PRZEWODNIKI BEZDROŻY: LITWA, ŁOTWA I ESTONIA

Nie pierwszy to przypadek, gdy trzy kraje nadbałtyckie „wciśnięto” w jeden przewodnik. Co nie jest, moim zdaniem, dobrym pomysłem. Tak jak dziwactwem na które, na szczęście, chyba jeszcze nikt nie wpadł, byłoby np. połączenie w jednym Austrii, Czech i Słowacji.

 

Chociaż akurat one w ramach jednego państwa znajdowały się o wiele dłużej niż Litwa, Łotwa i Estonia. Kraje o różnej historii, kulturze, architekturze, religii, języku – przy czym estoński należy do zupełnie ich innej grupy itp.

 

A każdy z nich ma tak wiele zabytków i ciekawych miejsc, że wystarczyłoby na odrębne przewodniki. Ukazał się jednak kolejny poświęcony wszystkim trzem. W udanej, „urlopowej” serii wydawnictwa Bezdroża, napisany przez polskich autorów.

 

 

Niestety z tak licznymi nieścisłościami, błędami, a zwłaszcza pominięciami, że aż zaskakującymi. Ale po kolei. Zgodnie ze schematem tej serii otwiera go „Zaproszenie do podróży”, w którym autorzy podkreślają: „Państwa nadbałtyckie, które często są postrzegane jako identyczne, mają swoją odrębną tożsamość historyczną i kulturową. Litwa, Łotwa i Estonia tworzą złożony obraz, na który składają się zarówno zabytki architektury i sztuki, nowoczesna architektura, jak i dziewicza przyroda.”

 

Po czym w ogromnym skrócie przedstawiają miasta i miejsca, które są w nich z turystycznego punktu widzenia najważniejsze. Bardzo istotny w tej serii przewodników rozdział „Hity” obejmujący, oczywiście, wszystkie te trzy kraje pokazuje, jakie są konsekwencje takiej komasacji. Wśród „Cudów natury” obok słusznie wymienionych, brak tak ważnych, jak litewskie parki narodowe: Auksztocki i Żmudzki oraz Delta Niemna.

 

Chociaż i w wymienionym Parku Narodowym Mierzei Kurońskiej znalazła się błędna informacja. Ruchome piaski przesuwają się tam nie w kierunku morza, lecz odwrotnie: w kierunku zalewu, gdyż wiatry od Bałtyku są silniejsze. „Perły architektury” wymagałyby uzupełnienia, ale wybór obiektów jest generalnie trafny.

 

„Zabytki UNESCO” to kolejny przykład pominięć, ale i … powtórzeń. Czytelnik ma prawo oczekiwać, że przynajmniej wymienione zostaną wszystkie. Tymczasem znajduje Wileńską Starówkę, chociaż Ostra Brama i katedra zostały już zaprezentowane w „Perłach architektury”, zaś Park Narodowy Mierzei Kurońskiej w „Cudach natury”. Wystarczyłyby więc tylko odsyłacze.

 

Pominięto natomiast zupełnie, też znajdujące się na tej liście: Kiernów (Kernavė ) nazywany „Litewską Troją”, Starówkę Rygi oraz przebiegający przez wszystkie te kraje Południk Struvego. Wśród „Najciekawszych muzeów” zabrakło szalenie ciekawych kowieńskich, o czym niżej.

 

„Miejsca o ciekawej tradycji ludowej” to m.in. meczet w Kownie, kenesa oraz cmentarz karaimski w Trokach ( co one mają wspólnego z tradycją ludową? ). Pominięto natomiast wyjątkowo ważny ( obok uwzględnionego Rocca Al Mare w Tallinie ) skansen w litewskich Rumszyszkach.

 

Wybór tego, co znalazło się na proponowanej liście „Przeżycie, które musi stać się udziałem każdego turysty” z natury rzeczy musi być subiektywny. Ale zapewniam, że widok Wilna z Góry Trzykrzyskiej, z zamkiem, katedrą i Starówką na pierwszym planie, jest nie tylko dla mnie znacznie bardziej atrakcyjny, niż „Wypicie kawy na szczycie wileńskiej wieży telewizyjnej”. Przy czym wymieniona w informacji o tym „przeżyciu” dzielnica Karoliniškės, ma też starą polską nazwę Karolinki.

