MOŁDAWIA: W ZBUNTOWANYM NADDNIESTRZU. CZĘŚĆ II – DWIE DEKADY PÓŹNIEJ

Po wysłuchaniu w Kiszyniowie rad ludzi znających miejscowe realia, decydujemy się nie jechać do Naddniestrza autokarem, którym przyjechaliśmy z Warszawy. Pozostawiamy w nim bagaże, korzystamy z usług mołdawskiego biura podróży, które za 12 € od osoby organizuje jednodniowe wycieczki do zbuntowanej prowincji.
 
Nocleg w niej nie wchodzi w grę. Wymaga bowiem uzyskania zgody naddniestrzańskiej milicji, bez której hotel nie ma prawa zameldować obcych. Pod pojęciem tym rozumie się także obywateli Mołdawii. Nie mamy zresztą zbyt wiele czasu, a ponadto zarówno w Benderach jak i w Tyraspolu niewiele jest ciekawego do zobaczenia. W innych miejscowościach Naddniestrza podobnie.
 
O czym zresztą przekonałem się już ponad 20 lat temu podczas pierwszych w nich pobytów. Z Kiszyniowa do „granicy” zbuntowanej prowincji jest kilkadziesiąt kilometrów. Po drodze mołdawska przewodniczka, która jeździ tam często, chociaż, jak twierdzi, niemal za każdym razem natyka się na nowe przepisy, opowiada nam o tamtejszych ciekawych miejscach. Przede wszystkim jednak ostrzega.
 
"Aparaty fotograficzne i filmowe podczas odprawy granicznej nie powinny być na wierzchu. Fotografowanie czy filmowanie obiektów granicznych i jej funkcjonariuszy, a także w całym Naddniestrzu żołnierzy i milicjantów bez ich wyraźnie wyrażonej zgody, jest zabronione. Podobnie sprzętu wojskowego. Nie przyznawać się, że ktoś jest dziennikarzem, bo nie są oni tu mile widziani. Przewozić wolno tylko do litra alkoholu oraz „europejskie” normy papierosów".
 
Tego pilnują zwłaszcza mołdawscy celnicy, gdyż różnica cen jest bardzo znaczna, a produkowane w Tyraspolu koniaki są znakomite. Przewodniczka powiedziała nam również, że już około 40% mieszkańców Naddniestrza przyjęło obywatelstwo i paszporty Federacji Rosyjskiej. Co, dodam, umożliwia im legalną pracę w Moskwie i innych miastach Rosji. A poza tym… zobaczymy jak dzisiaj będzie.
 
Podjeżdżamy po jakieś budy stojące koło szlabanów i zapór przy drodze przed niespełna 100 – tysięcznymi, przemysłowymi Benderami. Przewodniczka wyjmuje listę pasażerów. Celnicy oglądają puste bagażniki. Straż graniczna zbiera nasze paszporty. Żadne wizy ani przepustki nie są potrzebne, a pogranicznicy nie mają prawa stemplować paszportów.
 
Ale chyba ręcznie coś z nich spisują, bo trwa to niemal godzinę. Nareszcie otrzymujemy je z powrotem, możemy jechać. Podczas poprzednich pobytów w Benderach w wolnej chwili zachodziłem na główny plac miasta. Oglądając po jednej jego stronie teatr, po drugiej budynek administracji i jeszcze jakieś mało ciekawe gmachy.
 
Tym razem jedziemy do nowej atrakcji: cmentarza poległych w walkach w 1992 roku, a także… w ubiegłych wiekach. Na dosyć rozległym terenie znajduje się Memoriał Wojskowo – Historyczny. Wchodzi się do niego przez klasycystyczną kolumnadę, na której jego nazwę umieszczono pod dwugłowym rosyjskim orłem na „gieoriewskiej lencie” – czarno–pomarańczowej wstędze krzyża św. Jerzego nadawanego w armii carskiej i współczesnej rosyjskiej.
 
