KAZIMIERZ DOLNY: FESTIWAL „DWA BRZEGI”

W Kazimierzu Dolnym nad Wisłą zakończył się festiwal filmu i sztuki "Dwa brzegi". Impreza ta, to przede wszystkim festiwal kina, nie zabrakło jednak muzycznych wrażeń. Codziennie odbywały się koncerty inspirowane głównie motywami ludowymi i międzywojennymi brzmieniami. Ponadto festiwal ten to nie tylko Kazimierz. Atrakcje, jak co roku, czekały na gości także w Janowcu, który zapraszał dzieci do kina familijnego oraz na warsztaty. Nowością jego tegorocznej, jubileuszowej X edycji, było zorganizowanie kilku imprez towarzyszących w pobliskim Mięćwierzu, urokliwej wiosce pięknie położonej nad samą rzeką, gdzie wyjątkowy program artystyczny stał pod znakiem Afryki.

 

Na konferencji prasowej inaugurującej dziesiątą, jubileuszową edycję festiwalu Dwa Brzegi w Kazimierzu Dolnym podkreślono fakt, że jego zorganizowanie stało pod dużym znakiem zapytania. Udało się na szczęście pozyskać nowych sponsorów, dzięki którym festiwal mógł się odbyć. Ogromnego wsparcia udzielił także marszałek województwa lubelskiego, Sławomir Sosnowski.

Podczas konferencji otwierającej festiwal powiedział on m.in., że filmy mają moc uleczenia duszy. Należy to rozumieć w ten sposób, że tak jak każdy człowiek ma swoje duchowe i emocjonalne potrzeby, tak również każdy, w tym gość festiwalu, ma różne upodobania dotyczące kinematografii. Zdaniem marszałka każdy widz festiwalu powinien zaspokoić podczas imprezy swoje oczekiwania.

Także burmistrz miasta, Andrzej Pisula, podkreślał swoje przywiązanie do festiwalu: „Trzeba kochać kino. Kazimierz Dolny i festiwal Dwa Brzegi to dwa organizmy, które łączy symbioza”. Jego zdaniem, chociaż Kazimierz jest zawsze tłumnie odwiedzany przez turystów, to festiwal w szczególny sposób wpływa na promocję miasta. W tym czasie przyjeżdża tu ponad 20 000 gości.

W tym roku organizatorzy imprezy wyszli poza tradycyjne lokalizacje. Zaproponowano pokazanie jednego filmu publiczności lubelskiej, już na zakończenie festiwalu. Seans odbył się w Lubelskim Centrum Konferencyjnym. Wybudowano też Centrum Spotkań Kultur, co pozwoliło na wzbogacenie oferty festiwalowej. Program filmowy był bardzo bogaty i atrakcyjny, a przy tym wielo tematyczny. Pokazano m.in. filmy takie, jak:

*„Ja, Olga Hepnarová” - historię opartą na faktach. Główna bohaterka była ostatnią kobietą w byłej Czechosłowacji, na której wykonano karę śmierci. Odtwórczyni głównej roli, Michalina Olszańska, spotkała się z widzami w Black Red White Cafe. * Nominowany do Złotego Niedźwiedzia „Soy Nero” jest opowieścią o bohaterze, który został deportowany do Meksyku. Żeby dostać amerykańskie obywatelstwo, postanawia legalnie przekroczyć granicę i wstąpić do armii.

* „Szwedzka teoria miłości” to brawurowo zrealizowany oryginalny film. W latach 70-tych partia socjalistyczna opublikowała manifest „Family of the Future”, nakreślający wizję świata wolnych, równych sobie ludzi, w którym znikną wszelkie zależności ekonomiczne. Reżyser przygląda się dzisiejszym konsekwencjom wprowadzenia go w życie. * „James White” to debiut reżyserski, w którym Josh Mond w subtelny sposób pokazał relację łączące matkę z synem.

* „Kamper” Łukasza Grzegorzka, nominowany do nagrody East of West w Karlowych Warach opowiada o parze trzydziestolatków, którzy muszą zdecydować czy dalej chcą iść przez życie razem. * „Toni Erdmann” - jeden ze szlagierów festiwalu w Cannes, który do kin trafi dopiero w marcu 2017 roku, to przewrotna komedia o trudniej relacji ojca i córki, o dwóch pokoleniach i pogłębiającej się między nimi przepaści. Autorką filmu jest Maren Ade, niemiecka reżyserka, scenarzystka i producentka.

* „Służąca” to mroczny, pełen erotyzmu thriller, który był sensacją ostatniego festiwalu w Cannes. Akcja filmu toczy się w latach 30. XX wieku w Korei, pozostającej pod japońską okupacją.

