BOSZ: POLSKIE ŚLADY NA UKRAINIE

 

 

Kolejną piękną, bogato ilustrowaną książkę poświęconą turystyce, a zarazem historii i kulturze, wydała oficyna BOSZ. Skromnie nazwana przewodnikiem jest de facto monografią, oraz raportem o aktualnym stanie miejscowości, zabytków i innych polskich pamiątek na naszych dawnych kresach wschodnich obecnie należących do Ukrainy.

 

Autorzy nie tylko byli chyba we wszystkich opisywanych miejscach, o czym świadczą 474 opublikowane przez nich własne zdjęcia, ale także sięgnęli do wielu źródłem cytując z nich sporo celnych fragmentów.

 

Łącznie opisali 145 miejscowości oraz setki znajdujących się w nich kościołów, zamków, pałaców, ratuszy, dworów lub ich ruin mających związek z Polską i Polakami, ale także z innymi mieszkańcami tych ziem w przeszłości. Rusinami – Ukraińcami, Żydami, Ormianami, Niemcami, Tatarami, Karaimami, Wołochami itd. Przy czym opisali ja ciekawie, ze znawstwem tematu, niezliczonymi mało znanymi szczegółami, historyjkami i anegdotami.

 

 

Oto parę, na chybił – trafił, wybranych przykładów. Kto np., poza specjalistami, wie lub pamięta, że Beresteczko było jednym z głównych ośrodków arian w I RP? Zaś stoczona pod nim w 1651 roku bitwa byłą największą polową w XVII w. I streszczają jej opis. Lub, że w mało przecież znanej współcześnie Dąbrowicy, w przeszłości stolicy samodzielnego Księstwa Dubrowickiego, tamtejsze kolegium było jednym z najlepszych na ziemiach ruskich Rzeczypospolitej?

 

A wśród jego absolwentów m.in. Cyprian Godebski i Alojzy Feliński. Zaś kościół pijarów p.w. Jana Chrzciciela zbudowany w stylu baroku wileńskiego jest jedną z najcenniejszych świątyń katolickich na Wołyniu. A wszystko to, plus mnóstwo innych informacji, na 6 stronach z 5 zdjęciami. To „puls” oznacza m.in. także dąbrowickiego noblistę (1992) w dziedzinie fizyki Jerzego Chrapaka, później, we Francji, George’a Chrapaka.

 

A także informację o pobycie tam we wrześniu 1939 r., na kilka dni przed samobójczą śmiercią, Witkacego – Stanisława Ignacego Witkiewicza. Zaś w „Do obejrzenia w okolicy” wieś Jeziory w której popełnił on samobójstwo, z wieloma szczegółami, oraz Odcinek Umocniony „Sarny”, o największym i najsilniejszym kompleksie fortyfikacji obronnych na przedwojennej wschodniej granicy Polski.

 

Kto jeszcze wie, że Dubno było za czasów Lubomirskich (XVIII w.) największym miastem na Wołyniu. Z teatrem przy pałacu, którym kierował Wojciech Bogusławski, wizytami króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Ze słynnymi jarmarkami – dubieneckimi kontraktami, cudem eucharystycznym itp. A także informacją, że zmarł w nim Tadeusz Czacki, twórca Liceum Krzemienieckiego.

 

W opisie Kostiuchnówki pod którą stoczona została najkrwawsza bitwa w historii Legionów, informacja o niej, i wyróżniającym się w tamtejszych walkach późniejszym generale i bon vivancie Bolesławie Wieniawie – Długoszowskim (dostał za to krzyż orderu Virtuti Militari). A także o Kopcu Chwały na Polskiej Górze.

 

Przy okazji omawiania dziejów i zabytków Łucka znalazła się informacja o tamtejszym Kongresie Wołyńskim w 1429 roku, z udziałem monarchów Europy, metropolitów różnych wyznań, wielkich mistrzów zakonów: krzyżackiego i inflanckiego, elit różnych krajów itd. A także o „cudownym” obrazie Matki Boskiej z Łucka – obecnie w Lublinie, w kaplicy zgromadzenia Sióstr Służek.

 

W Ołyce o jedynym zachowanym dawnym polskim zamku na Wołyniu. O najmniejszym (niespełna tysiąc mieszkańców) miasteczku Ukrainy – Uhnowie koło Bełza i tamtejszym cennym barokowym kościele p.w. Wniebowzięcia NMP z 1695 r. O Brodach, niegdyś trzecim pod względem świetności w Galicji miastem po Krakowie i Lwowie, z poruszającym opisem ich obecnego stanu.

 

Albo informacją, wśród wielu innych, że Sokal był po Lwowie najlepiej umocnionym miastem na Rusi, a tamtejszy klasztor po 1951 r. przekształcono w więzienie o zaostrzonym rygorze i jest nim nadal. Wydawało mi się co prawda, że najlepiej umocnionym, po Lwowie, był Kamieniec Podolski, ale może autorzy mają rację.

