MOŁDAWIA: KISZYNIÓW – STOLICA Z WOLI EGZARCHY

Pierwsze wrażenie jest fatalne. Do mołdawskiej stolicy docieramy późnym wieczorem. Formalności w hotelu i kolacja powodują, że na wstępne poznawanie miasta wybieramy się dopiero około godziny 22-giej. Ale hotel „Kosmos” w którym nocujemy, stoi niemal tuż przy głównej ulicy Kiszyniowa, bulwarze Stefan Cel Mare – hospodara Stefana III Wielkiego. A ja byłem tu już dwukrotnie i to trochę dłużej. Chociaż dawno – w okresie rozpadu Związku Sowieckiego i powstawania niepodległej Republiki Mołdawii, a więc ponad 20 lat temu. Tym prędzej więc chcę zobaczyć co zmieniło się w miejscach, które wówczas przemierzałem codziennie.
 
 
Centrum jest jednak zupełnie wyludnione. Jak o tej porze miasteczka na zapyziałej prowincji, a nie kilkusettysięcznej stolicy europejskiego kraju. Podczas z górą godzinnego spaceru spotkałem zaledwie kilku przechodniów. Minęło mnie kilkanaście samochodów osobowych i autobusów komunikacji miejskiej.
 
A z lokali przy tej, przypomnę, głównej i reprezentacyjnej ulicy porównywanej przez Mołdawian z paryską Champs-Élysées, czynny był na odcinku który przeszedłem, tylko jeden, bez klientów zresztą, salon z automatami do gry znajdujący się w piwnicy.
 
WIECZORNY FALSTART
 
W pewnym momencie załamałem się, zrezygnowałem z dalszego spaceru tą szeroką, zaplanowaną chyba dla wielkiej metropolii aleją. Podziemne przejścia pod jej skrzyżowaniami z również dosyć szerokimi arteriami zamknięte były bowiem kratami. I to ze wszystkich stron. Przedostanie się na drugą stronę ulic poprzecznych aby móc dalej iść bulwarem Stefana Wielkiego, wymagało obchodzenia kilkudziesięciometrowych barierek oddzielających na skrzyżowaniach chodniki od jezdni.
 
A następnie przekraczanie jej w niedozwolonych miejscach ryzykując potrącenie przez pojazdy. Następnego dnia miasto i ruch w nim wyglądało już inaczej, ale fatalne wrażenie pozostało. Ten sam bulwar wyładniał, także w porównaniu ze stanem, w jakim widziałem go podczas poprzednich tu pobytów. Wiele gmachów użyteczności publicznej i budynków mieszkalnych odnowiono.
 
Najbardziej zmieniły się ich partery. Znajdujące się na nich sklepy, restauracje, kluby itp. przypominają zarówno z zewnątrz witrynami oraz reklamami, jak i wewnątrz obfitością towarów, już niemal miasta europejskie. Prawie 4 kilometrowej długości bulwar Stefan Cel Mare jest jednak w Kiszyniowie arterią wyjątkową.
 
Gdybym chciał być złośliwy, to napisałbym, że przy nim znajdują się wszystkie warte zobaczenia oraz ważne z innych względów budowle mołdawskiej stolicy. Poza tymi paroma, które się nie zmieściły, ale stoją w pobliżu, w granicach 200 – 500 metrów. I wcale nie ma w tym przesady.
 
Przy nim stoi przecież nowa, skrojona na miarę imperium, siedziba Prezydenta Republiki. Dodam, że kilkadziesiąt metrów za nią znajduje się kościół katolicki. Bo chociaż Mołdawia jest przede wszystkim prawosławna, to Kiszyniów jest także siedzibą biskupa katolickiej diecezji.
 
MONUMENTALNE BUDOWLE
 
Niemal vis a vis siedziby prezydenta, po drugiej stronie bulwaru i trochę od niego odsuniętą wznosi się ogromny budynek, z lat 70-tych XX wieku, mołdawskiego Parlamentu. Przy pobliskim Piaţa Marii Adunằri Naţionale – placu Wielkiego Spotkania Narodowego będącego rozszerzeniem bulwaru, stoi tylko niewiele mniejsza siedziba rządu. Plac ten jest zresztą „pępkiem” Kiszyniowa.
 