Przebiegły oszust skłania atrakcyjną pokojówkę, aby pomogła mu uwieść i poślubić bogatą arystokratkę, którą później zamierza umieścić w zakładzie dla obłąkanych.

W ramach retrospektywy poświęconej Bogusławowi Lindzie pokazano osiem filmów z jego udziałem w sekcji „I Bóg stworzył aktora”: od Gorączki i Kobiety samotnej zaczynając, przez Przypadek, Krolla, Psy, Magnata aby pokazać oryginalny styl i charakter tego aktora. Sam aktor ale także reżyser spotkał się z publicznością. Przyglądając się imponującej liście filmów z jego udziałem, można uznać, że przed kamerą próbował już niemal wszystkiego.

Siła jego legendy tkwi w niesłychanej zdolności do zagrania skrajnie odmiennych postaci, czy to u Kieślowskiego, Holland, Pasikowskiego czy Bromskiego.

Bohaterem cyklu "Cztery oblicza" był Marcello Mastroianni w filmach czterech wybitnych włoskich reżyserów: i „Szczególny dzień” (reż. Ettore Scola), „Rozwód po włosku” (reż. Pietro Germi), „Małżeństwo po włosku” ( reż. Vittorio de Sica ) oraz „Noc” (reż. Michelangelo Antonioni).

Festiwal to nie tylko projekcje filmowe. Na Dwóch Brzegach można było spotkać się z twórcami, ludźmi filmu i szeroko pojętej kultury. Z publicznością spotkał się Jacek Bromski, twórca filmu „Zabij mnie glino”, który pokazano w ramach cyklu „I Bóg stworzył aktora”. W "Black Red White Cafe" miało miejsce spotkanie z Marcinem Kydryńskim, poświęcone książce „Biel” (opowieści o Afryce, będącej zapisem wielu podróży, które autor odbywał przez ponad dwadzieścia lat) i Tomaszem Sikorą – fotografem, autorem wystawy „Tribute To Colours”.

Był też cykl projekcji pod nazwą „Wielkie kino na Małym Rynku”. Pod nocnym niebem pokazano m.in. „Córki dancingu” i „High-Rise”. Takie seanse miały niepowtarzalny klimat. Ważne miejsce w programie festiwalowym miał też Andrzej Żuławski. Na Dwóch Brzegach pokazano dziewięć z dwunastu pełnometrażowych filmów tego wybitnego, tworzącego prawie wyłącznie we Francji, reżysera, a także dokument „Żuławski o Żuławskim” autorstwa Jakuba Skoczenia.

Całość pozwoliła na zrekonstruowanie drogi twórczej artysty, który często spotykał się z niezrozumieniem, zwłaszcza w ojczystym kraju. Retrospektywę otworzyła „Trzecia część nocy”, debiut, a jednocześnie jeden z najbardziej znanych i cenionych jego filmów. Żuławski już wtedy zaprezentował bezkompromisowość i oryginalność spojrzenia, które dzieliły odbiorców na zdecydowanych przeciwników i zwolenników jego twórczości.

„Diabeł” natomiast to film należący do gatunku, w którym połączenie horroru oraz kontrowersyjnych i krwawych wizji przyniosło Żuławskiemu złą sławę i nieprzychylność cenzury – zrealizowany w roku 1972 roku „Diabeł” przez 16 lat pozostał dla widzów niedostępny i podzielił los innych zatrzymanych przez cenzurę obrazów, które swoją premierę miały dopiero u schyłku PRL-u. Żuławski, tak jak wielu innych niepokornych artystów, został zmuszony do emigracji. Od tej pory kręcił filmy poza Polską.

Zrealizowane w koprodukcji francusko-niemieckiej „Opętanie” – najsłynniejszy chyba jego film – nie miało premiery kinowej i dopiero po latach zostało docenione i wydane na DVD. Retrospektywę zamknął najnowszy jego film, „Kosmos”, gombrowiczowski nie tylko w treści, ale również – w formie. Czy film o argentyńskim tańcu może obejść się bez tanga? W swoim najnowszym dziele – „Argentyna, Argentyna” - Carlos Saura udowadnia, że tak, składając hołd argentyńskiej kulturze ludowej.

Hiszpański reżyser, traktując taniec jako swoisty wehikuł, "przenosi" tym razem widzów na argentyńską wieś. Dlatego reprezentujące kulturę miejską tango ani razu nie pojawia się na ekranie. Zamiast tego, oglądamy jego ludowe odpowiedniki - chacarerę, zmysłową zambę czy żywiołowe carnavalito, wszystkie w wykonaniu najlepszych artystów. „Argentyna, Argentyna” to poza ruchami i dźwiękami również niesamowita feeria barw, które wywierają wielkie wrażenie na widzach.

