PODRÓŻE GLOBTROTERA: ZESPÓŁ PAŁACOWY GALINY

Był to pierwszy w 2010 roku tak liczny – blisko 30–osobowy, a zarazem bardzo ciekawy, 4-dniowy wyjazd krajowy „globtroterowców”. Na Warmię i Mazury, na zaproszenie współwłaścicielki Zespołu Pałacowo – Parkowego oraz Folwarku w Galinach, Joanny Pałyski.

 

Stał się on okazją do poznania nie tylko tego, rewaloryzowanego od 15 lat obiektu z pięknym parkiem, rozległym folwarkiem i 200 hektarami łąk i pól, będącego dziś hotelem – członkiem stowarzyszenia Historic Hotels – Europe ze słynącą z doskonałej kuchni Gospodą oraz stadniną koni i ośrodkiem jeździeckim.

 

 

Zwiedziliśmy bowiem również okolice: klasztor marianów w Stoczku Klasztornym, Reszel, Pałac i manufakturę w Nakomiadach, Dworek Romanowski, a w drodze powrotnej Lidzbark Warmiński. Z niezwykle sympatyczną Asią Pałyską nawiązaliśmy kontakt natychmiast. W pierwszej chwili wydawała się co prawda chyba trochę zaskoczona, a może nawet przerażona luzem i bezpośredniością panującymi w naszym gronie, ale szybko dostosowaliśmy się wzajemnie.

 

I nie przestając być gościnną gospodynią, stała się równocześnie jedną z nas. Dzięki czemu mogliśmy zapoznać się nie tylko z ogólnie dostępnymi obiektami tego zespołu, ale i jego zapleczem. M.in. stajniami, warsztatem stolarskim, w którym wykonywane są nie tylko wszystkie potrzebne w rewaloryzacji elementy drewniane, jak drzwi, okna, schody itp. oraz meble i inne elementy wyposażenia wnętrz zgodnie z wymogami konserwatora zabytków.

 

Ale również z wieloma ciekawymi historiami dotyczącymi pałacu i potomków jego dawnych, niemieckich właścicieli, z którymi utrzymywane są żywe kontakty, folwarku, stadniny itp. Oglądając efekty tego, co w ciągu minionych 15 lat zdołali zrobić obecni właściciele aby nie tylko uratować ten obiekt od zagłady, ale przekształcić go w nowoczesny ośrodek turystyczno – konferencyjno - sportowy, trudno było nam uwierzyć, nawet oglądając kilka albumów dokumentalnych zdjęć, od jakiego stanu rozpoczęła się rewaloryzacja Galin.

 

Dzieje tego zespołu sięgają roku 1589, kiedy to na wzniesieniu nad rzeczką Pisą wybudowany został dla barona Botho zu Eulenburga pałac o charakterze obronnym, otoczony fosą i ze zwodzonym mostem. To z tego okresu zachowały się na jednej ze ścian jego obecnego wnętrza, która wówczas była zewnętrzną, a dopiero w następnych wiekach dobudowano do niej nową część budowli, fragmenty oryginalnego renesansowego sgraffito wykonanego „z ręki”.

 

Oczywiście pieczołowicie odsłoniętego i zabezpieczonego. W przyszłości, po całkowitym zakończeniu rewaloryzacji wnętrz pałacu, będzie ono ozdobą pokoju kredensowego. W następnych wiekach pałac ulegał przebudowom. Z piwnic najstarszej jego części pod korytem rzeki prowadził do pobliskiego gotyckiego kościoła parafialnego z XIV w podziemny, niestety nie istniejący już od dawna, korytarz ewakuacyjny z wyjściem pod ołtarzem.

 

Znaczące przebudowy pałacu miały miejsce w XVIII i XIX w. Neogotyckie zdobienia bramy, wozowni, stajni i wież zlikwidowano w 1921 roku, a pałac uzyskał dzisiejszy wygląd. Nie zamierzam oczywiście pisać jego historii, której skrót znajduje się w folderze „Galiny”. Zainteresowanych dodatkowymi informacjami odsyłam na strony: www.pałac-galiny.pl.

 

Dodam tylko, że jest to jeden z nielicznych przykładów architektury renesansowej zachowanych na terenach dawnych Prus Książęcych. W 1945 roku pałac został splądrowany, a jego wnętrza całkowicie zniszczone. Odbywały się tam później kolonie letnie dla dzieci, następnie cały majątek przekazany został PGR. I niszczał wraz z pięknym, chociaż niewielkim, tylko niespełna 4-hektarowym, parkiem założonym w XIX w.