Przed kolumnadą na masywnym marmurowym postumencie wznosi się duży, odlany w brązie, pomnik stojącego „Feldmarszałka, Najjaśniejszego Księcia Grigorija Aleksandrowicza Potiomkina – Taurydzkiego” z tablicą informacyjną w przedrewolucyjnej pisowni rosyjskiej. Niemal pośrodku tego memoriał stoi smukła, ładna kaplica prawosławna.
 
Nieco z boku pomnik „Obrońców Naddniestrzańskiej Republiki Mołdawskiej, ludności cywilnej, zmarłych od ran i zaginionych bez wieści w mieście Bendery podczas Agresji Nacjonalistów Mołdawskich”. Z informacją, że wiosną i latem 1922 roku zginęło 489 ludzi. W tym 357 obrońców, 132 cywilów – m.in. 31 kobiet i 5 dzieci. Zaginęło bez wieści 87, z ran zmarło 40.
 
W innych miejscach tego materiału znajdują się szczątki przeniesionych tu wojskowych ofiar wojen w XIX w. W tym także związanych z Polską, o czym informują napisy na granitowych tablicach. M.in. „Podolski pułk piechoty. Wojna Rosyjsko – Polska 1831 ( tak nazwano nasze Powstanie Listopadowe ). Straty pułku: 30 oficerów, 1134 niższych szarż”; „Podolski pułk jegrów. Wojna Rosyjsko – Turecka i Obrona Sewastopola 1855. Straty pułku: 16 oficerów, 2878 niższych szarż”.
 
Są również indywidualne tablice, sadząc z wyglądu stojące na grobach, poświęcone komendantom lub zasłużonym generałom, także z polskimi rodowodami. M.in. „Gen. mjr Zbijewski Timofiej Iwanowicz, Komendant Twierdzy Bendery”. Z kilkunastoma datami z życiorysu oraz dodatkowymi informacjami: Ur. w 1767 r. z polskiej szlachty, zm. 18.II.1827.
 
„Gen. ltn. Olszewski Marcelli Matwijewicz, Komendant Twierdzy Bendery. Ur. 26.4.1796 r., ze szlachty guberni kamieniecko – podolskiej, zm. 4.12.1866” oraz z kilkoma datami z życiorysu. I jeszcze jeden: „gen. mjr Sojecki Bonawentur Stanisławowicz. Presez Benderskiej Komisji Wojskowo – Sądowej. Ur. 25.7.1796 r. ze szlachty guberni warszawskiej, zm. 1862 r.”.
 
Także z kilkoma ważnymi datami z życiorysu oraz listą odznaczeń, jakie otrzymał. M.in. polskie 1832 oraz rosyjskie ordery: św. Stanisława, św. Jerzego, św. Anny i św. Włodzimierza. Obok Memoriału na rondzie stoi, również nowy, Łuk Tryumfalny poświęcony rosyjskim zwycięstwom. A vis a vis znajduje się Centrum handlowe „Słoneczny” firmy Sheriff, obok którego wznoszą się ogromne silosy.
 
Ten supermarket, bo oczywiście trudno było nie zajrzeć do niego, jest dobrze zaopatrzony zarówno w artykuły spożywcze jak i przemysłowe. Nie było zbyt wiele czasu na oglądanie, ale ceny wydały mi się dosyć wysokie nie tylko biorąc pod uwagę tutejsze zarobki. Zwłaszcza artykułów z importu i to mimo zawyżonego kursu naddniestrzańskiego rubla.
 
Rzeczywiście tani – i dobry – jest alkohol, szczególnie miejscowe koniaki, ze znanej ich wytworni „Kwint” w Tyraspolu. Wymieniłem 10 €, wystarczyło na 2 butelki 10-letniego oraz jedną tańszego, znanego także u nas z importu „Białego bociana” ( „Biełyj aist” ).
 
Jedynym, jeżeli pominąć niezbyt ciekawy Sobór Preobrażeński z 1834 r., zabytkiem Bender jest turecka twierdza zbudowana na prawym brzegu Dniestru według planów architekta Sinana ibn Abdula Minana i przebudowana oraz umocniona na przełomie XVII i XVIII w. Na lewym brzegu rzeki było już bowiem Imperium Rosyjskie.
 