Po jego drugiej, północno – wschodniej stronie, wzniesiony w 1846 roku według projektu architekta I. Zauszkiewicza Łuk Zwycięstwa upamiętnia zwycięstwo w 1812 roku armii rosyjskiej nad turecką. W rezultacie którego Besarabię z Kiszyniowem przyłączono do Imperium Rosyjskiego jako nową gubernię.
 
Tuż obok Łuku, kilkadziesiąt metrów w głębi Parku Katedralnego, stoi główna prawosławna świątynia miasta – Catedrala Naşterea Domnului – klasycystyczny Sobór Narodzenia Pańskiego, wzniesiona w latach 1831 – 1835. Oglądałem go w przeszłości wielokrotnie, ale po raz pierwszy widzę przy nim wieżę dzwonnicy. Bardzo raziła ona komunistów, wysadzili ją więc w 1962 roku, a katedrę zamienili na salę wystawową.
 
Odbudowana została w 1996 roku, wówczas też świątyni przywrócono funkcje sakralne. W pobliskim narożniku placu i bulwaru jest wejście do ulubionego przez kiszyniowian Parku Stefana Cel Mare, z pomnikiem tego hospodara z roku 1928. Zaraz za nim rozpoczyna się główna aleja parkowa, Klasyków Literatury Mołdawskiej i Rumuńskiej, z ich popiersiami.
 
Wśród nich rosyjskiego poety Aleksandra Puszkina, który przebywał w Kiszyniowie na zesłaniu w latach 1820 – 1823. Parterowy domek, w którym wówczas mieszkał, odległy stąd o niespełna kilometr, jest od dawna muzeum. Znacznie bliżej, bo w odległości tylko dwu przecznic, stoi gmach Opery Narodowej i Baletu z lat 80-tych XX wieku.
 
W KIERUNKU PLACU WOLNOŚCI
 
To tylko najważniejsze obiekty w najbliższych okolicach tego placu znajdującego się mniej więcej w połowie bulwaru Stefana Wielkiego. Idąc nim dalej w kierunku południowo – zachodnim, a więc do Piaţa Libertằti – Placu Wolności, mija się, wzorowany na weneckim gotyku, Ratusz. Z jego wieży co godzina rozlega się hejnał miasta. Vis a vis niego jest gmach Poczty Głównej, a po sąsiedzku Sala Organowa.
 
Jedna z nielicznych wartościowych budowli z początku XX wieku, które przetrwały II wojnę światową. Trochę zaś dalej neoklasycystyczny Teatr Narodowy. Do głównej arterii miasta na jej dalszym odcinku przylega też dawna Dzielnica Ormiańska z zespołem zachowanych domów z końca XIX wieku. A po przeciwległej stronie bulwaru duży plac targowy – Piaţa Centralằ.
 
Jak już wspomniałem, zasługujących na zobaczenie budowli, które „nie zmieściły się” przy bulwarze Stefana Wielkiego lub w jego sąsiedztwie, jest tu niewiele. To przede wszystkim duża, w stylu neobizantyjskim, kamienna cerkiew św. Pantelejmona z 1891 roku odległa od głównego bulwaru o nieco ponad 200 metrów.
 
I tylko nieco odleglejsza, eklektyczna w stylu cerkiew św. św. Teodora i Teodory z Sihla, zamieniona w czasach komunistycznych na Muzeum Religii i Ateizmu. Warte zobaczenia są także stare ulice i uliczki centrum. Zarówno z secesyjnymi kamienicami, jak i jednopiętrowymi, a nawet parterowymi domami.
 
Nowe osiedla, z wielkimi, wielopiętrowymi blokami mieszkalnymi, na szczęście znajdują się poza śródmieściem, chociaż otaczają je dosyć ściśle. W nim na uwagę zasługują natomiast muzea. Jest ich w Kiszyniowie kilka. Bardzo ciekawe i cenne zbiory ma Narodowe Muzeum Archeologii i Historii Mołdawii mieszczące się w specjalnie dla niego zbudowanym w 1888 roku gmachu.
 
NOWE ŹRÓDŁO CZY MAŁE PLEMIĘ?
 
Oglądałem w nim swego czasu – napisałem o tym szerzej niedawno w reportażu z Naddniestrza – m.in. stare mapy Mołdawii i ziem Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Jego chlubą, poza dokumentami, mapami i historycznymi przedmiotami, są też bogate wykopaliska archeologiczne. Podobnie cennymi oraz dobrze wyeksponowanymi kolekcjami szczyci się Narodowe Muzeum Etnografii i Historii Naturalnej w oryginalnym, stylizowanym na mauretański, budynku z 1889 roku.
 