 

Aż do roku 1995, gdy kupili go, a następnie sukcesywnie także 200 ha pół i łąk ( na przełomie XIX i XX w majorat w Galinach obejmował obszar 1260 ha i należał do największych posiadłości na tym terenie ) obecni właściciele.

 

– Nabycie przez nas tego zamku – opowiadała Joanna Pałyska oprowadzając nas po nim – to zupełny przypadek. Marzyłam, żeby mieć małą chatę. Ale kiedyś przywieźli nas tu znajomi z Reszla. Żal było patrzeć jak zabytek ten popada w ruinę. Dookoła było dosłownie wielkie gnojowisko z zaniedbanych chlewni. Nie sposób było chodzić bez wysokich gumiaków, a budynki groziły zawaleniem.

 

Gdy więc Agencja Własności Rolnej wystawiła go na sprzedaż, kupiliśmy go, nie mając nawet planu, co z nim robić dalej. I zaczęła się wieloletnia rewaloryzacja. Trudna, bo zgodnie z wymogami i pod nadzorem konserwatora zabytków. No i kosztowna. Umożliwia ją fakt, że zespół ten stanowi część warszawskiej firmy produkującej kosmetyki.

 

Dotychczas nie udało się bowiem pozyskać na rewaloryzację środków unijnych. Zaś obecny kryzys gospodarczy, który spowodował spadek liczby gości, zwłaszcza miłośników koni z Niemiec, zmusił nawet do chwilowego wstrzymania prac we wnętrzach głównej części pałacu. Gdzie, oprócz wspomnianego sgraffito zachował się m.in. kominek z XVII oraz piec kaflowy z XIX wieku.

 

Ma się w niej znaleźć mieszkanie właścicieli, apartamenty dla 20 gości hotelowych, sala konferencyjna, koncertowa i oranżeria. Tak więc idea nowych właścicieli: odbudowania – także na podstawie starych zdjęć przekazanych przez potomków dawnych niemieckich właścicieli, z którymi utrzymywany jest stały i przyjazny kontakt – tego zespołu i prowadzenia w nim hotelu na wzór dawnego majątku, ze stadniną koni, klubem jeździeckim oraz szkołą jazdy konnej, jest realizowana z powodzeniem.

 

To co zrobiono, jest już imponujące. Doprowadzenie do dawnej świetności parku przedzielonego na dwie części wąziutkim nurtem rzeczki Pisy okazało się tak znakomite, że Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego przyznał właścicielom Galin złoty medal za najlepiej przeprowadzoną rewaloryzację w Polsce.

 

W tym, wpisanym do rejestru zabytków zespole, znajduje się 37 zróżnicowanych pod względem wielkości, kształtu oraz wystroju pokojów i apartamentów: w piętrowym skrzydle i wieżach przy bramie pałacu, dawnym spichlerzu nad i obok gospody oraz w innych obiektach folwarku. Łącznie mogą one pomieścić do 100 osób. W pokojach są – i stanowią dumę właścicieli – stare, odrestaurowane sprzęty oraz wykonane na ich wzór nowe drewniane, we wspomnianym już własnym zakładzie stolarskim.

 

Do którego – to jedna z opowiedzianych nam ciekawostek – na potrzeby okien i drzwi sprowadzano z północnych regionów Rosji drewno charakteryzujące się niewielkim przyrostem rocznym, a więc i odporne na wypaczenia w trakcie wysychania. Do dyspozycji gości w tym 3 gwiazdkowym obiekcie są w pokojach duże, dobrze wyposażone łazienki, telefony, telewizory oraz bezpłatny dostęp do szerokopasmowego Internetu. Mile widziane są również osoby niepełnosprawne oraz goście z psami.

 

Dla uczestników konferencji i imprez są pomieszczenia w zabytkowej kuźni oraz wspomniana już 2-poziomowa gospoda. No i konie. Aktualnie ponad 90, zarówno własnych, jak i przechowywanych oraz trenowanych obcych - właścicieli z Polski i Niemiec. Obejrzeliśmy obie stajnie, trafiając w jednej z nich na chwilę tuż po oźrebieniu się klaczy, gdy mały ogierek dopiero po raz pierwszy stawał na nogi.

 

Prawdziwą ucztą dla oczu miłośników tych zwierząt, a przecież trudno ich nie lubić, zwłaszcza gdy są tak piękne i zadbane, był zorganizowany dla nas pokaz ich umiejętności. Odbył się w dawnej drewnianej suszarni zboża zaadaptowanej na krytą ujeżdżalnię. Najpierw konie samodzielnie, bez jeźdźców (!) – to element ich trenowania – pokonywały skokami coraz wyższe przeszkody.

