WARSZAWA: WYSTAWA MALARSTWA „LISTY ZNAD NIEMNA”

 

 

Wystawą malarstwa litewskiego i polskiego nazwaną „Listy znad Niemna” zainaugurowało rok 2015 Centrum Kultury Litewskiej przy Ambasadzie Republiki Litewskiej w Warszawie. Rok niezwykle ważny dla naszych północnych sąsiadów, gdyż obchodzą w nim 25 rocznicę odzyskania niepodległości. Podkreśliła to Rasa Rimickaite, attache ds. kultury w Ambasadzie RL w Polsce podczas otwierającego tę wystawę wernisażu z udziałem artystów malarzy – autorów wystawianych prac oraz licznego grona zaproszonych gości, w tym przedstawiciela naszego portalu, którzy przybyli pomimo fatalnych w piątkowy wieczór warunków atmosferycznych.

 

Pani attache składając obecnym życzenia noworoczne podkreśliła, że rok 2015 zapowiada się, ze względu na sytuację międzynarodową, jako trudny i tym bardziej naszym krajom i narodom potrzebna jest współpraca i wzajemna pomoc. – Bardzo mi zależało – powiedziała – aby pierwsza impreza kulturalna w CKL w jubileuszowym dla Litwy roku miała akcenty zarówno litewskie jak i polskie. I udało się to, dodam od siebie, znakomicie.

 

Wystawione, w sumie kilkadziesiąt, obrazy litewskiego artysty Gintautasa Vaičysa i polskiej malarki Ewy Pohlke, mimo iż malowane oczywiście inaczej, znakomicie ze sobą korespondują. Widać to w trakcie ich oglądania, chociaż ekspozycja nie stanowi ich bezpośredniej konfrontacji. Obrazy twórcy litewskiego, z których najświeższe ukończone zostały, co on podkreślił, już w br., zajmują sale na parterze. Artystki polskiej na piętrze.

 

Ale zarówno jedne jak i drugie mają oraz tworzą podobny nastrój, nawiązują do ziem nadniemeńskich i ich historii, a zarazem odnoszą się do treści uniwersalnych i ogólnoludzkich. Co podkreślają zresztą artyści w Listach znad Niemna napisanych z okazji tej wystawy do zwiedzających ją i umieszczonych na początku ekspozycji.

 

Dodam, mówili o tym zresztą oboje podczas wernisażu, że łączą ich także losy osobiste. Poznali się kilka lat temu podczas malarskiego pleneru na polach grunwaldzkich. Tam też niedawno, w rocznicę bitwy stoczonej w 1410 roku i sławnej w dziejach obu naszych narodów, wzięli ślub i obecnie mieszkają w Kownie.

 

„Prace, które prezentuję na wystawie – napisała w swoim Liście znad Niemna Ewa Pohlke – to fragmenty z cyklów: „Litewskie tałes”, „Nie-pamięć” i „Szkice znad Niemna”. Wszystkie obrazy powstały podczas mojego pobytu na Litwie i nawiązują bezpośrednio do jej historii, odnosząc się jednocześnie do treści uniwersalnych i ogólnoludzkich. Malując obrazy opisuję rzeczywistość, która mnie otacza. Piszę listy do tych, którzy potrafią i zechcą je odczytać.

 

Układam zdania na płótnie, a słowa zamieniam w barwne plamy, kreski i linie. Czasem piszę szyfrem lub treść ukrywam pod warstwą piasku, ziemi czy popiołu… Piszę listy o miejscu, w którym żyję, i o ludziach, których spotkałam lub którzy odeszli, o ich obecności i śladach. Opowiadam o małym, pięknym kraju z wielką i dramatyczną historią w tle, o Litwie, skrawku ziemi, który stał się ukochaną ojczyzną i schronieniem dla ludzi z wielu narodów, a od niedawna jest także moim domem.

 

To tu, nad Niemnem jak w barwnym kolażu mieszały się różne języki, religie, tradycje i obrzędy, tutaj ludzie wielu kultur żyli, kochali, tworzyli, płakali i świętowali… Mijają wieki, zmieniają się pory roku, ludzie rodzą się i umierają, przychodzą i odchodzą, jedni przeklinają, inni modlą się i błogosławią, jedni budują, inni burzą, jedni kochają, inni nienawidzą…

 

Tylko Niemen, rzeka wspomnień, płynie jak niegdyś, wierny, łagodny, sprawiedliwy i wyrozumiały dla wszystkich. Spoglądam na jego nurt, a w tafli wody jak w zwierciadle odbijają się niebo, chmury, słońce i mój własny los. Uczę się więc od rzeki harmonii, cierpliwości i uporu. Każdego dnia rodzę się na nowo i zaczynam moje życie od początku. Piszę kolejny list…".

