PODRÓŻE GLOBTROTERA: BIAŁORUŚ 2013 – ŚLADAMI WSPÓLNEJ HISTORII

 
Był to kolejny wyjazd SD-P „Globtroter” na Białoruś. Jak zwykle udany i bardzo ciekawy, a chwilami wręcz sensacyjny. Skala i sposób rewitalizacji oraz prezentacji na Białorusi zabytków związanych z naszą wspólną przeszłością, w których bywaliśmy wcześniej w okresie ich odbudowy i częściowego uruchamiania, jak zamek w Mirze, pałac w Nieświeżu, czy rodzinny dworek Tadeusza Kościuszki w Mereczowszczyźnie, budzą uznanie. Podobnie jak budowa nowych, podmiejskich ośrodków wypoczynku i relaksu dla rodzin, że wspomnę o „Majątku Korobczyce” pod Grodnem, czy „Siadzibie Ryńkauka” pod Brześciem.
 
 
SENSACJE W NOWOGRÓDKU
 
A co do sensacji, to nie tylko dla mnie była nią informacja kuratora Muzeum Historycznego w Nowogródku Tamary Werszyckiej, że wbrew wcześniejszej wiedzy miasto to nie było w przeszłości stolicą Wielkiego Księstwa Litewskiego, zaś zachowane do naszych czasów ruiny zamku siedzibą jedynego litewskiego króla Mendoga.
 
Ponadto „cudowny” obraz Nowogródzkiej NMP w tamtejszej farze nie jest tym, o którym pisał nasz wieszcz. Ale za jeszcze większą sensację uważam informację, że udało jej się wyjaśnić, co to za roślina ta tajemnicza „dzięcielina”, która „jak panieńskim rumieńcem pała” w Panu Tadeuszu. Co nie udawało się badaczom twórczości Wieszcza przez prawie 180 lat!
 
Mimo, iż wyjazd studyjny był krótki, zaledwie 3-dniowy, przynajmniej część najważniejszych miejsc i obiektów, w których byliśmy, wymaga osobnego opisania. Co obiecuję wkrótce. Na początek ograniczę się do relacji „na gorąco” z tej podróży po zachodnich obwodach (województwach) Białorusi śladami naszej wspólnej historii, ale i współczesności.
 
Taki bowiem był temat tego Press-touru zorganizowanego przez Ambasadę Republiki Białoruś przy pomocy białoruskiego MSZ oraz władz regionów brzeskiego i grodzieńskiego. Pojechaliśmy – grupa 12 dziennikarzy, z których tylko dwaj nigdy wcześniej nie byli na Białorusi, mikrobusem ambasady z tablicami dyplomatycznymi, co znakomicie przyspieszało formalności graniczne.
 
Chociaż ruch osobowy na obu przejściach: Terespol – Brześć, a powrót przez Kuźnicę Białostocką, okazał się niewielki. W podróży towarzyszył nam konsul – pierwszy sekretarz ambasady Iwan Siryaew, a na miejscu przedstawiciele lokalnej administracji. Program zaczęliśmy od Brześcia, zwiedzanie którego tym razem przewidziano bardzo krótkie, tylko z okien mikrobusu.
 
BRZEŚĆ: POMNIK TYSIĄCLECIA
 
Nie udało się więc nam pojechać do odległych zaledwie o 5 km Skoków, gdzie w odnawianym nadal pałacu Ursyn – Niemcewiczów zorganizowano niedawno muzeum poświęcone najsłynniejszemu z tego rodu – Julianowi z okazji 255 rocznicy jego urodzin. Ta wspaniała rezydencja jest jednak, jak usłyszeliśmy, ciągle w remoncie.
 
Będzie więc okazja, aby przyjechać do Brześcia ponownie aby ją zobaczyć. Zrobiliśmy natomiast krótką przerwę na sesję zdjęciową pod nowym, monumentalnym Pomnikiem Tysiąclecia Brześcia, a ściślej Biarestia – bo tak nazywał się ten ruski gród, którego milenijny jubileusz przypada w 2019 roku. Gdy część z nas była pod nim poprzednio w czerwcu 2011 roku, prace przy tym pomniku jeszcze trwały, a równie bogaty i napięty program wyjazdu pozwolił nam obejrzeć go tylko w nocnym oświetleniu.
 