Taniec i ludowa muzyka to w filmie Saury nie tylko charakterystyczny dla danego regionu zwyczaj, ale także wyraz lokalnych uczuć i emocji. Jednym słowem - kino najwyższej klasy. Jak co roku, organizatorzy pokazali też zdobywcę Złotej Palmy w Cannes – „Ja, Daniel Blade” w reżyserii Kena Loacha. Film ten, to wzruszająca i pełna humoru historia dojrzałego mężczyzny, który decyduje się pomóc samotnej matce z dwójką dzieci stanąć na nogi.

Jednak gdy sam zacznie starać się o rentę, trafi w tryby bezdusznej, biurokratycznej machiny niczym z powieści Franza Kafki. Ken Loach dwa lata temu zapowiadał przejście na emeryturę. Chciałoby się wierzyć, że wrócił do twórczości, bo nie mógł pozwolić sobie na milczenie w obliczu rażących niesprawiedliwości społecznych.

„Ja, Daniel Blade” jest filmem oskarżycielskim, nawołującym do reformy publicznych instytucji, oderwanych od życia zwykłych obywateli. Zwraca uwagę na problem biedy, obecny również w nawet najbogatszych społeczeństwach świata. Nawołuje do zwrócenia uwagi na los sąsiadów i odbudowania więzi międzyludzkich. W programie znalazł się również zwycięzca ostatniej edycji Berlinale – „Fuocoammare. Ogień na morzu”, fascynujący dokument Gianfranco Rosiego o uchodźcach przybywających z północnej Afryki na Lampedusę.

Hitem miał być też film „Zjednoczone stany miłości”. Obraz ten to niecierpliwie oczekiwane przez kinomanów najnowsze dzieło Tomasza Wasilewskiego, reżysera nagrodzonych wcześniej filmów takich, jak „W sypialni” oraz „Płynące wieżowce”. Również ten obraz spotkał się z uznaniem krytyków, o czym świadczy laur Srebrnego Niedźwiedzia za scenariusz, jakim film został uhonorowany w tym roku w Berlinie.

Niestety, o ile można zrozumieć jeszcze nagrodę za scenariusz, o tyle pozostałe elementy filmu, jak reżyseria, zdjęcia, montaż, a zwłaszcza dźwięk, rozczarowały wypełnioną do ostatniego miejsca salę kinową pod namiotem. Fatalny zwłaszcza był dźwięk. Gdyby nie napisy w języku angielskim, wiele kwestii pozostałoby niezrozumiałych. Nic dziwnego, że w plebiscycie publiczności film ten wśród kilkudziesięciu filmów fabularnych zajął ostatnie miejsce.

Oceniając festiwal należy podkreślić, że szczególnie warte uwagi były trzy retrospektywy, w ramach których widzowie zobaczyli wybrane tytuły z dorobku zmarłego w tym roku wybitnego reżysera Andrzeja Żuławskiego, a także znakomite filmy z udziałem aktorów „z tej samej półki”, jak podkreśliła Grażyna Torbicka - Bogusława Lindy oraz Marcello Mastroianniego.

Dla fanów kina retro, we współpracy z Filmoteką Narodową, przygotowano pokazy międzywojennych ekranowych hitów. Od 2009 roku w Filmotece Narodowej realizowany jest projekt Nitrofilm, którego celem jest renowacja i cyfryzacja wybitnych dzieł przedwojennej kinematografii polskiej.

W tym roku na Dwóch Brzegach można było obejrzeć sześć odrestaurowanych filmów. Przez wiele lat dominowało przekonanie, że polskie kino zaczęło się dopiero po wojnie. Dziś specjaliści z Filmoteki Narodowej pokazują, że polska kinematografia istniała także wcześniej i była na niezłym, jak na ówczesne czasy, poziomie. W ramach wspomnianego projektu udało się zrekonstruować już 170 filmów, większość z lat 30-tych.

W programie znalazły się m.in. komedia „Dwie Joasie” ze znakomitą Jadwigą Smosarską, komedia pomyłek pt. „Sportowiec mimo woli” w reżyserii niezwykle popularnego przed wojną Mieczysława Krawicza, „Ludzie Wisły” na podstawie powieści Heleny Boguszewskiej i Jerzego Kornackiego – film kręcony częściowo w Kazimierzu Dolnym, dwie komedie muzyczne – „Ada to nie wypada” oraz „ABC miłości”.

