ZAŁOŻYCIELE KIJOWA – URATOWANI !

Symbolem Kijowa jest pomnik legendarnych założycieli miasta, braci: Kyja – od jego imienia nazwę otrzymała stolica Rusi, obecnie Ukrainy, Szczeka i Choriwa oraz ich siostry Libid’.

 

Kilkumetrowej wysokości pomnik rodzeństwa płynącego łodzią stoi nad Dnieprem, u stóp wysokiej skarpy, podobnie jak Syrenki – symbolu Warszawy – nad Wisłą.

 

Niedawno jednak ten kijowski pomnik omal nie rozsypał się. Rzeźba Choriwa przewróciła się, zagroziła stabilności całego monumentu.

 

 

Rozeszła się plotka, że to potomek któregoś z dygnitarzy, troszeczkę „podwypiwszy”, postanowił zrobić sobie na tym pomniku ślubne zdjęcie. Co jest raczej mało prawdopodobna, bo do pokładu pomnikowej łodzi jest około 3 metrów w górę bez punktów zaczepienia, i wdrapanie się tam bez mocnej drabiny jest raczej niemożliwe.

 

Faktem natomiast konieczność naprawienia pomnika, i to szybko, bo zbliżały się doroczne Dni Kijowa, chyba najważniejsze wydarzenie w mieście. A jesienią mają odbyć się wybory municypalne… Remont pomnika zlecono, podobno za niemałe pieniądze, jednej z ukraińskich firm. Pracami kierował wnuk autora monumentu, też artysta rzeźbiarz, Wasilij Borodaj.

 

Okazało się jednak, że wzniesione przed 30 laty dzieło wykonane zostało z betonu i pokryte miedzią, przy czym w taki sposób, że beton zmurszał i rozsypał się. Ponadto padając, figura uległa wgnieceniom. Specjaliści, którzy podjęli się naprawy pomnika stwierdzili, że to wyjątkowo trudna praca – co było prawdą. I wymaga o wiele więcej czasu.

 

– O zdążeniu na święto miasta nie może być nawet mowy. Bo skoro oni nie potrafią, to nikt inny tego nie zrobi – usłyszał podobno mer. A jednak znalazł się odważny, ciągle jeszcze młody – dopiero w roku przyszłym skończy 40 lat, bardzo utalentowany artysta rzeźbiarz Wiaczesław Didkiwśkyj. Z którym, nawiasem mówiąc, i jego rodziną, jestem zaprzyjaźniony od kilkunastu lat.

 

Dobrał sobie pomocników i w bardzo trudnych warunkach, na sporych wysokościach grożących wypadkiem, wykonał tę pracę w wymaganym terminie. Pomnik nie tylko odzyskał dawny blask, naprawione zostały wszystkie uszkodzenia i wymienione niektóre jego elementy, pokryto go też środkami uodparniającymi na korozję, ale w rezultacie usunięcia z wewnątrz zmurszałego betonu, stał się bardziej stabilny i odporny zarówno na kaprysy pogody, jak i ewentualne ruchy sejsmiczne.

 

Ponowne odsłonięcie monumentu stało się jednym z wydarzeń tegorocznych Dni Kijowa, a on sam znowu celem licznych wycieczek. Wspomniałem o człowieku, dzięki któremu stało się to możliwe. Sławika, bo tak jest nazywany w rodzinie i przez bliskich przyjaciół, do których i ja jestem zaliczany mimo ogromnej różnicy wieku, dla innych jest oczywiście Wiaczesławem Mykołajowyczem lub Panem Didkiwśkym, poznałem w 1997 roku, też podczas Dni Kijowa.

 

Dobiegała właśnie końca moja ponad 6-letnia praca na Dnieprem jako korespondenta prasy polskiej. Najważniejszą imprezą Święta Miasta jest, chyba największy w Europie, sławny jarmark dzieł sztuki i rzemiosła artystycznego, chociaż nie tylko, na „Andrijivśkom Uzwizu” – Zjeździe św. Andrzeja.

