CYRYL I METODY: ŚLADAMI WCIĄGAJĄCEJ OPOWIEŚCI

Promować turystyczne, kulturalne, historyczne i wiele innych atrakcji kraju, regionu czy poszczególnych miejscowości, można na różne sposoby.

Od udziału w międzynarodowych bądź regionalnych targach, organizowania prezentacji, konferencji prasowych, dziennikarskich wyjazdów studyjnych, wydawania przewodników, informatorów, mapek, planów – w miarę możliwości bezpłatnych, w językach krajów, z których chce się widzieć u siebie gości.

I na wiele innych sposobów, o reklamach ulicznych, w prasie, radiu i TV oraz innych płatnych formach promocji nie wspominając.

 

 

Możliwości jest więc wiele, trzeba tylko dobrego pomysłu oraz jego sprawnej realizacji.

Jednym z takich, moim zdaniem bardzo ciekawych i udanych, jest realizowany właśnie przez naszych południowych sąsiadów projekt „Cyrylometodějská stezka” (Szlak św. św. Cyryla i Metodego), mający również tytuł „Cyryl i Metody, autentyczna historia naszego kraju”.

Jego wykonawcą jest Centrala ruchu turystycznego Wschodnich Moraw we współpracy z sąsiadami: analogiczną centralą Moraw Południowych oraz krajem (województwem) morawsko – śląskim. Przy finansowym wsparciu ze środków unijnych.

 

CIEKAWA BROSZURA

 

W ramach tego projektu wydano, bardzo starannie, z wieloma kolorowymi zdjęciami, niewielką objętościowo, ale ciekawie i treściwie napisaną broszurę prezentującą miejsca związane z Apostołami Słowian – św. św. Cyrylem i Metodym.

Zwłaszcza kościoły, klasztory, grody i grodziska oraz pałace związane w jakiś sposób – głównie pod ich wezwaniem, ale także historycznie, na terenie dawnego Państwa Wielkomorawskiego.

Zaś współcześnie położonych nie tylko w tych trzech, wymienionych województwach, ale również w Morawach Środkowych i Jesionikach oraz na Wysoczyźnie, w Pradze i jej okolicach. Broszura ta ukazała się również po polsku w nakładzie 2500 egzemplarzy i jest bezpłatna.

Zawiera nie tylko krótkie opisy i informacje o kilkudziesięciu miejscowościach, że wspomnę o Velehradzie, Svatým Hostýnu, górze Radhošť, czy słowiańskich grodziskach w Mikulčicach i Znojmie oraz licznych zabytkach w nich.

Ale również propozycje wycieczek trasami, na których znajdują się nie tylko one, ale również np. zbiorniki wodne, nad którymi można wypocząć, miejsca widokowe itp. Przy czym są to propozycje nie tylko dla turystów pieszych czy zmotoryzowanych, ale również rowerzystów i rolkarzy.

 

JARMARKI Z ATRAKCJAMI

 

Projekt ten obejmuje również organizowanie jarmarków z różnymi atrakcjami, np. pokazami kowalstwa artystycznego, z możliwością uczestniczenia w nich także publiczności.

A także historyczny spektakl uliczny w wykonaniu kilku aktorów wcielających się kolejno w różne role. Obu świętych apostołów, także z okresu, gdy nie myśleli jeszcze o szerzeniu chrześcijaństwa.

Wielkomorawskiego księcia Rościsława, cesarza bizantyjskiego, rzymskiego papieża i innych postaci historycznych. Średniowiecznych wojów, zakonników, pielgrzymów itp. Imprezy takie zorganizowano już, bądź odbędą się one w najbliższym czasie, w kilku miastach czeskich. M.in. Jabloncu nad Nysą, Czeskim Krumlowie, Pardubicach, Pradze i, jako ostatnia, 24 października w Mikulczycach.