 

Rozdziały „Informacje praktyczne” i „Informacje krajoznawcze” zawierają generalnie to, co powinno się w nich znaleźć. Chociaż jeżeli autorzy wspominają już np. że łotewskie pieniądze – łaty używane były o tej samej nazwie podczas pierwszej niepodległości ( 1919 – 1939 ), to dlaczego pominęli ten szczegół w przypadku litewskich litów?

 

Anachroniczna jest, wyróżniona w kolorowej ramce, informacja o przejściach granicznych polsko – litewskich w Budzisku i Ogrodnikach, gdyż one, jako punkty kontrolne już nie istnieją, a granicę można przekraczać w dowolnym miejscu. W „Informacjach A – Z” też są błędy i pominięcia. Popularne litewskie piwo nazywa się nie Švyturio, lecz Švyturis.

 

Litewskie miody, to nie odpowiednik naszych trójniaków, dwójniaków i półtoraków ( chociaż i podobne do nich są tam też produkowane ), ale przede wszystkim sławne mocne alkohole ( Suktinis 50%, Žalgiris 75% !!! ) pędzone z miodu. Znakomita też jest, pominięta litewska Starka oraz bardzo dobra brandy Alytus produkowana w tym mieście ( Olicie ) z wina importowanego z francuskich regionów Bordeaux i Cognac.

 

W tej samej części przewodnika „Uzdrowiska” uwzględnione zostały dwukrotnie, najpierw jako ”Kurorty”. Ale wśród, jak piszą autorzy, „najpopularniejszych na Litwie” pominięto rzeczywiście najpopularniejsze Druskienniki, uwzględniając tylko letnie: Połągę i Neringę.

 

Zupełną bzdurą jest zdanie autorów, że na Litwie „Dla wielu przedstawicieli starszego pokolenia pierwszym językiem pozostał rosyjski”. Jest to prawda tylko w odniesieniu do, czego nie podkreślono, mieszkających tam Rosjan i Białorusinów. W żadnym jednak przypadku nie Litwinów! Znam ich wielu, ze mną rozmawiają po rosyjsku, bo litewski znam w znikomym stopniu a oni przeważnie nie mówią po polsku, ale równocześnie między sobą tylko po litewsku.

 

Inne, podobnie nie do przyjęcia stwierdzenie, znalazłem w części przewodnika „Największe atrakcje Litwy”. Pisząc, zresztą ciekawie i generalnie zgodnie z faktami, chociaż Litwin powiedziałby zapewne, że „dobranymi z polskiego punktu widzenia” o historii Wilna, autorzy mający zapewne znikomą wiedzę na temat tamtych czasów, pozwolili sobie na poinformowanie czytelników:

 

„Pomimo represji ze strony caratu, Wilno ( w XIX w ) pozostawało centrum litewskiego życia kulturalnego i naukowego.” A prawda jest przecież taka, że wówczas w mieście nad Wilją i Wilenką żyła tylko nieliczna grupa rdzennych Litwinów i dopiero zaczynało rodzić się ich życie kulturalne oraz naukowe.

 

Jeżeli natomiast chodzi dominację w kulturze i nauce, to była ona przecież niemal wyłącznie polska! Co zresztą potwierdzają sami autorzy wymieniając, obok Mickiewicza, kilku innych polskich pisarzy, poetów i jednego kompozytora. Chociaż pomijając naszych tamtejszych sławnych uczonych, że wspomnę tylko braci Śniadeckich.

 

O tym, jakie miejsce zajmowali i odgrywali rolę w Wilnie Litwini także później, w latach międzywojennych XX wieku, najlepiej świadczy… polski Mały Rocznik Statystyczny z 1939 roku. Wśród 209 tys. ówczesnych mieszkańców było, wg tabeli nr 33 – „Mieszkańcy według języka ojczystego”: 128,6 tys. Polaków; 54,6 tys. Żydów; 7,4 tys. Rosjan; 1,7 tys. Białorusinów; 0,6 tys. Niemców; po 0,1 tys. Ukraińców i Rusinów.