 

Na dwie doby zamykany jest wówczas ponad dwu kilometrowej długości ciąg ulic w starej części miasta: Wołodymirśkoj od Wełykoj Żytomirśkoj do jednej z najpiękniejszych kijowskich cerkwi, św. Andrzeja i dalej, aż do Kontraktowoj Płoszczy w dolnej części ukraińskiej stolicy, zwanej od wieków Podołem, wzdłuż wspomnianego Andrijivskogo Uzwizu.

 

Niegdyś, co zresztą od paru lat odradza się, ulicy kijowskiej bohemy. Mieszkał przy niej m.in. autor „Mistrza i Małgorzaty”, Michaił Bułhakow. I wzdłuż tych ulic w 6 – a bywa, że i w 8 – rzędów wystawiają swoje obrazy, rzeźby, ceramikę, wyroby jubilerskie, dzieła sztuki ludowej itp. ich autorzy. Zarówno cenieni artyści z „nazwiskami”, jak i studenci kijowskiej, lwowskiej czy charkowskiej Akademii Sztuk Pięknych i innych uczelni artystycznych z całej Ukrainy oraz nie mniej liczni amatorzy.

 

Wśród tych setek tysięcy oferowanych przedmiotów zwróciłem uwagę na około 40 centymetrowej wysokości figurkę Don Kichota obejmującego wiernego Sancho Pansę. Wykonaną z miedzianej blachy, z trochę karykaturalnie – rycerz z La Manchy bardzo chudy, jego korpulentny sługa w rozerwanym kapeluszu – przedstawionymi postaciami. Jak z ilustracji do baletu Mikusa, czy rysunków Picassa.

 

Szybko uzgodniliśmy z autorem cenę. Zostałem też zaproszony do niego do Berdyczowa, gdzie wówczas mieszkał i tworzył. Poznałem jego ojca Mikołaja i siostrę Alisę, również artystów rzeźbiarzy tworzących w metalu. Nawiasem mówiąc, z polskimi korzeniami, ale to już inna historia. Autorów oryginalnej technologii: mechanicznej, termicznej i chemicznej obróbki blachy miedzianej, z których Sławik i Alisa wyczarowywali już wówczas piękne dzieła sztuki.

 

Jako pierwszy opublikowałem o nim artykuł i to w prasie zagranicznej – polskiej, dzięki czemu Sławik uważa, że to ja go „odkryłem”. W rzeczywistości zauważenie jego talentu było tylko kwestią czasu. O czym świadczy cały plik publikacji o jego dziełach i twórczości w prasie ukraińskiej, rosyjskiej i polskiej – bo pisałem o nim później jeszcze parokrotnie i nie tylko ja, w miarę jak zadziwiał coraz oryginalniejszymi dziełami. I jego rzeźby reprodukowane w kalendarzach oraz jako ilustracje w podręcznikach szkolnych.

 

Ma tych rzeźb w dorobku – licząc tylko niepowtarzalne, bo niektóre, odlewane w brązie, wykonuje w kilku egzemplarzach, już kilkaset. I bardzo trudno je kupić, gdyż nabywcy „ustawiają się w kolejce”, mimo iż nie są to dzieła tanie. W Roku Cervantesa wykonał całą serię przeróżnych postaci najbardziej znanego bohatera książki hiszpańskiego pisarza. Wśród nich wysoko cenionego, awangardowego, „lecącego” Don Kichota na koniu.

 

Znane są również jego serie „Fortun”, „Muz”, „Temid”, „Drzew szczęścia” – bo mając za sobą również przygotowanie jubilerskie, świetnie łączy kamienie z metalem, tworzonych na zamówienie jednej z kijowskich firm sprzedających ekskluzywne upominki, z którą wówczas współpracował. Głośny, reprodukowany w czasopismach, był jego kamienny zegar „Baśnie Szeherezady” ze srebrzonymi i złoconymi figurkami wschodniego władcy na słoniu i dwu jego sług, wykonany na zamówienie jako prezent dla prezydenta Ukrainy.

