BURDA NATIONAL GEOGRAPHIC: SŁOWACKIE GÓRY DLA NIECIERPLIWYCH

Z dużym zainteresowaniem, ale i niepokojem zabierałem się do lektury tego przewodnika. Trochę zmroziła mnie bowiem okładkowa informacja na czerwonym tle: „Najpiękniejsze górskie szczyty na jeden dzień”. Także w Wysokich Tatrach? I to, jak zapewnia autor, nawet bez konieczności przebywania na Słowacji, ale nawet tylko dojazdu do poszczególnych tras z przygranicznych miejscowości polskich? Rozumiem, że współczesny świat pędzi, sam zresztą w tym uczestniczę. Że wielu ludzi nie ma czasu albo i ochoty poznawania gór – i nie tylko – chociaż trochę dogłębniej. Ale żeby aż do tego stopnia? Przypomniało mi się, jak sam poznawałem słowackie Tatry. Najpierw było kilka lat łażenia po polskich. Szczyty, przełęcze i doliny u południowych sąsiadów były bowiem wówczas absolutnie niedostępne. Nawet przejście z Tatr Zachodnich w Wysokie granicznym szlakiem przez Czerwone Wierchy wymagało każdorazowo zgody placówki Wojsk Ochrony Pogranicza. Dopiero na progu lata 1956 roku (tak, to już niemal 60 lat temu!) i zaczynającej się w Polsce politycznej „odwilży” po latach stalinowskiego terroru, stworzono w Tatrach tak zwany „pas konwencji”. Obejmujący po słowackiej stronie tereny górskie tylko do podtatrzańskiej szosy i linii „elektryczki”.

 

Wyjazd do pobliskiego Popradu, nie mówiąc o innych, dalej położonych miejscowościach, był wykluczony, groził odebraniem możliwości kolejnych przyjazdów. Z prawa do wyjazdu na południową stronę Tatr i poruszania się po nich mogli korzystać wyłącznie ci Polacy, którzy otrzymali specjalny dokument – Kartę Turystyczną – wielostronicową legitymację w płóciennej oprawie, z fotografią, przedłużaną co roku przez przewodniczącego wojewódzkiego (lub miejskiego) Komitetu Turystyki. Karta upoważniała do otrzymywania w komendzie miejskiej MO w Zakopanem (kolejki ustawiały się już o świcie) dwukrotnie w ciągu roku tygodniowych przepustek na Słowację.

 

A także prawo wymiany każdorazowo polskich złotych na 150 koron czechosłowackich. Kwotę starczającą na przejazdy, noclegi na kempingach lub w schroniskach oraz drobne przekąski. Jedzenie zabierało się z kraju. Uprawnienie to wykorzystywaliśmy w czasie jednego pobytu w górach. Ale z koniecznością wracania po tygodniu do Zakopca, aby otrzymać kolejną przepustkę i wymienić pieniądze. W ciągu paru lat pozwoliło mi to jednak wejść chyba na wszystkie liczące się słowackie szczyty nie wymagające stosowania technik taternickich, pokonać liczne przełęcze i granie, zejść do wielu dolin i dolinek oraz dotrzeć nad tatrzańskie jeziora i stawy.

 

Od Garłucha (Gerlachu) – śladem ustawionych jeszcze przed wojną kopczyków, inaczej oznakowanego szlaku nie było, i Łomnicy – oczywiście na własnych nogach, a nie kolejką linową, po Krywań. To, oczywiście, tylko wspomnienie, historyczna ciekawostka. Granica polsko – słowacka (i nie tylko) pozostała dziś na mapach. I tylko szczyty oraz doliny i szlaki turystyczne są nadal piękne przyciągając, nierzadko nawet zbyt wielu (Giewont. Morskie Oko) turystów. W tym również jednodniowych, a także całych rodzin z dziećmi. Co właśnie im proponuje autor wydanego ostatnio przewodnika?

 

Wycieczki, przeważnie kilkugodzinne, w postaci pętli, z tym samym miejscem rozpoczęcia i zakończenia, aby blisko było do zaparkowanego samochodu, ewentualnie przystanku publicznego środka transportu. Po siedmiu pasmach słowackich gór: Tatrach Wysokich i Bielskich, Zachodnich, Niżnych, Słowackim Raju oraz Małej i Wielkiej Fatrze. W każdym z nich po od 3 do 9 konkretnych tras, łącznie 35.

 

„Są to – zapewnia autor – najbardziej reprezentacyjne dla każdego z tych łańcuchów trasy, które może pokonać każdy górski turysta. Wiele z nich nadaje się na wspaniałe rodzinne wycieczki z młodszymi lub starszymi dziećmi.” Wyklucza to więc – dodam – naprawdę wysokie, a przynajmniej trudniej osiągalne szczyty i przełęcze. Chociaż wśród propozycji znajdują się zarówno Rysy, wejście na które od słowackiej strony wymaga tylko nieco dłuższego spaceru, chociaż z przewyższeniem 1050 m, chyba maksymalnym wśród wszystkich omówionych tras. Jak i na tak ważny dla Słowaków Krywań.