Według specjalisty z Filmoteki Narodowej, Michała Pieńkowskiego, który przed każdym z seansów prowadził krótką prelekcję, najciekawszą pozycją był pokaz filmu „U kresu drogi”. Ten mało znany melodramat ostatni raz wyświetlany był 25 lat temu w polskiej telewizji. Niestety, jeden z techników pomylił wtedy kolejność taśm, co sprawiło, że film został uznany za niezrozumiały, dziwny i w rezultacie o nim zapomniano. Dopiero na festiwalu pokazano go w nowej wersji, ze scenami w odpowiedniej kolejności.

Od pewnego czasu filmy dokumentalne, tak polskie jak i zagraniczne zyskują na znaczeniu, zmienia się także ich odbiór społeczny. Przestają być odbierane jako bezpośrednia rejestracja dostępnej każdemu człowiekowi rzeczywistości, a zaczynają funkcjonować jako dzieła twórcze, i przede wszystkim autorskie.

Dlatego w tym roku na Dwóch Brzegach zaprezentowano retrospekcję reżyserską, poświęconą wybitnemu twórcy kina dokumentalnego – zmarłemu przedwcześnie Wojciechowi Wiszniewskiemu, autorowi niewielkiej ilości filmów, za to niezwykle różnorodnych i bardzo ciekawych. W ramach festiwalu pokazane zostały wszystkie filmy tego twórcy. Muzyka – drugi filar festiwalu Dwa Brzegi – rozbrzmiewała na ponad 20 koncertach.

Imponował przekrój repertuaru: spotkały się pop, folk i techno, czasami nawet w ramach jednego występu. Obok specjalizujących się w bluesowej tradycji Mulasa Boys wystąpiła Warszawska Orkiestra Sentymentalna, której repertuar stanowią standardy Mieczysława Fogga, Jerzego Petersburskiego i Henryka Warsa. Muzykę ludową zagrał duet InFidelis, który na tradycyjnej "suce biłgorajskiej" potrafił wykonać przeboje reggae, metalowe, a także zagrać muzykę techno.

Połączenie tradycji ze współczesnością zaprezentowali kwartet Vołosi i folkrockowa Świdermayer Orkiestra. Jedną z gwiazd tegorocznej imprezy była Ifi Ude, piosenkarka o polsko-nigeryjskich korzeniach, która Kazimierz odwiedziła z siostrą – projektantką mody. Miłośnicy indie rocka z kolei mieli okazję posłuchać, jak z tym gatunkiem muzyki poradzili sobie Włosi z zespołu Nothing For Breakfast.

Organizatorzy postanowili zadbać nawet o entuzjastów gitary hawajskiej, zapraszając Pierwszą Poznańską Niesymfoniczną Orkiestrę Ukulele. „Padła propozycja, żeby przedłużyć festiwal o tydzień” – tymi słowami Grażyna Torbicka otworzyła galę zamknięcia X Festiwalu Filmu i Sztuki Dwa Brzegi. Publiczność zgromadzona w Kinie Lubelskim zareagowała na tę wypowiedź brawami. Był to oczywiście tylko żart, choć wyrażał marzenia dużej części widzów.

Po ośmiu dniach seansów, spotkań z twórcami, koncertów i wizyt w galeriach trudno będzie wrócić do codzienności. Dyrektor Artystyczna serdecznie dziękowała sponsorom festiwalu, bez których dziesiąta, jubileuszowa edycja nie mogłaby się odbyć: T-Mobile, Bankowi Pekao, Black Red White i browarowi Perła. Zaznaczyła, że partnerem festiwalu jest również województwo lubelskie, a jego marszałek, Sławomir Sosnowski, stał się dobrym przyjacielem festiwalu.

Głównym patronem medialnym festiwalu była w tym roku po raz pierwszy stacja TVN, która zajęła miejsce zwolnione po TVP. Pani Torbicka żartowała, że obecność festiwalu na antenie była tak intensywna, że „w pewnym momencie zastanawialiśmy się, czy nie jesteśmy konkurencją dla wszystkich innych gości waszych stacji”. Tradycyjnie podziękowania dla organizatorów oraz widzów wygłosił również burmistrz Kazimierza Dolnego, Andrzej Pisula.

Podkreślał ścisły związek festiwalu Dwa Brzegi z niezwykłym miejscem, w którym się odbywa. Obiecał też, że w przyszłym roku współpraca miasta z festiwalem będzie jeszcze bliższa. Specjalne podziękowania zostały złożone tym widzom, którzy towarzyszą festiwalowi od pierwszej edycji. Są oni najlepszym przykładem na to, że Dwa Brzegi uzależniają. W toczonych na sali półgłosem rozmowach powtarzało się zdanie: „Aż trudno uwierzyć, że następna edycja dopiero za rok”.

 

          Zdjęcia: autor oraz serwis festiwalowy


Stowarzyszenie Dziennikarzy Podróżników GLOBTROTER

Booking.com