 

Na moją prośbę wykonał dużą serię „Muzyków”, którą zresztą kontynuuje w coraz ciekawszych formach. Niemal zawsze w sposób przynajmniej trochę odległy od realizmu, niekiedy jak gdyby prześmiewczy. „Harfistka” grająca tak brawurowo, że struny się plączą. „Basista” z symboliczną głową w postaci kuli i rękoma bez dłoni, z asymetrycznym instrumentem.

 

„Renesansowy muzyk” w stroju z epoki, ale grający na… saksofonie. „Wiolonczelista” ciągnący smyczek po strunach stojąc na półksiężycu, na instrumencie większym od niego. Czy „Cyklista”, w kołach roweru którego znajdują się domy, zamki i pałace, które mija. To tylko wybrane z bardzo wielu przykłady.

 

Do najlepszych, często reprodukowanych w różnych publikacjach oraz w folderze artysty należą, poza wspomnianym już, awangardowym „Don Kichotem” i „Wiolonczelistką”, także „Amazonka”, „Spacer króla” z filozoficznym przekazem: władca prowadzi na postronku ulubionego prosiaczka, ale w drugiej dłoni trzyma klepsydrę czasu, a w pałacowym wnętrzu prosiaczek jest już upieczony, na półmisku.”

 

Czy „Myśliciel” – jedna z nielicznych prac, które Sławik, za moją zresztą radą, pozostawił sobie, jako zalążek kolekcji wystawowej. Bo chociaż ma w swoim dorobku również wystawy, m.in. w Warszawie w 2000 roku, to dzieła z nich już nie wracają do niego, znajdując nabywców. A pora już przecież na wystawę indywidualną. Zwłaszcza, że artysta jest także utalentowanym grafikiem, a jego akwaforty, tworzone trochę na marginesie głównego nurtu jego twórczości, cieszą się coraz większym uznaniem.

 

Wykonuje też większe, także gabarytowo, dzieła. Ostatnio, dla zakarpackiego miasta Mukaczewo, dwie ponad 2,5 metrowej wysokości rzeźby według projektu rzeźbiarza Iwana Browdi: „Kominiarza” oraz „Anioła Stróża” ratującego dziecko podczas powodzi. Pierwsza z nich, nazywana też „Bertałonem” od nazwiska przedstawiciela tego zawodu, symbolizującego szczęście, który był modelem, już został odsłonięty.

 

Posąg Anioła ma wkrótce stanąć w nurcie rzeki i przypominać o wielkiej powodzi sprzed kilkunastu lat. Sławik wyrzeźbił te postacie w glinie, a z nich wykonał formy odlewów dla, chyba jedynej zajmującej się na Ukrainie odlewnictwem artystycznym, firmy „Sajamat” w miasteczku Wysznewoe pod Kijowem. Z którą artysta współpracuje już od pewnego czasu, odlewając tam w brązie także swoje mniejsze rzeźby.

 

Odwiedziliśmy ją wspólnie, aby zobaczyć jedną gotową już rzeźbę wykonaną przez niego oraz drugą właśnie czyszczoną po odlaniu. A przy okazji kilka, gotowych już do odbioru, dużych pomników i mniejszych rzeźb. Ale to już przeszłość. Sławik ma głowę pełną nowych pomysłów, które rzuca na papier, aby następnie zamienić je w dzieła z metalu. Nie mam wątpliwości, że już cieszący się dużym uznaniem, jeszcze nie raz zadziwi świat.

 

Na zdjęciach autora i z archiwum artysty kolejno:

* Pomnik Założycieli Kijowa po rewaloryzacji. * Prace renowacyjne przy pomniku – w środku Wiaczesław Didkiwśkyj. * Artysta w swoim domu w Bereziwke pod Kijowem, obok jednej z własnych rzeźb. * Awangardowy „Don Kichot”. * „Myśliciel”. * „”Amazonka”. * „Anioł” myty przez artystę po mechanicznym oczyszczeniu. * „Spacer króla”. * „Harfistka I”. 


Stowarzyszenie Dziennikarzy Podróżników GLOBTROTER

Booking.com