Niestety twierdza ta, trochę zaniedbana, nadal jest obiektem wojskowym niedostępnym dla turystów. Oglądać ją można tylko z zewnątrz, najlepiej widoczna jest z mostu. Sfotografowanie jej nie jest jednak proste. Most, a właściwie dwa stojące obok siebie: drogowy i kolejowy, strzeżone są przez posterunki, transportery opancerzone i bunkry z karabinami maszynowymi, których fotografować nie wolno.
 
Zatrzymywać się na moście również. Ale jakoś zdjęcia zrobiłem. Z kilkuwiekowej przeszłości Bender niewiele więc zostało ciekawego dla turystów. W XII wieku w miejscu tym powstała twierdza genueńska Tigina. Pierwsze pisane wzmianki o mieście nazywanym wówczas Tiagianakaca pochodzą z początku XVI w.
 
W 1538 roku zostało ono zdobyte przez Turków, którzy zmienili nazwę miasta na współczesną – Bendery, co oznaczało port. Wybudowali też na brzegu Dniestru wspomnianą już potężną twierdzę. Rozłożona obok niej prowincjonalna mieścina była niszczona podczas wojen rosyjsko – tureckich w końcu XVIII w, a także na początku XIX w oraz w latach II wojny światowej.
 
Po niej miasto rozwinęło się w ważny w Mołdawii ośrodek przemysłu spożywczego, lekkiego, maszynowego, drzewnego i materiałów budowlanych. W 1990 roku liczyło 132 tys. mieszkańców, a obecnie poniżej 100 tys. Jest to także jeden z rezultatów secesji Naddniestrza, a zarazem fragment większej całości.
 
Z niewiele ponad 4–milionowej Mołdawii około miliona ludzi z braku pracy na miejscu wyjechało „na saksy”. Dodam jeszcze, że po odzyskaniu przez kraj niepodległości, przywrócono miastu starą nazwę Tighina, ale w praktyce nadal używana jest Bendery. Kilka kilometrów od mostów na Dniestrze znajdują się już przedmieścia 160-tysięcznego Tyraspola.
 
Jadąc do niego najpierw mija się nowoczesny stadion, a właściwie cały kompleks obiektów sportowych Sheriff Tiraspol. Po chwili zaczynają się domki i bloki mieszkalne. Wjeżdżamy na główną i chyba jedyną wartą uwagi ulicę miasta – 25 Października. Stoi przy niej, znany mi z poprzednich pobytów kilkupiętrowy, duży gmach siedziby prezydenta Naddniestrza – były „Obkom” partii komunistycznej.
 
A przed nim wysoki, wykuty w czerwonym marmurze, pomnik Lenia. Vis a vis niego, po drugiej stronie ulicy znajduje się tutejszy Memoriał upamiętniający ofiary starć zbrojnych w 1992 roku, a także – osobno – wojny sowiecko – afgańskiej. Podobnie jak w Benderach z prawosławną, strzelistą kaplicą i dodatkowo kilkoma rzeźbami.
 
Sąsiaduje z nim sowiecki „Czołg oswobodziciel” na wysokiej podstawie i skwer z brązowymi popiersiami m.in. carycy Katarzyny II, generała Fraza de Volana i innych osobistości. Nieco dalej po drugiej stronie ulicy wznosi się, wspomniany przeze mnie na wstępie, pomnik założyciela Tyraspola w 1792 roku, feldmarszałka i generalissimusa Aleksandra Suworowa.
 
Dla nas zbrodniarza wojennego, odpowiedzianego za Rzeź ( warszawskiej ) Pragi w 1794 r. Nazwa miasta pochodzi od starej greckiej Dniestru – Tiras i oznacza w tym języku Miasto nad Dniestrem. Wcześniej w miejscu tym była mołdawska wioska Sucleia spalona w latach 80-tych XVIII w. przez Turków.
 
Na lewym, tyraspolskim brzegu rzeki rozpoczęto wówczas budowę fortecy, która miała stanowić przeciwwagę dla tureckiej twierdzy na prawym brzegu w Benderach. Po włączeniu w 1812 roku Besarabii do Rosji, zarówno ona jak i miasto straciło na znaczeniu. Twierdzę zamieniono na więzienie, miasto zmienne losy przechodziło w latach 1918 – 20.
 