Teraz, w blasku słońca, zaprezentował się w całej okazałości. Postać archanioła w zbroi i z krzyżem, górującą na kilkumetrowej granitowej kolumnie otaczają u jej podstawy historyczne postacie: od staroruskiego mnicha – kronikarza, ruskiego księcia i polskiego króla – po czerwonoarmistę. Na cokole znajdują się plastycznie przedstawione sceny historyczne przypominające m.in. polsko – litewsko – ruskie zmagania z krzyżakami.
 
Na najniższym zaś poziomie na brązowych płytach odlano informacje w języku białoruskim o najważniejszych, dotyczących miasta, wydarzeniach poszczególnych stuleci jego przeszłości. Pomnik ten ma znakomitą lokalizację w historycznym centrum miasta z połowy XIX w.
 
Przypomnę, że w związku z budową na polecenie cara Mikołaja I na początku lat 40-tych XIX w. Twierdzy Brzeskiej w najdogodniejszym do obrony punkcie – u ujścia rzeki Muchawiec do Bugu, miasto Brześć przeniesiono na nowe, obecne miejsce.
 
W DWORKU KOŚCIUSZKÓW…
 
Na terenie twierdzy pozostała tylko cerkiew i parę innych budowli oraz odkryte już po II wojnie światowej przez archeologów i eksponowane w specjalnie wybudowanym nad nimi pawilonie, drewniane resztki historycznego Biarestia. Dodam, że przy Pomniku Tysiąclecia rozpoczyna się brzeski „deptak” – zabytkowa ulica z zabudową z XIX – początku XX wieku, oświetlana nocą gazowymi latarniami.
 
Po tym krótkim rekonesansie w Brześciu pojechaliśmy do wspomnianej już podmiejskiej „Siadziby Ryńkauka” na znakomity obiad. Tak smacznego steku wieprzowego dawno nie jadłem… Białoruś nadal bowiem preferuje tradycyjne uprawy rolne i hodowlę, a nie szprycowanie mięsa wodą i innymi „ulepszaczami” mającymi na celu powiększenie jego (oraz wędlin) wagi.
 
W związku z tym są one, podobnie jak chleb – ograniczę się do tych dwu przykładów - nie tylko zdrowe, ale mają też rewelacyjny smak. Chociaż i adekwatne do tego ceny. A te od czasu naszego ostatniego, niedawnego przecież pobytu na Białorusi, znacznie wzrosły. Dotyczy to także m.in. alkoholu.
 
Po obiedzie szybki przejazd do rejonu Iwacewicze do zrekonstruowanego drewnianego dworku Kościuszków w Mereczowszczyźnie w którym 4 lutego 1746 r. urodził się przyszły bohater narodowy Polski i Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej – obecnie muzeum.
 
Do Kosowa, w którym osiem dni później, Andrzej Tadeusz Bonawentura – bo aż tyle imion otrzymał – został ochrzczony. A także do sąsiadującego z tym dworkiem pałacu Pusłowskich z 1838 r. W latach międzywojennych mieściło się w nim m.in. starostwo powiatowe kosowskie.
 
… PAŁACACH W KOSOWIE I NIEŚWIEŻU ORAZ…
 
Pałac ten pamiętam sprzed paru lat jako opuszczoną ruinę zarośniętą krzakami i drzewami. Obecnie lśni już nowymi elewacjami, gdyż trwa właśnie państwowa rewitalizacja tej, kolejnej dawnej siedziby magnackiej. Ale to już temat na osobną relację.
 
Teraz wspomnę tylko, że chociaż w Mereczowszczyźnie byłem już przeszłości, to po raz pierwszy miałem możliwość, zachęcony przez dyrektora muzeum, zejść do piwnic, na których kilka lat temu zrekonstruowano ten dworek przy znacznym udziale środków USA. I obejrzeć oraz pochodzić po ich kamiennych podłogach, po których chodził również późniejszy zwycięzca spod Racławic.
 
A stamtąd jazda do Nieświeża na kolację i nocleg. Niemal pustymi, przynajmniej w porównaniu z naszymi, dobrymi drogami. Poza korkami w godzinach szczytowych w dużych miastach, podróżowanie po tym kraju, biorąc pod uwagę nasilenie ruchu i stan nawierzchni, to prawdziwa przyjemność.
 