 

Z którego, chociaż oczywiście nie tylko z niego, roztaczają się przepiękne widoki. W tym drugim przypadku autor zachęca jednak do wycieczki nań przede wszystkim turystów zmotoryzowanych. Do punktu rozpoczęcia i zakończenia tej wycieczki, uzasadnia to, trudno bowiem dojechać komunikacją publiczną. Zaś dojście pieszo wymagałoby dodatkowo oprócz określonych w przewodniku 9 h, także po 2–1,5 h marszu w każdą stronę, w zależności czy ze Szczyrbskiego Jeziora, czy też z Podbańskiej.

 

We Wstępie do przewodnika czytelnik może zapoznać się ogólnie ze słowackimi górami oraz ich atrakcjami: kąpieliskami termalnymi, stacjami narciarskimi oraz, oczywiście siedmioma górskimi łańcuchami. Z łącznym potraktowaniem Tatr Wysokich i Bielskich, bo w praktyce wycieczkowej rzeczywiście trudno je podzielić. Również prezentacja każdego z tych łańcuchów górskich oraz proponowanych w nich trasach wycieczek poprzedzona jest dosyć obszernymi i ciekawie napisanymi wstępami zawierającymi mnóstwo przydatnych informacji. A także zachętami: całostronicowymi „Warto odwiedzić”, z informacjami o miejscowościach, zabytkach i ciekawych miejscach nie tylko na samych trasach, ale i w ich regionie.

 

W przypadku Tatr Wysokich i Bielskich są to: Poprad, Spiska Sobota, Kieżmark, Vrbov i Ganovce. W Tatrach Niżnych: Rużomberk, Brezno, Liptowski Hradek, Beszenowa, Ważec i Święty Krzyż. Podobnie w innych łańcuchach, chociaż nie wszystkich. W każdym z tych łańcuchów górskich można wybrać kilka proponowanych wycieczek. Z ich opisem i informacjami o dojeździe, przebiegu i oznaczeniach trasy, miejscu rozpoczęcia i zakończenia, przewidywanym czasie marszu. Oraz zwięzłymi opisami tego, co spotka się po drodze, lub na co warto zwrócić uwagę. O szczytach, przełęczach, dolinach, schroniskach, kapliczkach i innych obiektach.

 

W przypadku Tatr Wysokich i Bielskich autor podkreśla dostępność w nich linii kolejowych, normalno i wąskotorowych oraz kolejek zębatych. Ułatwiających turyście poruszanie się bez straty czasu na podejścia. I zapewniających możliwość nocowania w miejscowościach leżących nawet w odległości paru kilometrów od znanych kurortów. Mocną stroną tego przewodnika są liczne kolorowe zdjęcia jego autora włamane w tekst. Zaś dobry papier na którym zostały one wydrukowane, podobnie jak teksty, podnoszą ich walory.

 

Zdjęć jest dużo, chyba ponad 300, gdyż na wielu stronach zamieszczono ich po dwa, a strony bez ilustracji są nieliczne. Przewodnik ma jednak również wady. Brak w nim przede wszystkim jakichkolwiek mapek i planów. Mnie, a sądzę, że nie jestem w tym odosobniony, brakuje również na końcu indeksu przynajmniej nazw, ułatwiającego odszukanie tego, co jest w danym momencie potrzebne. W przewodnikach turystycznych należy to już do standardu. Wyłącznie spis treści, to trochę za mało.

 

Przewodnik Słowacja. Góry dla niecierpliwych – czytam na tylniej okładce – to doskonała ściągawka dla wszystkich zapracowanych. Nie trzeba wymyślać i planować wycieczek, ponieważ są one dokładnie opisane. Wystarczy zapiąć pasy lub kupić bilet i wyruszyć na podbój pięknych słowackich gór”. Obietnicę tę autor i jego przewodnik spełniają z nawiązką. Sądzę więc, że znajdzie on wielu chętnych nabywców. Zwłaszcza, że korzystając z niego można przecież odbywać również wycieczki wielodniowe.

 

SŁOWACJA. GÓRY DLA NIECIERPLIWYCH. TATRY, NIŻNE TATRY, SŁOWACKI RAJ, MAŁA FATRA, WIELKA FATRA. Autor tekstu i zdjęć: Dariusz Jędrzejewski. Wydawnictwo Burda NG, wyd. I, Warszawa 2015, str. 199, cena 41,90 zł. ISBN 978-83-7596-498-1


Stowarzyszenie Dziennikarzy Podróżników GLOBTROTER

Booking.com