 

Litwinów, podobnie jak Ormian, Tatarów i innych nacji, w ogóle nie wyodrębniono w tej statystyce. Co znaczy, że uważających litewski za język macierzysty było poniżej 100. A takie grupy znalazły się w rubryce „Inny i nie podany” – ogółem 2 tys. Gdy dane te przypominam Litwinom, to nacjonaliści dostają szału. Ale takie były fakty.

 

Inną nieścisłością jest stwierdzenie, że w latach 90-tych XX „Zburzono pomniki bohaterów minionego ustroju…”. Być może były i takie przypadki, ale generalnie demontowano je i przenoszono do magazynów. Wiele z nich trafiło później do Parku Grutas w pobliżu Druskiennik.

 

Jeżeli chodzi o prezentację tego, co w Wilnie – podobnie zresztą w innych miastach nie tylko litewskich, ale także łotewskich i estońskich – warto zobaczyć, to napisana została ona ciekawie, w formie oprowadzania po mieście i jego zabytkach. Uwzględniono większość naprawdę ważnych. Chociaż przecierałem oczy ze zdumienia i kilkakrotnie wracałem na przeczytane już strony aby upewnić się, że rzeczywiście pominięte zostały m.in. … Uniwersytet i kościół św. Jana.

 

Jedne z najważniejszych zabytków Wilna. Tak, pominięte! Bo po oprowadzeniu czytelnika – turysty po m.in. alei Gedymina, kościele św. Piotra i Pawła, Górze Trzykrzyskiej i jej okolicach, a następnie Pałacu Prezydenckiego, autor przeszedł od razu w Zaułki: Literacki i Bernardyński, do kościoła św. Michała Archanioła, klasztoru bernardynek i kościoła św. Anny oraz dalej. I w okolice Uniwersytetu już nie wrócił.

 

Nawiasem mówiąc opisany kościół św. Kazimierza w czasach sowieckich rzeczywiście zamieniono na muzeum. Tylko nie Ateizmu, lecz Religii i Ateizmu. Zwiedzałem je wówczas. Umieszczając w nim ekspozycję muzealną nie naruszono, dzięki czemu ocalało, wspaniałego barokowego wnętrza, które obecnie ponownie służy celom sakralnym.

 

W „Informacjach praktycznych” dotyczących litewskiej stolicy znajduje się sporo wiadomości na temat dojazdu i komunikacji miejskiej, bardzo skąpe ( tylko 5 obiektów, wśród nich Dom Polski Polonez i 2 schroniska ) o możliwościach noclegowych, podobnie o gastronomii i rozrywce. W okolicach Wilna przedstawiono trzy, rzeczywiście warte zobaczenia miejsca i budowle. Gorzej jest z innymi regionami kraju.

 

O Górze Krzyży koło Szawli ( porównywalnej z prawosławną Grabarką w Polsce, tylko nie ma na niej cerkwi, lecz stoi też maszt TV ) można przeczytać na 2 stronicowej wkładce. Poza tym autorzy uwzględnili tylko Kowno, Troki, Neringę i Park Narodowy Mierzei Kurońskiej, Kłajpedę, Połągę i Druskienniki.

 

Pominięto więc zupełnie nie tylko wspomniane już dwa parki narodowe i Kiernów z Listy UNESCO, ale również tak ciekawe, z licznymi zabytkami miasta jak np. Kiejdany, Kretyngę, Birżę, Rakiszki, Olitę, Szawle, czy nadniemeńskie uzdrowisko Birsztany. Przy czym w prezentacji uwzględnionych w przewodniku miast znalazłem rażące niekiedy braki i błędy.

 

Np. w Kownie nie wspomniano o żadnym muzeum, jak gdyby ich tam w ogóle nie było. Nawet w „Informacjach praktycznych” o tym mieście. W rubryce „Sztuka i rozrywka” są Teatry, Filharmonia, Kluby, Bilard, kręgle, Kino, Jazda konna, Baseny, Sporty wodne. Nawet Lodowisko i Klub golfowy – ale brak muzeów.