Wzmacniana przez przyrodę, która w maju, gdy kwitną kasztany i drzewa owocowe, a wszędzie jest świeża zieleń, stanowi obok zabytków i gościnnych mieszkańców jeden z najważniejszych walorów turystycznej atrakcyjności Białorusi. Drugi dzień tej podróży studyjnej przeznaczony został na prawdziwe „mocne uderzenie”.
 
Najpierw zwiedzanie Nieświeża – zarówno książęcego kompleksu pałacowego Radziwiłłów, jak i innych zabytków tego kilkunastotysięcznego miasta: ratusza, kościoła p.w. Bożego Ciała oraz również zabytkowej, jednej z niewielu zachowanych na Białorusi, dawnej miejskiej Bramy Słuckiej z sąsiadującą z nią galerią drewnianych rzeźb pod gołym niebem. Po nim – to kolejne tematy na osobne relacje – wizyta w zamku w Mirze.
 
... POWITANIE CHLEBEM I SOLĄ
 
Poprzedzoną uroczystym powitaniem, z chlebem, a ściślej kołaczem, i solą, na granicy obwodu grodzieńskiego, przez zespół ludowy z harmonistą. Ta najdalej na wschodzie dawnej Rzeczypospolitej położona twierdza gotycka, a zarazem siedziba magnacka, chociaż znajduje się w odległości tylko nieco ponad 30 km od Nieświeża, leży już na terenie obwodu grodzieńskiego.
 
Drugiego z dwu, które nas gościły bardzo serdecznie. Kompleksowa odbudowa, rewaloryzacja oraz przekształcenie zamku w Mirze, podobnie jak pałacu nieświeskiego, w muzeum, ostatecznie zakończyło się niedawno. Efekty tego robią wrażenie. Zwłaszcza na ludziach, którzy widzieli i fotografowali je, jak ja, w ruinach poczynając od połowy lat 60-tych XX w. oraz w trakcie poszczególnych etapów odbudowy.
 
Po obiedzie w zamkowej restauracji dalsza droga na nocleg do Grodna. Z przerwą na zwiedzenie w Nowogródku Domu – Muzeum Adama Mickiewicza oraz wzgórza zamkowego. Z rewelacjami wspomnianej na wstępie znakomitej przewodniczki, m.in. szalenie ciekawej historii w jaki sposób ojciec naszego poety wszedł w posiadanie tego domu.
 
Ściślej jego pierwowzoru, bo obecny to też rekonstrukcja zniszczonego dawnego oryginału. Przy czym z nieznanym mi wcześniej, chociaż byłem tu już co najmniej parę razy w ciągu niemal półwiecza, a dopiero obecnie je zobaczyłem, podziemnym przejściem – korytarzem na wystawy i inne ekspozycje do sąsiedniego budynku.
 
Również Nowogródek oraz tamtejsze historyczne sensacje wymagają osobnego opisania, co już zresztą zapowiedziałem na wstępie. Poza realizacją programu naszego wyjazdu prasowego udało się nam wygospodarować jeszcze trochę czasu, a gospodarze wyrazili na to zgodę, aby w dalszej drodze do Grodna zboczyć do wsi Żałudok w której znajduje się pałac z początku XX w., dawniej własność rodu Czetwertyńskich. Znany m.in. z organizowanych w nim hucznych polowań i spotkań „wyższych sfer”.
 
PAŁAC I ZABYTKOWY PARK NA SPRZEDAŻ
 
Pałac wraz z 17 – hektarowym kompleksem parkowo – ogrodowym znajduje się pod opieką państwa białoruskiego. Jest w stanie nienajlepszym, ale dalekim od ruiny, o czym świadczy fakt, że pod opieką oprowadzającego nas miejscowego odpowiednika sołtysa, a może wójta wsi, mogliśmy wchodzić do wszystkich pomieszczeń. Dowiedzieliśmy się m.in., ze niedawno kręcono w nim jakiś film grozy.
 
Zespół ten, wraz z innymi budynkami na jego terenie, przeznaczony jest do sprzedaży inwestorowi, który przeprowadzi kapitalny remont pod nadzorem konserwatora i ew. przeznaczy obiekt na nowy cel, np. konferencyjny, wypoczynkowy czy własną rezydencję. Oczekiwania finansowe sprzedającego nie wydają się wygórowane: w granicach do miliona dolarów.
 