 

Przy okazji przypominając legendę o oślepieniu Bohdana Chmielnickiego przez „cudowny” obraz Matki Boskiej Sokalskiej. To tylko przykłady. Mocną stroną tego przewodnika są liczne i ciekawe monotematyczne wstawki włamane w tekst na seledynowym tle. M.in.: „Na kartach literatury” (Sienkiewicz o Beresteczku w Ogniem i Mieczem), „Akcja antypolska” (zbrodnie UPA na Polakach), „Korecka porcelana”, „Cud eucharystyczny w Dubnie”, „27 Wołyńska Dywizja AK”, „Halszka z Ostroga” (Ostrogska),

 

„Żydzi w Równem” (65% ludności w 1939 r.), „Tajemnice włodzimierskiego zamku” (Włodzimierz Wołyński), „Kraszewski w Żytomierzu”, „Tajemnica obelisku” (w Komarnie), „Mały król Rusi” (Franciszek Salezy Potocki), „Matka Boża Domagaliczowska” ( w katedrze łacińskiej we Lwowie, od 1946 r. w skarbcu wawelskim), „Caryca z Sambora” (Maryna Mniszchówna, „Niewierna Eufrozyna”( ks. Czartoryska i jej romans z lokajem) itp.

 

Jest to więc przebogata w informacje, opisy i cytaty, doskonale napisana i ładnie zilustrowana książka, z którą powinien zapoznać się każdy zainteresowany naszymi dziejami na tamtych ziemiach. Nie jest to jednak przewodnik dla zwykłego turysty. Przede wszystkim brak w nim, poza informacjami jak dotrzeć do poszczególnych, zwłaszcza mało znanych miejscowości, zabytków bądź ich ruin, zamieszczanych w przewodnikach informacji turystycznych.

 

Poza tym ta piękna i starannie wydana książka na grubym doskonałym papierze i w twardych okładkach waży ponad kilogram, nie bardzo nadaje się więc do zabrania w podróż przez turystę nie zmotoryzowanego. Po tej beczce w pełni zasłużonego miodu, pora jednak i na parę łyżeczek dziegciu.

 

Po pierwsze, mam zastrzeżenia do obszarów i miejscowości uwzględnionych w tym przewodniku. W tytule nie ogranicza się on tylko do dawnych Kresów lecz obejmuje całą Ukrainę. W rzeczywistości opisuje nawet nie całe Kresy na jej współczesnym terenie. Opuszczone zostały, nie wiadomo dlaczego, m.in. Płoskirów (obecnie Chmielnicki), Podhajce, Rarańcza, Skałat i Wiśniowiec.

 

Skoro uwzględniono Czerniowce, które nigdy, chyba nie tylko mnie, nie kojarzyły się z Kresami, bo do I RP należały tylko 12 lat, do dlaczego opuszczono całą Kijowszczyznę? Z takimi miastami i miejscami pełnymi polskich śladów jak, poza Kijowem, Biała Cerkiew i znajdujący się w niej ogród Branickich Aleksandria, bardziej wyrafinowany niż uwzględniona w przewodniku słynna Zofiówka w Humaniu. Czerkasy (w granicach RP w latach 1569-1772, a więc znacznie dłużej niż Czerniowce). Ponadto Czernihów (analogicznie), Kaniów (1569-1793) itp.?

 

Po drugie, nie uważam za słuszne różne potraktowanie poszczególnych miejscowości, zwłaszcza większych. Autorzy przyjęli, logiczny i przejrzysty podział miejscowości z polskimi śladami na Ukrainie według krain geograficznych poprzedzonych ich mapkami: Wołyń; Ziemia Lwowska; Karpaty, Pokucie, Bukowina; Podole. A w nich omawianie miejscowości w porządku alfabetycznym ich nazw. Przy wielu z dodanymi na końcu „Do obejrzenia w okolicy”.

 

Ale nierzadko opisy uwzględnionych nich miejscowości są niewiele krótsze, niż potraktowanych jako główne. A niekiedy są to miejscowości ważniejsze, z większą liczbą polskich śladów i zabytków, niż w opisie tych, do których stanowią one dodatek. Jako przykład podam Jazłowiec.

 

W którym poza klasztorem niepokalanek z czterema zakonnicami w części dawnego pałacu S.A. Poniatowskiego, pozostały tylko smętne resztki ruin zamku Koniecpolskich i kościoła dominikanów. Natomiast w potraktowanym jako cel tylko ewentualnego dodatkowego zwiedzania Czortkowie jest o wiele więcej zachowanych zabytków i miejsc.

 

Po trzecie. Niektóre informacje zawarte w tej książce uważam za mało precyzyjne, niekiedy wręcz błędne, wymagające poprawienia lub uzupełnienia. Katarzyna II nie była cesarzową, czyli żoną cesarza, lecz przede wszystkim samodzielną, wszechwładną carycą. Książe halicki Daniel był później, jako Danyło I, pierwszym i jedynym królem Rusi, a koronę otrzymał od papieża.