 

A przecież spośród znajdujących się w Kownie międzynarodową sławę mają Narodowe Muzeum M.K. Čiurlonisa oraz Muzeum Diabłów. To drugie z kolekcją setek eksponatów o tej tematyce w dziełach sztuki, w postaci figurek i naczyń, kufli, fajek, ceramiki, szkła itp. zebranych przez Antanasa Žmuidzinavičiusa ( 1876–1966 ), rozbudowywaną po jego śmierci.

 

Natomiast w pierwszym z wymienionych muzeów znajduje się wielka kolekcja dzieł tego największego malarza ( i kompozytora, 1875 - 1911 ) litewskiego, związanego zresztą z Polską, bo mieszkał, uczył się i tworzył również w Warszawie.

 

Inną, szalenie ciekawą, chociaż eksponowaną obecnie w tym muzeum tylko częściowo, jest kolekcja niezwykłych kompozycji przypominających pnie drzew, wykonywanych całymi latami i odkrytych dopiero po jej śmierci, przez Polkę, Elżbietę Paszkowską – Daugwieliene ( 1886–1959 ), wnuczkę powstańca styczniowego.

 

Wynalezioną prze nią techniką naszywania „od spodu”, na konstrukcję obciągniętą grubym płótnem lnianym, odpowiednio spreparowanych kawałków kory wierzb. Stworzyła w ten sposób, będące rewelacją w skali światowej, cykle rzeźb i płaskorzeźb. „Powstanie roku 1863”, m.in. „Żona powstańca” oraz blisko 3–metrowej wysokości „Powstańcy roku 1863’”.

 

Ponadto wstrząsający „Ucisk pańszczyźniany”, m.in. „Pańszczyźniana szubienica”, a także niedokończony cykl „Oświęcim”. W połowie lat 60-tych oglądałem chyba wszystkie kilkanaście jej dzieł w dziale sztuki ludowej tego muzeum. Ostatnio zaledwie kilka eksponowanych, być może ze względu na nietrwałość materiałów z których zostały wykonane. Ale i tak warto je zobaczyć.

 

Podobnie jak odwiedzić i inne kowieńskie muzea: Muzyki Tradycyjnej, Medycyny i Farmacji w zabytkowej aptece, Komunikacji ( od czasów średniowiecza ), Sztuki M. Žilinskasa, Wojskowe, Zoologiczne i parę innych. Ale o nich nie ma w przewodniku nawet wzmianki, że istnieją. Nieścisłości i pominięć nie brak również w przypadku innych miejscowości, zresztą nie tylko litewskich.

 

Kłajpeda nie powstała przecież jako „osada pod nazwą Memelburg”, gdyż nazwę tę nadali zbudowanemu przez siebie w tym miejscu zamkowi Kawalerzy Mieczowi sądząc, że jest to ujście Niemna, po niemiecku Memel. A osada powstała koło niego. W okolicach Druskiennik jako wart zobaczenia wymieniono Park Grutas w którym zgromadzone są pomniki, rzeźby i inne „dzieła” epoki sowieckiej.

 

Ale zabrakło Liszkawy ( lit. Liškiava ) z pięknym rokokowym kościołem na nadniemeńskiej skarpie, który należał niegdyś do diecezji warszawskiej Kościoła katolickiego i zameczkiem z XIV w., do których można dopłynąć stateczkiem niemeńskiej "białej floty", dojechać rowerem bądź dojść pieszo, bo to tylko kilka kilometrów od tego uzdrowiska.

 

W Lipawie, stolicy Kurlandii – to już Łotwa nie ma nawet wzmianki, że była ona polskim lennem. Można natomiast przeczytać, że zbudowana na przełomie XIX i XX w. nowa dzielnica Karosta z fortem obronnym, portem, cerkwią itp. przeszła w ręce Armii Czerwonej w … 1909 roku. Brak planu tego miasta, chociaż jest ono trzecim w kraju pod względem wielkości, a uwzględniono plan maleńkiego Cēsis.