W Grodnie czekała na nas kolejna doskonała kolacja oraz wygodny nocleg w jednoosobowych pokojach w hotelu „Turist” w zaniemeńskiej, nowej części miasta. Należy on do prywatnego przedsiębiorstwa „Grodnoturist”. Kolacja w restauracji hotelu „Sławia” nie odbyła się bez miłych akcentów. W sąsiedniej sali hucznie obchodzono bowiem czyjeś urodziny.
 
Gdy gospodarze i uczestnicy tej uroczystości dowiedzieli się, że za ścianą wieczerzają Polacy, natychmiast ich przedstawiciel przyszedł z prezentem w postaci butelki wódki i zaproszeniem do wspólnej zabawy. Ot taki przejaw białoruskiej gościnności. Na to nie mieliśmy jednak czasu. Zrewanżowaliśmy się tylko inną butelczyną i wspólnie odśpiewaliśmy „Sto lat”. Która to pieśń popularna jest również na Białorusi i to nie tylko wśród Polaków.
 
Zaś trzeciego dnia press–tour czekał nas szybki objazd z przewodniczką najważniejszych zabytków i miejsc Grodna. Z krótkimi postojami przy katolickiej bazylice katedralnej – będąc w niej po raz n-ty znowu trafiłem na mszę, które odbywają się w niej często i zmuszony zostałem, czego staram się unikać, zrobienia podczas niej paru zdjęć wnętrza. Ponadto przy Starym  i Nowym Zamku, z pięknymi widokami na Niemen i zakotwiczone przy brzegu stateczki białej floty.
 
W NAJSTARSZEJ CERKWI GRODNA I NOWYCH OBIEKTACH W OKOLICACH
 
A także koło najstarszej, liczącej już blisko 10 wieków, cerkwi „Na Kołodży”  stojącej na wysokim brzegu rzeki. Z połową budowli zabraną przez nią przed laty. Wysoka fala podmyła skarpę i część murów osunęła się w dół. Świątynię zabezpieczono drewnianą ścianą i funkcjonuje ona nadal. I koło niej byłem również w poprzednich latach kilkakrotnie, zawsze jednak była zamknięta.
 
Tym razem mogłem obejrzeć i sfotografować nie tylko szacowne, ciekawie zdobione przed wiekami mury zewnętrzne, ale również wnętrze. Na chwilę stanęliśmy także koło dawnego domu Elizy Orzeszkowej, obecnie biblioteki. Gospodarze w programie pobytu polskich dziennikarzy na Grodzieńszczyźnie przewidzieli również dwa obiekty nowoczesne.
 
W obu, podobnie jak część kolegów, już byłem i pisałem o nich, ale chętnie odwiedziłem je ponownie. Pierwszy z nich to sanatorium „Oziornyj” pod Grodnem. Nowoczesne, świetnie wyposażone, położone w pięknych lasach nad jeziorem. Zbudowano je dla pracowników i rodzin Banku Narodowego Białorusi. Później przekształcono w spółkę akcyjną, w której BNB ma niemal 100 proc. udziałów.
 
Ale korzystać z niego mogą wszyscy, także cudzoziemcy. Koszt pobytu w naprawdę luksusowych warunkach, z 4-razowym wyżywieniem dziennie i pełną paletą zabiegów, z reguły pięciu dziennie 5x w tygodniu kosztuje, w zależności od rodzaju zakwaterowania, od 40 do 100 € za dobę od osoby.
 
Obejrzeliśmy kilka wyjątkowo, bo wykorzystanie miejsc wynosi 93-98% w skali rocznej, aktualnie wolnych pomieszczeń, zaplecze leczniczo – zabiegowe, sportowe, kulturalne itp. i nie ma wątpliwości, że cena ta jest rozsądna. Polscy kuracjusze – usłyszeliśmy od dyrektora – są też mile widziani.
 
„MAJĄTEK KOROBCZYCE”
 
Drugim obiektem, tym razem głównie rustykalnej rozrywki, który nam pokazano, był wspomniany już na wstępie „Majątek Korobczyce”. Zbudowany na pustym terenie, ale wzorowany na dawnych zamożnych siedzibach szlacheckich okolic Grodna. Z mnóstwem atrakcji nie tylko kulinarnych – w znajdującej się w nim restauracji I kategorii „Zamek Zewany” mieliśmy pożegnalny obiad.
 