 

Zaś Gintautas Vaičys tak przedstawił w swoim liście genezę i rozumienie własnej twórczości: „Żyjemy w bardzo niespokojnych czasach, lecz czy kiedykolwiek były spokojne? Ludzie spierają się, kłócą, walczą, są też tacy, którzy uważają, iż posiedli patent na prawdę i nieomylność. Otaczają nas demagogia, populizm i relatywizm, chaos informacji, poglądów politycznych i etycznych, codzienna agresja i niepewność jutra.

 

Szukając spokoju, wytchnienia i harmonii odkrywam na nowo urok i piękno starych litewskich pieśni. Słuchając ich melodyjnego brzmienia ujrzałem obrazy z przeszłości, z czasów wczesnego dzieciństwa. We wspomnieniach powróciły chwile spędzone na żmudzkiej wsi, wśród pięknej i bujnej przyrody. Ujrzałem kwitnące aromatycznymi ziołami łąki, które różnobarwnymi pasami ciągną się aż po sam horyzont.

 

Przypomniałem sobie wędrówki po zaoranych lub obsianych zbożem polach, pokłute słomą stopy, smak świeżego mleka i słodkiej bułki z miodem, przytulny i bezpieczny, ciepły rodzinny dom. Zasady kompozycji i harmonijna struktura litewskich pieśni są spójne z tym, do czego dążę w swoim malarstwie. Van Gogh tworzył rytmikę w swoich obrazach poprzez energiczne uderzenia pędzla.

 

Ja poszukiwałem rytmiki tworząc kompozycję obrazu złożoną z segmentów regularnych pasów i linii. Zbiorem rytmów jest także i nasze życie: oddychanie i bicie serca, następujące po sobie pory roku i fazy księżyca, wschody i zachody słońca, przypływy i odpływy… regularne i niezmienne niczym nurt płynącej rzeki, pozornie bardzo podobne, identyczne, a jednak za każdym razem zupełnie niepowtarzalne, inne, nieznane, nowe."

 

Oboje artyści mają już liczący się dorobek, o czym zwiedzający mogli dowiedzieć się z ich krótkich biogramów. Urodzona w Kętrzynie Ewa Pohlke jest absolwentką Wydziału Nauk Społecznych i Sztuki Uniwersytetu Warmińsko – Mazurskiego w Olsztynie. Jest malarką, organizatorką projektów artystycznych, warsztatów, wystaw i imprez kulturalnych. A także nauczycielka arteterapii i malarstwa.

 

Działa aktywnie w Stowarzyszeniu B’Jachad i Stowarzyszeniu Borussia. Jako artystka wystawiała na wielu wystawach indywidualnych i zbiorowych w Polsce oraz za granicą. M in. w Olsztynie, Działdowie, Nidzicy, Sycowie, Tykocinie, Krakowie, Kaliningradzie, Sylcie, Norymberdze i Lipsku. Jest laureatką nagród: w 2008 r. Prezydenta Miasta Olsztyna za upowszechnianie i ochronę Dziedzictwa Kultury i w 2010 r. Marszałka Województwa Warmińsko Mazurskiego w dziedzinie kultury.

 

W swoim biogramie napisała: „Malarstwo jest dla mnie koniecznością i powołaniem. Mimo to sztuka nie jest moją religią. Najpierw jestem człowiekiem, potem malarzem. Artysta nie może tworzyć będąc oderwanym od życia. Obraz musi być potrzebą i pragnieniem. Jestem, więc maluję… Kocham, więc maluję i jestem, więc kocham…”.

 

Gintautas Vaičys urodził się w Kownie. Jest absolwentem wydziału malarstwa na ASP w Wilnie. Uczestniczył w kilkudziesięciu wystawach indywidualnych i zbiorowych m.in. na Litwie, Ukrainie, Łotwie, w Estonii, Finlandii, Polsce, Niemczech, Szwajcarii, Francji, Portugalii i Włoszech.

 

W 1992 r. był stypendystą niemieckiego miasta Lippe, w latach 2005-2006 stypendystą Ministerstwa Kultury Republiki Litewskiej. Jest malarzem i fotografem, organizatorem wystaw i plenerów malarskich, animatorem kultury, nauczycielem sztuki. A także prezesem kowieńskiego oddziału Litewskiego Związku Artystów Plastyków.

 

O swojej twórczości w biogramie napisał: „Interesują mnie kontrasty strukturalne i ruch oraz ich wzajemne relacje. Struktura jako myśl i logika, ruch jako uczucia i emocje. Zwykle robię cały cykl prac malarskich lub fotograficznych. Tematy podsuwa mi samo życie…”.

 

Po otwarciu wernisażu gospodarze podejmowali artystów i gości tradycyjną lampką wina, słynnym litewskim czarnym chlebem z serem oraz słodyczami. Impreza była bardzo udana i, jak już wspomniałem, cieszyła się dużym zainteresowaniem. Wystawa ta w Centrum Kultury Litewskiej w al. Ujazdowskich 12, na którą wstęp jest bezpłatny, czynna będzie do lutego br.

 

Zdjęcia autora


Stowarzyszenie Dziennikarzy Podróżników GLOBTROTER

Booking.com