Od 1929 do 140 r. było stolicą niewielkiej, autonomicznej Mołdawskiej SRR. Znacznie zniszczone zostało w latach II wojny światowej, stąd większość gmachów zbudowano w stylu socrealizmu i to w dosyć topornym, prowincjonalnym wariancie. Kolejno można wymieniać stojące przy tej głównej ulicy: Miejski Pałac Kultury, Dom Sowietów – gmach „parlamentu” z ustawionym przed nim wielkim popiersiem Lenina, zbudowany na tyłach innych budynków nowy Pałac Republiki.
 
A na końcu tej ulicy Teatr Dramatyczny, Uniwersytet Tyraspolski oraz… tablice poświęcone honorowym obywatelom miasta. Czy parę niebrzydkich domów mieszkalnych, Nie są to jednak obiekty warte szczególnej uwagi. Podobnie jak tyraspolskie muzea: Miasta, Akademika Zielińskiego, Historyczno – Wojskowe.
 
Moją uwagę zwróciły natomiast konsulaty wyrwanych z Gruzji przez Rosję i uznawanych poza nią tylko przez kilka krajów „samodzielnych republik” Abchazji i Południowej Osetii. Z powiewającymi nad bramą jednopiętrowego budyneczku ich flagami.
 
Trochę zaskoczył mnie też, umieszczony na jednym zaś z budynków vis a vis Domu Sowietów duży baner z podobizną premiera Putina oraz fragmentami tekstu Porozumienia o współpracy między jego Wszechrosyjską Partią „Jedna Rosja: ( Jedinaja Rossija ) i naddniestrzańska Republikańska Partią „Odnowa” ( „Obnowlenije” ) w której zobowiązują się one m.in. do „… równoprawnej, partnerskiej współpracy między Federacją Rosyjską i Naddniestrzańską Republiką Mołdawską”.
 
To fakt, mimo iż kojarzy się raczej z „równoprawną współpracą” słonia z pchłą, o niebagatelnym znaczeniu. Bo przecież Naddniestrze, nie uznawane formalnie przez Federację Rosyjską za odrębne państwo, stanowi część Republiki Mołdowa. Należącej do Wspólnoty Niepodległych Państw…
 
Zajrzałem też do paru sklepów oraz zupełnie przyzwoitej kawiarni na poziomie europejskiej prowincji. Pooglądałem ludzi na ulicach. Widziałem – przynajmniej w centrum – że wszędzie jest czysto i panuje porządek. Nie zauważyłem rzucającej się w oczy biedy, czy żebraków. Mimo, iż ludzie zarabiają mało, bezrobocie jest duże, a ceny poza paroma wyjątkami, raczej wysokie. I to już wszystko.
 
Pozostała droga powrotna za Dniestr, z kolejnym ponad półgodzinnym trzymaniem naszych paszportów, ale tylko raczej formalną graniczno – celną kontrolą autokaru. Zaglądający do jego wnętrza funkcjonariusze tylko sprawdzili, czy zgadza się liczba pasażerów oraz ich twarze z fotografiami w paszportach. Problem separatyzmu naddniestrzańskiego nadal czeka na rozwiązanie.
 
Siłowe nie wchodzi w grę, o czym wiedzą obie strony konfliktu. Podobno nowi, niedawno wybrani prezydenci: Mołdawii i Naddniestrza, próbują zacząć rozwiązywać go metodą małych kroków, zaczynając od kwestii transportu i tranzytu na lewym brzegu rzeki. Oby udało się im załatwić jak najwięcej.
 
Nie trzeba jednak być politykiem aby zdawać sobie sprawę, że dopóki Rosja będzie mieć tak wiele do powiedzenia w tym regionie Europy, to od niej uzależnione są poważniejsze zmiany status quo. Bo na całkowity powrót do stanu status quo ante – sprzed secesji, na zasadzie przywrócenia Naddniestrza jako jednego z mołdawskich regionów o jednakowych prawach z innymi, chyba nie ma szybko szansy.
 
Zdjęcia autora