Do dyspozycji gości są przejażdżki wozami konnymi po terenie, jazda konna, place zabaw dla dzieci z wieloma atrakcjami, „mini zoo” ze zwierzętami i ptactwem domowym oraz osobne z dzikimi itp. Na terenie jest klika różnych obiektów, niezliczona liczba drewnianych rzeźb itp. Byłem tu już kilka lat temu. Przybyło rzeźb i obiektów. Parking przed bramą jest bardziej zatłoczony niż niegdyś.
 
A w planach na najbliższe lata jest trzykrotnie powiększenie obszaru „Majątku” i dodanie kolejnych atrakcji. To nie jedyna tego rodzaju placówka w obwodzie. Jego przedstawiciel nawet żałował, że gdyby wiedział, że część z nas już tu była, pokazałby nam inny podobny obiekt. Ale dobrze się stało, że i pozostała większość naszej grupy dziennikarskiej mogła go również zobaczyć.
 
Tyle pierwszej relacji z tej podróży, na żywo, zaraz po powrocie. Jej bilans, podobnie jak poprzednich, a uczestniczyłem już chyba w kilkunastu zarówno organizowanych przez stronę białoruską, jak i polskie biura podróży, czy jako specjalny wysłannik redakcji, jest oczywiście dodatni. Białoruś jest ładnym i ciekawym krajem. Ma wspaniałą przyrodę, aa także więcej godnych uwagi zabytków niż sądzi się poza jej granicami.
 
NAPRAWDĘ NAJBLIŻSZY NAM WSCHÓD
 
Podkreśla się tu – a to niekiedy znacznie różni Białoruś na korzyść od pozostałych krajów dawnych współobywateli Rzeczypospolitej Trzech Narodów – naszą wspólną historię, korzenie, bohaterów i wybitne postacie kultury uważane za krajan – ludzi urodzonych na ziemi białoruskiej. Podobnie nie ukrywa się genealogii zabytków itp.
 
Nie bez znaczenia jest również, moim zdaniem, fakt, że Białoruś jest jedynym państwem – naszym sąsiadem, z którym nigdy w dziejach nie mieliśmy konfliktów zbrojnych. Ale jej największym skarbem są jednak chyba ludzie. Gościnni, życzliwi, serdeczni, traktujący – przynajmniej ja tylko takich spotykam – nas, Polaków, jako dawnych, przez ponad 5 wieków, współobywateli jednego państwa, a obecnie jak „siabrów” – przyjaciół i dobrych sąsiadów.
 
Ci, którzy czytują to, co od lat pisuję w reportażach i relacjach z Białorusi, także na tych łamach, wiedzą dobrze jak jej prawdziwy obraz oglądany z bliska przez obiektywnego obserwatora różni się od dominującego w naszych telewizjach i prasie. Kreowany, niestety dosyć jednostronnie, przez część naszych mediów goniących za sensacją i konfliktami politycznymi, bo „te się lepiej sprzedają”.
 
Widzom, a wiec i reklamodawcom . Kto więc chce się przekonać jak turysta zagraniczny, zwłaszcza polski, bo on przeważnie nie natrafia na barierę językową, czuje się w Białorusi i co może tam zobaczyć, niech pojedzie i sprawdzi to osobiście. Sporo naprawdę atrakcyjnych ofert mają niektóre polskie biura podróży. Zwłaszcza organizujące wyjazdy turystyczne czy lecznicze na „Najbliższy (nam) Wschód” czy dawne Kresy.
 
Jestem pewien, że wróci cały, zdrów, zadowolony z zobaczonego i przeżytego. I do podróży w tym kierunku – oraz odwrotnie, bo Polska dla Białorusinów też jest przecież atrakcyjna – zachęcać będzie innych.
 
Nic tak bowiem nie może skutecznie pokonywać stereotypów i nieuzasadnionych uprzedzeń, jak wzajemne, bezpośrednie kontakty obywateli obu sąsiednich krajów. Najlepszą zaś dla nich płaszczyzną jest przecież turystyka oraz kultura i sztuka.
 
 
Zdjęcia autora

Stowarzyszenie Dziennikarzy Podróżników GLOBTROTER

Booking.com