 

Pomimo kilkakrotnego wspominania o nim nie ma na ten temat nawet wzmianki. W opisie zwycięskiej bitwy Sobieskiego pod Komarnem, 9.10.1672, po informacji, że większość Tatarów wycięto w pień, znajduje się opis, jak to ich resztka z hetmanem Nuradyn-Sołtanem ratowała się ucieczką. W wojskach tatarskich nigdy nie było hetmanów. Dowódca mógł być wezyrem, bejem, nawet chanem itp. ale zastosowanie w tym przypadku polskiej (i ukraińskiej) jego nazwy jest błędne.

 

Nieścisła jest informacja o miejscowości Okopy (w czasach polskich Okopy Świętej Trójcy) u ujścia Zbrucza do Dniestru, że …”mury bramy Lwowskiej i Kamienieckiej zostały zburzone w czasie II wojny światowej…”. Sugerująca, że przestały one istnieć. Tymczasem stoją one nadal, co zresztą potwierdza zamieszczona obok fotografia bramy Lwowskiej.

 

Nigdy nie istniał twór pod nazwą Ukraińska Republika Rad. Powinno być Ukraińska Socjalistyczna Republika Radziecka, ew. w skrócie Ukraińska SRR. W Złoczowie nie ma chińskiego „pałacu”, jest tylko pawilon. A skoro o tym zamku mowa, szkoda, że autorzy nie wspomnieli o leżącym tam pod skarpą otaczającą teren wewnętrzny wielkim kamieniu w kształcie serca z tajemniczym napisem, którego skrótów nie udało się dotychczas odczytać. A wiązanym z XV wiekiem i templariuszami.

 

O Iwanie Franko można przeczytać, że był on absolwentem Uniwersytetu Lwowskiego „przed wojną”, ale bez uściślenia, że I światową. W informacji o znalezieniu w 1848 r. w majątku Liczkowce w wodach Zbrucza starosłowiańskiego kamiennego posągu Światowida warto by dodać, że jego kopia stoi w jednym najbardziej reprezentacyjnych miejsc Kijowa, na skwerze między soborem Sofijskim i monastyrem Michajłowskim.

 

I ostatnia uwagą. Autorzy zbyt ulgowo potraktowali, moim zdaniem, Stanisława Szczęsnego Potockiego i jego trzecią żonę Zofię Galvani – Wittową, później Potocką. Dwie chyba najbardziej odrażające postacie polskiej arystokracji. On jako przywódca Targowicy tylko przez zbieg okoliczności i spryt uniknął stryczka, na który został skazany.

 

Ona zaś trafiła do Polski nie „dzięki swojej przebojowości i determinacji”, lecz, jako „dziewczyna niezbyt surowych obyczajów” i córka stambulskiej ladacznicy przywieziona  stamtąd przez aktualnego kochanka. Nawiasem mówiąc, gdy poznał ją S.S. Potocki miała już 31 lat, męża oraz za sobą wiele romansów i kilkanaścioro urodzonych dzieci.

 

I po czwarte. Z przykrością o tym piszę, ale w tak dobrej książce wydanej przez znakomite wydawnictwo natrafiłem na błędy, z których daleko nie wszystkie można zwalić na korektę. Przykładowo: „popijarowska” (zamiast popijarska) świątynia (str.33), „z dwoma (zamiast dwiema – tego rodzaju błąd językowy powtarza się kilkakrotnie) szerokimi bramami” (str. 39 i 78); „w kierunku Kowna” (zamiast Kowla, str. 41); Kazimierz Puławski ( zamiast Pułaski); podwójne powtórzenie słów na str. m.in. 70 i 128.

 

O zwykłych literówkach nie wspominając. Te potknięcia nie zmieniają oczywiście wysokiej oceny tej książki. Przeczytałem ją z wielkim zainteresowaniem, znacznie wzbogacając swoją wiedzę na temat polskich śladów na Ukrainie, których też szukam przy każdej okazji pobytu tam. Chociaż lektura - to nie wina autorów, w sumie okazała się dosyć przygnębiająca.

 

Przypomnieli oni co prawda okresy świetności ( i upadków) poszczególnych miast, miejscowości, zabytków i budowli, ale opisali przede wszystkim ich stan obecny. A więc popadanie w coraz większą ruinę, zapomnienie, bez, poza nielicznymi, szans na odbudowę i nowe życie. Ten ponury efekt wzmacniają dobre, ale jakże często dramatyczne w swojej wymowie zdjęcia.

 

Z wynikającym z tego, chociaż nie wyrażonym dosłownie, wnioskiem. Mało już kogo obchodzi większość tych miejsc. Są one, poza dobiegającymi kresu życia ich dawnymi mieszkańcami i może niektórymi ich dziećmi oraz wnukami i gronem pasjonatów naszymi dziejami, dla innych rodaków dosyć obojętne. Stanowią taką samą przeszłość jak cudze groby na starych, opuszczonych i zaniedbanych cmentarzach. A przecież był to ogromny i ważny kawał naszej historii.

 

POLSKIE ŚLADY NA UKRAINIE. PRZEWODNIK. Autorzy: Magda i Mirek Osip-Pokrywka. Wydawnictwo BOSZ, wyd. I, Olszanica 2013, str. 307.


Stowarzyszenie Dziennikarzy Podróżników GLOBTROTER

Booking.com