Morawscy goście zawitali również do Polski organizując te jarmarki i spektakle w Krakowie i Katowicach. W tym drugim przypadku „wpisując się” w program obchodów 150-lecia miasta. Obserwowałem i fotografowałem tę imprezę urządzoną na katowickim Rynku Głównym.

Jej deklarowanym oraz ciekawie zrealizowanym celem było przybliżenie mieszkańcom – potencjalnym turystom – znaczenia i działalności św. św. Cyryla i Metodego na obszarze dawnych Wielkich Moraw.

 

NA POWAŻNIE …

 

„(Ta) Fascynująca historia – zacytuję fragment wspomnianej broszury – początków chrześcijaństwa w krajach słowiańskich, podręcznikowy przykład tolerancji, kultury i stałości zasad może stale przyświecać współczesnej Europie. Powinniśmy przy tym pamiętać o słowach wydanej 2 czerwca 1985 r. encykliki papieża Jana Pawła II SLAVORUM APOSTOLI, w której o dziedzictwie św. Cyryla i Metodego czytamy:

„Ich dzieło stanowi wybitny wkład w tworzenie się wspólnych korzeni Europy, które dzięki swej trwałości i żywotności stanowią jeden z najmocniejszych punktów odniesienia, jakich nie może pominąć żaden poważny wysiłek zmierzający do zaprowadzenia nowej jedności kontynentu w naszych czasach.”

Sceniczna opowieść o Cyrylu i Metodym, czasach Wielkiej Morawy, ówczesnych postaciach historycznych oraz wprowadzaniu chrześcijaństwa, a także alfabetu słowiańskiego na ziemiach czeskich – najpierw głagolicy wymyślonej przez Metodego.

A następnie zmodyfikowanego w stosowaną do naszych czasów, chociaż z późniejszymi zmianami, cyrylicę, którą posługują się języki: białoruski, bułgarski, macedoński, rosyjski, serbski, ukraiński, a w niedawnej jeszcze przeszłości także m.in. mołdawski i uzbecki, przedstawiona została po czesku. Ale z przerywnikami w języku polskim wyjaśniającymi trudniejsze kwestie.

 

… I PÓŁ ŻARTEM, PÓŁ SERIO

 

Przy czym była to opowieść „pół żartem – pół serio”, z duża dawką humoru i żartobliwym traktowaniem historii, wieloma zabawnymi momentami i scenkami.

W narracji podzielonej na, następujące bez przerw, części: Prolog o Wielkich Morawach; Przybycie Rościsława z drużyna; Jak się żyło na Morawach przed przybyciem Apostołów Słowian.

A następnie historyczny pochód. Spektakl ten poprzedził krótki występ duetu muzycznego grającego muzykę średniowieczną, który również towarzyszył na instrumentach artystom. Był też kowal artystyczny – później jeden z występujących artystów – który pokazywał jak wykuwa się z żelaza różne przedmioty i ozdoby. I „przyuczał” do tego chętnych spośród publiczności.

Na zakończenie imprezy były dla niej quizy i gry „z braćmi sołuńskimi”, tj. Cyrylem i Metodym, którzy na Morawy przybyli z Sołunia, czyli współczesnych Salonik (Thessaloniki). Wówczas leżących w Macedonii, obecnie w Grecji.

W sumie był to, nie tylko moim zdaniem, bardzo udany sposób promocji poznawania zarówno odległej przeszłości, jak i zachęcania do odwiedzania współczesnych Moraw oraz niektórych miejsc w Czechach.

Chociaż na pewno efekt tego zabawnego widowiska byłby większy, gdyby w całości odbywał się on w języku polskim. Bo niektóre kapitalne scenki, mimo dynamicznej, na pograniczu pantomimy, gry aktorów, nie były zrozumiałe dla osób nie znających czeskiego.

 

Zdjęcia autora


Stowarzyszenie Dziennikarzy Podróżników GLOBTROTER

Booking.com