PODRÓŻE GLOBTROTERA: PODLASIE

Na zaproszenie Urzędu Gminy w Białowieży, choć nie tylko, w dniach od 19 do 22 maja kilkanaście koleżanek i kolegów ze Stowarzyszenia Dziennikarzy „Globtroter” gościło na Podlasiu.

 

Wizytę rozpoczęliśmy od Białowieży, od znanego nam już od dawna, goszczącego nas już w przeszłości kilkakrotnie, 4-gwiazdkowego hotelu „Westin – Żubrówka”.

 

W nim dostaliśmy zakwaterowanie, pyszne jadło i napitki oraz możliwość skorzystania z hotelowego SPA.

 

 

Program turystyczny zaczęliśmy zaś realizować od pobytu w Parku Pałacowym, dawnej letniej siedzibie carów rosyjskich i pobliskim, ścisłym rezerwacie Białowieskiego Parku Narodowego. W zwiedzaniu pomagała nam sympatyczna i wszystko wiedząca pani przewodnik Helena Gwaj. To ważne, bowiem do rezerwatu wolno wchodzić tylko z przewodnikiem.

 

Najpierw jednak parę słów o tym, skąd się tam wzięliśmy. Otóż, gmina Białowieża wspólnie z innymi gminami Podlasia, a także z Wyższym Seminarium Duchownym w Drohiczynie, realizują program promocji regionu, na co uzyskały nawet dofinansowanie z funduszy Unii Europejskiej. Wraz z nami w prezentacji tego programu uczestniczyli także zaproszeni dziennikarze austriaccy z Linzu i Wiednia, rosyjscy z Kaliningradu i Moskwy oraz węgierscy.

 

Pierwszego dnia pobytu w Białowieży wszyscy razem wybraliśmy się rankiem do Parku Pałacowego. Na obszarze 48 hektarów założył go budowniczy pałacu myśliwskiego, car Aleksander III. Jego dzieło kontynuował car Mikołaj II. Rozległy park pozostał do dziś, podobnie jak stojąca w nim brama wjazdowa do pałacu, cerkiew, stajnie i koszary.

 

Natomiast sam pałac został spalony przez żołnierzy Armii Czerwonej we wrześniu 1939 roku. Jego ruiny ostatecznie wysadzono w powietrze w końcu lat 60. ubiegłego wieku. W jego miejscu stoi dziś okazały budynek mieszczący m.in. hotel oraz Muzeum Białowieskiego Parku Narodowego. Najstarszego – co przypomniała nasza przewodniczka, chociaż dla większości z nas nie była to nowość – w Polsce.

 

Powstał on w 1921 roku z inicjatywy prof. Władysława Szafera. W 1979 roku jako pierwszy i na razie jedyny na świecie park, został wpisany na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Dlaczego? Bo ma fragment prastarych, dziewiczych lasów, w których do dziś nie ma ani jednego drzewa wsadzonego ludzką ręką.

 

To wciąż jest wspaniała, dziewicza puszcza, w której drzewa, potężne dęby, sosny, lipy, świerki rosną o 15 metrów wyżej, niż w pozostałych lasach Polski i Europy. Te najbardziej okazałe można zobaczyć na szlaku dębów królewskich, które to również oczywiście widzieliśmy. W sumie BPN obejmuje obszar 10,5 tyś. ha, z których ponad 4 tyś. ha stanowi rezerwat ścisły. Sama Puszcza Białowieska obejmuje zaś teren ponad 150 tyś. ha, z czego 60 tyś. w Polsce i 90 tyś. na Białorusi.

 

Po długim, pieszym spacerze szlakiem wytyczonym w tym ścisłym rezerwacie, a później także w rezerwacie żubrów, nasi gospodarze, czyli wójt gminy Albert Litwinowicz wraz z dyrektorem hotelu „Żubrówka” Andrzejem Malinowskim zaprosili nas do „Sioła Budy” na zimne piwo i obfity obiad. „Sioło Budy” jest niewielką wioską na obrzeżach Puszczy. Mieści się tam jakby skansen o tej samej nazwie: pensjonat, restauracja i gospodarstwo agroturystyczne w jednym.

 

Poczęstowano nas tam m.in. babką ziemniaczaną i pieczoną kiełbasą z podrobów, a do tego było jeszcze mnóstwo różnorodnych pierogów. Wszystko było smaczne, podobnie jak w restauracji „Carskiej” w Białowieży, którą też odwiedziliśmy. I tam i tu podobało nam się także dlatego, że pogoda dopisała, było ciepło i słonecznie.

 

Ale to nie był jeszcze koniec biesiadowania, bo wieczorem w hotelu „Żubrówka” odbyła się kolacja pożegnalna. W czasie jej trwania mieliśmy okazję zapoznać się z miejscowym folklorem. Zaprezentował nam go zespół „Narewianki”. Panowie grali, panie śpiewały, a myśmy się dobrze bawili.