 

Następnie zaś klacze uczyły swoje 1-3 miesięczne źrebaki różnych elementów biegów i zwrotów. Trudno było od tego oderwać wzrok! W Galinach są też ogrodzone pastwiska, na których od wiosny do jesieni pasą się konie oraz parkur z trybunami, na których – i sąsiednim pagórku – na przełomie lipca i sierpnia gromadzą się tysiące gości przyjeżdżających na doroczne Ogólnopolskie Zawody w skokach przez przeszkody.

 

Atrakcji przygotowanych dla nas przez gościnną gospodynię było więcej. Dla chętnych nauka, bądź tylko jazda konna z instruktorem. Wyborne biesiady w Gospodzie i zabytkowej Kuźni przekształconej w 2 sale konferencyjno – restauracyjne oraz ognisko w parku za pałacem. Przejażdżka wozami po „włościach” . Pokaz „działań bojowych” grupy rekonstrukcyjnej w mundurach i z replikami broni z czasów napoleońskich, podczas których Sławek Bawarski – trafiło na niego zupełnie przypadkowo – został przez pruskich żołnierzy schwytany jako „szpieg” i miał zostać „rozstrzelany”, ale wybroniła go żona – Ela.

 

I pokazem strzelania z tej broni, całkiem skutecznej w praktyce – obok zawodów strzeleckich z karabinków pneumatycznych. Nie wszystkie punkty programu udało się zrealizować ze względu na nie zawsze sprzyjającą pogodę, ale były przecież rozwiązania zastępcze. Galiny stały się również punktem wypadowym do ciekawych miejsc i obiektów w okolicach.

 

Odwiedziliśmy Sanktuarium maryjne – Matki Bożej Pokoju w Stoczku Klasztornym, zabytek klasy „0”. Kościół i klasztor obecnie marianów, wcześniej bernardynów i franciszkanów, z bardzo bogatą historią od XVII wieku. Pierwszy w tym regionie kościół barokowy w kształcie rotundy. Później rozbudowany i z dobudowaniem klasztoru. Ze sławnym obrazem z 1713 roku Matki Boskiej Stoczkowskiej w ołtarzu głównym – kopią obrazu z kościoła Santa Maria Maggiore w Rzymie.

 

A także bardzo ciekawymi i cennymi dwoma barokowymi ołtarzami z XVII w na bocznych ścianach nawy, wspaniałą kutą żelazną amboną oraz organami z XVIII w. W klasztorze tym, wówczas opuszczonym, w latach 1953-54 był internowany w bardzo trudnych warunkach i pilnowany przez 30 ubeków kardynał prymas Stefan Wyszyński. Którego celę zamieniono później na muzeum. Obecnie zakonnicy prowadzą w klasztorze również hotelik o 60 miejscach, z tanimi noclegami – po 30 zł oraz możliwością korzystania z wyżywienia.

 

Pojechaliśmy również do Reszla aby zwiedzić tamtejszy niewielki, ale bardzo interesujący gotycki zamek biskupów warmińskich, w którym w 2001 roku przeprowadzono rewaloryzację i modernizację. Mieści się tam obecnie galeria sztuki współczesnej z aktualną, niestety mało ciekawą, wystawą oraz hotel. Są również sale wystawowe, konferencyjne, restauracja i kawiarnia. A w pobliżu gotycka fara św. św. Piotra i Pawła, zabytkowe XIX – wieczne kamieniczki oraz centrum miasteczka z ratuszem, otoczone jarem rzeczki Sajny.

 

Właścicielka Galin zawiozła nas również do „konkurencji”. W miejscowości Nakomiady koło Kętrzyna znajduje się, także rewaloryzowany, dawny pałac oraz manufaktura pieców kaflowych i kominków. W 1660 roku zbudowano tam dwór, w 1705 roku pałac na wzgórzu wznoszącym się 20 m ponad otaczającym terenem. Również „ po pegeerowski”, był jeszcze bardziej zaniedbany przez 17 lat całkowitego opuszczenia, niż w Galinach.

 

Jego obecny właściciel, Piotr Ciszek, który kupił tę ruinę od gminy, oprowadził nas po remontowanych wnętrzach i imponujących piwnicach – w jednej z nich powstaje basen dla przyszłych gości hotelowych i Spa. Na razie wygląda to nieszczególne: okna I piętra i części parteru oklejone są plastykowymi płachtami, wnętrza są rozgrzebane. Ale na parterze już wstawiono częściowo nowe okna, gdyż wszystkie wymagają wymiany.