 

Autorzy nie zauważyli także wielkiej atrakcji Lipawy: deptaka na Starym Mieście, z pierwszą, i chyba jedyną w b. ZSRR, galerią gwiazd jazzu. Na kamiennych sześcianach znajdują się mosiężne tablice z odlewami obu dłoni słynnych muzyków. Podobnie jak w przypadku Litwy, także i na Łotwie oraz w Estonii przewodnik uwzględnia, poza ich stolicami, tylko najważniejsze, zdaniem autorów, miejscowości i miejsca.

 

W pierwszej z nich pominięto więc m.in. zabytkowy Dyneburg, nawiasem mówiąc największe w tym kraju skupisko rdzennej Polonii. A także jeszcze ciekawszą, byłą stolicę Kurlandii, kilkunastotysięczne miasto Kuldyga oraz muzeum i rezerwat Turaida. W Estonii piękne miasteczka Rōuge oraz Kasmu itd.

 

Skoncentrowałem się na pominięciach ważnych oraz ciekawych miejscowości i obiektów, gdyż potwierdza to tylko, że każdy z tych krajów zasługuje na odrębny przewodnik. Wytknąłem także – wskazane przykładowo – znalezione błędy i nieścisłości wymagające, moim zdaniem, poprawienia w następnym wydaniu.

 

Przewodnik ten zawiera bowiem mnóstwo ciekawych i rzetelnych informacji, planów i mapek oraz zdjęć zachęcających do poznawania zarówno sąsiadującej z nami Litwy, jak i nieco odleglejszych Łotwy i Estonii. Wzbogacają go również informacje monotematyczne, niekiedy ciekawostkowe, włamane w tekst w ramkach na kolorowym tle.

 

Zarówno obszerne, dwustronicowe – obok wspomnianej już „Góry Krzyży” także „Bałtyckie złoto”, oczywiście o bursztynie – jak i krótsze. M.in. „Adam Mickiewicz w Wilnie” ( chociaż szkoda, że nie również w Kownie ); „Funikuler” ( O szynowych kolejkach górskich w miastach b. Imperium Rosyjskiego, m.in. w Kownie, niestety z błędami. Najdłuższy, o ile dobrze go pamiętam, jest na górę Mtacminda w Tbilisi. Natomiast łączący w Kijowie plac Pocztowy na Podole z górną częścią parku na Wołodymyrśkoj Hirce i placem Michajłowskim, zajmuje dopiero drugie miejsce );

Ponadto „Karaimowie” ( Ciekawie o tej grupie etnicznej, chociaż z informacją: „W językach arabskich i w hebrajskim słowo kara oznacza „czytać”. Ale bez dodania, że w tureckich, a karaimski jest jednym z nich, znaczy „czarny” ); „Legenda o powstaniu Mierzei Kurońskiej”; „Czarnogłowi” ( O elitarnym bractwie nieżonatych mieszkańców Tallina w XIV – XIX w. ).

 

Na końcu tego przewodnika znajdują się słowniczki z mini rozmówkami: polsko – litewski, polsko – łotewski i polsko – estoński. A także bardzo skąpy ( nie uwzględnia np. nawet najważniejszych zabytków i obiektów w opisywanych miastach ) Indeks.

 

Zdjęcia miejsc, o których nie można przeczytać w tym przewodniku, autor.

Kolejno: Wilno – Fragment zespołu Uniwersytetu, Wilno – ul. Zamkowa ( Piles ) i kościół św. Jana, Wilno – Fragment zespołu Uniwersytetu i dzwonnica kościoła św. Jana, Kowno – Rzeźby Elżbiety Paszkowskiej w muzeum M.K.Čiurlionisa, Liszkawa – kościół, Kretynga – klasztor, Kiejdany – stare kamieniczki w rynku,  Lipawa – Aleja Sławy.

 

LITWA, ŁOTWA I ESTONIA. NADBAŁTYCKIM SZLAKIEM. Autorzy: Joanna Felicja Bilska, Michał Lubina, Agnieszka Apasasewicz, Antoni Trzmiel. Wydawnictwo Bezdroża, wyd. I, Kraków 2011, str. 235, cena 26,90 zł.


Stowarzyszenie Dziennikarzy Podróżników GLOBTROTER

Booking.com