 

Następnego dnia rano wyruszyliśmy w dalszą podróż, w której dane nam było poznać dawne i obecne uroki Podlasia. Zaczęło się od wizyty w miejscowości Dębno, w której to przed wiekami miał swoją rodową siedzibę Jan Sapieha. Po okazałym pałacu do dziś pozostały tylko fundamenty. Ale przetrwała pamięć.

 

W sąsiedniej miejscowości Boćki, istniejącej od 1509 roku, znanej ongiś z rymarstwa, wyrobu doskonałych batogów, stoi kościół ufundowany przez Sapiehów, w którym znajdują się liczne pochówki członków tego zacnego rodu. I te pochówki trwają do dziś. W kościele chowani są Sapiehowie, którzy rozsiani za życia po całym świecie, tu w Boćkach szukają wiecznego spoczynku.

 

Dzisiejsze Boćki znane są przed wszystkim z agroturystyki. My gościliśmy w gospodarstwie Niny i Eugeniusza Góralczuków. Gospodarze opowiadali o urokach Bociek, ale także częstowali świetnymi pierożkami z grzybami i doskonałą nalewką z węgierek. Jak by tego było mało, na obiad zaprosił nas wójt gminy Boćki Stanisław Derehajło.

 

Jakież było nasze zdziwienie, gdy wójt wystąpił nie w garniturze, a w stroju ludowym. A to dlatego, że sam jest członkiem zespołu folklorystycznego „Klekociaki”, który śpiewał nam i przygrywał do obiadu i jeszcze sporo po nim. Wszystko to zawdzięczaliśmy w dużej mierze pani Dorocie Kędrze-Ptaszyńskiej, zajmującej się promocją gminy, autorce projektu, na realizację którego otrzymała fundusze z Unii Europejskiej.

 

Z Bociek pojechaliśmy do Mielnika i Niemirowa. Ta ostatnia miejscowość położona jest w miejscu, w którym Bug przystaje być rzeką graniczną i wpływa na teren Polski. Niemirów zasłynął przed wiekami, gdy w 1795 roku spotkali się tu trzej cesarze: rosyjski, pruski i austriacki. Tu też kiedyś spotkały się kultury: mazowiecka i ruska.

 

Kiedyś był to środek Rzeczypospolitej Obojga Narodów, potem zbiegały się tu granice rozbiorowe kraju. dziś stoi okazały klasycystyczno – barokowy kościół. Zwiedziliśmy jego wnętrze, dotarliśmy do granicy polsko – białoruskiej. A po dojechaniu do Mielnika weszliśmy na stare wzgórze zamkowe, by wreszcie wyruszyć w dalszą drogę, do starego, ongiś wielkiego, a dziś małego, ale pięknie położonego na wzgórzu nad Bugiem, urokliwego Drohiczyna.

 

Po drodze zajrzeliśmy jeszcze do słynnego sanktuarium prawosławnego w Grabarce. Drohiczyn był kiedyś stolicą wielkiego Województwa Podlaskiego. W mieście byliśmy gośćmi JE biskupa diecezji drohiczyńskiej Antoniego Pacyfika Dydycza. Konkretnie, gościliśmy w Wyższym Seminarium Duchownym, gdzie dostaliśmy nie tylko smaczne jedzenie, ale także nocleg.

 

To podobno ewenement, bo seminarium jest raczej obiektem zamkniętym, a już na pewno nie otwartym dla turystów, choć ci mogą oglądać okazałe budowle seminarium z przylegającą do nich katedrą. Oprócz tej ostatniej, w Drohiczynie jest jeszcze kilka kościołów, a także cerkiew prawosławna. Jest też Muzeum Diecezjalne, po którym oprowadzał nas jego dyrektor, ks. Zenon Czumaj.

 

Muzeum nie jest wielkie, ale ma imponująco dużo obiektów wartych zobaczenia, m.in. starych druków, szat i naczyń liturgicznych, pamiątek po wielkich Polakach. Bo też diecezja pamięta o swej historii i pielęgnuje tradycje. Mówił nam na ten temat wiele ks. biskup. Zapowiedział m.in., że 10 czerwca w katedrze drohiczyńskiej odbędzie się uroczysty, powtórny pochówek byłych Wojewodów Podlaskich.

 

Ich szczątki, podobnie jak i biskupów drohiczyńskich, spoczywają w podziemiach katedry, ale w czasie ostatniej wojny zostały one sprofanowane. Żołnierze Armii Czerwonej powyrzucali je z trumien. Teraz nastąpi ich powtórne złożenie do krypt. W czasie pobytu w Drohiczynie najwięcej jednak mówiło się o teraźniejszości i przyszłości miasta. A zapowiada się ona dobrze, bo miasto, podobnie jak całe Podlasie, stawia na rozwój turystki. Potencjał ku temu ma ogromny.

 

Zdjęcia: Cezary Rudziński


Stowarzyszenie Dziennikarzy Podróżników GLOBTROTER

Booking.com