 

Już je sprowadzono, położono instalacje i właściciel zapewnia, że do końca roku zakończy remont całości. Chociaż nie bez trudności. Były niemiecki właściciel Eberhard zapewnił co prawda projekt rewaloryzacyjny, w sfinansowaniu odbudowy miała pomóc niemiecko – polska fundacja, ale na obietnicach na razie się skończyło. Trwa też rekonstrukcja barokowego ogrodu.

 

W zabudowaniach b. folwarku działa manufaktura, w której 7 osób z nowoczesnym wyposażeniem produkuje kafle piecowe ręcznie malowane, głównie na podstawie fragmentów oryginałów lub zdjęć, z różnych regionów Warmii. Powstają z nich piece na potrzeby remontowanego pałacu, ale także na sprzedaż.

 

Produkuje się również tabliczki ceramiczne z nazwami roślin do ogrodów oraz – jako regionalne pamiątki – miniaturowe piece z różnych regionów Warmii i Mazur. Nakomiady uważane są za miejsce magiczne i ich właściciel ma nadzieję, że już wkrótce, po zakończeniu remontu i zagospodarowaniu pałacu, będą przyciągać turystów i gości. Więcej o tym pałacu znaleźć można na: www.nakomiady.pl .

 

Wpadliśmy również na chwilę do Dworku Romanowskiego w Sułowie koło Bisztynka. Ładnie odnowiony, 3 kondygnacyjny zabytkowy budynek z obszernym dziedzińcem, a także dostosowane do nowych potrzeb zabudowania gospodarcze, wykorzystywane są obecnie jako turystyczny obiekt noclegowy z zapleczem w postaci gabinetu Spa , kortu tenisowego, stawów w których można wędkować oraz stajni dla około 100 koni sportowych rasy trakeńskiej i wielkopolskiej.

 

Niestety wysoka i rozległa ujeżdżalnia, pokryta półokrągłym, chyba plastykowym dachem, mimo iż położona trochę na uboczu, wyraźnie nie pasuje do reszty tego zespołu. W jego okolicach, na terenie bartnikowskiego rezerwatu przyrody, wytyczono 15 km szlak turystyczny. Są również atrakcyjne tereny na wycieczki konne.

 

W drodze powrotnej – większości uczestników tego wyjazdu do Warszawy, innych do Końskich, Lublina i Łodzi – zwiedziliśmy jeszcze Lidzbark Warmiński, a w nim rewaloryzowany obecnie zamek oraz katedrę. Wspaniały gotycki, wzniesiony w XIV w. w widłach Łyny i Symsarny, ceglany Zamek biskupów warmińskich nazywany jest Wawelem Północy. Mieści się w nim oddział Muzeum Warmii i Mazur z ciekawą ekspozycją oraz wnętrzami.

 

Od jesieni ub. r. roku trwają, bardzo potrzebne ze względu na ich stan, prace konserwatorskie krużganków. Co trochę utrudnia zwiedzanie, a zwłaszcza podziwianie wewnętrznego dziedzińca. Potrwają one końca kwietnia 2011 roku. Naprawiony zostanie dach krużganków, poddana renowacji brukowa nawierzchnia dziedzińca, zakonserwowane ściany ceglane z zegarem słonecznym oraz elementy kamienne: kolumny, schody, portale a także drewniane balustrady.

 

Konserwacji poddane zostaną również odsłonięte polichromie na ścianach i sklepieniach krużganków. Spory koszt tych prac: niemal 1.235 tys. € sfinansowany zostanie w znacznej części, bo niemal 980 tys. €, ze środków unijnych, a konkretnie wsparcia Islandii, Lichtensteinu i Norwegii. Reszta przez samorząd województwa warmińsko – mazurskiego. Trwają również prace rewaloryzacyjne w budynkach koło zamku, które mają być wykorzystywane na cele turystyczne i konferencyjne.

 

Odbyliśmy więc bardzo ciekawą, wzbogacającą naszą wiedzę oraz obfitującą we wrażenia podróż. Szczególne podziękowania za jej organizację, bogaty program i ogromną gościnność należą się przede wszystkim „Pani na Zamku Galiny” – Joasi Pałysce, której jeszcze raz – bo zrobiliśmy to już oczywiście osobiście – składam Jej w imieniu uczestników – „globtroterowców”.

 

Wkrótce zresztą, na najbliższym spotkaniu z cyklu „Goście Globtrotera”, powitamy ją u nas. Będzie więc okazja aby powspominać te pełne wrażeń dni, jak również zapoznać z prezentacją Zespołu Pałacowo – Parkowego Galiny szersze grono koleżanek i kolegów.

 

Zdjęcia autora.


Stowarzyszenie Dziennikarzy Podróżników GLOBTROTER

Booking.com