, ale nie jestem w stanie stwierdzić w jakim miejscu znalazłem się, gdyż wszystko napisano po turecku, częściowo jeszcze przedrewolucyjnym, ozdobnym alfabetem arabskim.

 

Dalej między murami i ulicą są dwa spore, niezagospodarowane tereny zielone. Wchodzę do pierwszej od północy bramy – Eğrikapi, ale po drugiej stronie nie widzę niczego interesującego. Na kolejnym odcinku ponad murami zauważam minaret jakiegoś meczetu. Nie da się jednak do niego wejść z tej strony. W palących promieniach słońca dochodzie do ronda przy Edirnekapi.

 

Byłem w tym miejscu już kilka dni temu, gdyż w pobliżu tej bramy – Edirneńskiej – stoi jeden z najwspanialszych chrześcijańskich zabytków miasta, kościół Zbawiciela na Chorze. A dalej na południe, tuż przy wewnętrznej stronie murów, Mihrimah Sultancami, jeden ze wspaniałych meczetów zbudowanych przez Mimara Sinana. Uprzednio widziałem go tylko z zewnątrz od innej strony.

 

TABLICE UPAMIĘTNIAJĄCE UPADEK KONSTANTYNOPOLA

 

Do wejścia zniechęciły mnie trwające tam prace remontowe. Przechodzę do niego przez bramę, obok której na murze wisi kamienna tablica ze złoconymi tekstami. Tylko po turecku, ale z datą: 29 maja 1453 roku. To tędy więc, dysponując potężnymi działami, atakował miasto Mehmed II Zwycięzca. A ostatni władca Bizancjum, Konstantyn XI Dragasz, zginął broniąc stolicy i kraju. Teraz jednak wchodzę do tego meczetu, robotnicy pracują już tylko na jego dziedzińcu.

 

Wnętrze jest dostępne, więc zwiedzam je z dużym zainteresowaniem. Obok meczetu od strony bramy jest parking dla mikrobusów komunikacji miejskiej, które tu przeczekują godziny poza szczytem ruchu. Zauważam strome schody na mury. Wspinam się, oglądam meczet „z lotu ptaka”. Schodzę i kontynuuję marsz wzdłuż murów.

 

Mijam kilka wież i docieram do bramy Sulukulekapi obok której przebiega, przebity w murach bulwar oraz linia metra. Na drugą stronę przejście jest tylko pod ziemią. Decyduję się obejrzeć kolejny odcinek murów od ich strony wewnętrznej. Mijam jakieś rudery, budy, widzę dywan suszący się na zrujnowanych, porośniętych krzakami murach.

 

PRZESZEDŁEM I OBEJRZAŁEM CAŁE MURY BIZANCJUM

 

Wychodzę na niewielki placyk, w pobliżu którego stoją dwa meczety i tűrbe – grobowiec. Bliższy jest niewątpliwie współczesny. Stojący trochę dalej okazuje się jednym z sinanowskich skarbów, Gazi Ahmetpaşa Cami. Niewielki, ciekawy i zupełnie pusty. Powoli oglądam jego świetnie utrzymane wnętrze. A pobliski grobowiec, to Kara Ahmed Paşa Tűrbesi. Miejsce wiecznego spoczynku kolejnego wielkiego wezyra.

 

Przemierzam ostatni odcinek murów, którego jeszcze nie widziałem – do bramy Armatniej – Topkapi, przy której przerwałem wczoraj ich zwiedzanie. Na ścianie przy murze widzę i fotografuję drugą tablicę z datą zdobycia Konstantynopola w 1452 roku. Tym razem starą, kamienną, z tekstem wykutym częściowo starym alfabetem arabskim.

 

To w tę bramę, jedną z dwu na głównym, zachodnim kierunku natarcia armii Mehmeda Zdobywcy, skierowana była jego najpotężniejsza armata. Kończę ten program zwiedzania, bo i ja dotarłem do celu: przeszedłem wzdłuż i obejrzałem całe Mury Bizancjum. Ale podczas tego pobytu również wiele innych wspaniałych zabytków i ciekawych miejsc w tym fascynującym mieście. O innych napiszę wkrótce.

 

Zdjęcia autora.


Stowarzyszenie Dziennikarzy Podróżników GLOBTROTER

Booking.com