I to chyba już wszystko. Kiszyniów nie należy bowiem do miast szczególnie ciekawych dla turystów. Także dlatego, że ma krótką historię. Co prawda mieszkańcy próbują się odwoływać do rzekomo antycznych korzeni. Napomykają, że Kiszyniów tak jak Rzym leży na 7 wzgórzach. Przed Muzeum Archeologii i Historii postawili replikę rzymskiej wilczycy kapitolińskiej.
 
Ale faktów potwierdzających rzymski, lub w ogóle stary rodowód brak. Szuka się ich co prawda w pochodzeniu nazwy miasta, ale to wątpliwy dowód i na pewno nie z czasów prehistorycznych. Według jednej z hipotez, mołdawska nazwa miasta Chişinặu (wym. Kiszyniów) ma ten sam źródłosłów co Chişineu-Criş w zachodniej Rumunii.
 
Po węgiersku nazywa się ono Kisjenő i pochodzi od dwu słów: kis, co znaczy małe i jenő – plemię. Jedno z siedmiu madziarskich, które przywędrowały do Panonii w 896 roku i dały nazwy 21 osadom. Tyle, że wpływy węgierskie, nie mówiąc już o ich osadnictwie, nie sięgały tak daleko na wschód. Druga hipoteza wydaje się bardziej prawdopodobna.
 
Nazwa mołdawskiej stolicy wywodzona jest bowie także od dwu starorumuńskich słów: chişla – źródło i nouặ - nowy. Ponieważ miasto zbudowano rzeczywiście dookoła źródła, nadal istniejącego, jest to argument, przynajmniej mnie, przekonujący. A jeżeli chodzi o fakty, to najstarsza wzmianka o osadzie istniejącej na miejscu obecnego Kiszyniowa pochodzi w korespondencji z 1436 roku.
 
PEWNY JEST ROK 1466
 
Pewniejszy jest dokument hospodara Stefana III Wielkiego z 1466 r. w którym podarował wieś Chişinặu wujowi Vlaicu. Na przełomie XV i XVI wieku wraz z całym Księstwem Mołdawskim znalazła się ona pod panowaniem Turcji. Od 1641 r. osada ta stanowiła własność cerkiewną. Wiadomo też, że była wielokrotnie niszczona przez najazdy tatarskie i tureckie.
 
Z czasem dołączono do niej okoliczne wioski i na początku XVIII w. powstało miasteczko handlowe. Przez wiele lat było stolicą żupy Lằpuşna. W 1812 roku, podobnie jaka cała Besarabia, zostało włączone do Rosji jako nowa gubernia. Gdy powstał problem, które miasto ma być jej centrum administracyjnym, pod uwagę brano Bendery, Orgiejów oraz Kiszyniów. Ten ostatni niezbyt się do tego nadawał.
 
Było to wówczas 7-tysięczne miasteczko z nędznymi domkami i kramami krytymi strzechami. Ponadto leżało w malarycznej dolinie rzeki Byk, prawego dopływu Dniestru. O tym, że zostanie jednak stolicą Guberni Besarabskiej zdecydował egzarcha – zwierzchnik i zarządca Cerkwi mołdawskiej. W Rosji carskiej hierarchia cerkiewna miała dużo do powiedzenia.
 
Rozwój Kiszyniowa tak naprawdę rozpoczął się jednak później. Dopiero bowiem w 1834 roku zatwierdzono generalny plan urbanistyczny miasta. Chociaż wypada wspomnieć, że latach 20-tych XIX w. znajdował się w nim jeden z ośrodków rosyjskich dekabrystów. To co obecnie oglądamy, zwłaszcza układ ulic centrum przecinających się pod kątem prostym, zostało wybudowane na podstawie tamtego planu.
 
Ze zmianami wprowadzonymi po II wojnie światowej, podczas której w gruzach legło niemal 80% mołdawskiej stolicy. Wcześniej, bo w 1871 r. otrzymała ona połączenie kolejowe z Tyraspolem. Rozwijał się przemysł, a z nim ruchy rewolucyjne.
 
TRUDNE LATA NAJNOWSZE
 
Pod koniec XIX wieku Kiszyniów liczył już przeszło 100 tys. mieszkańców. W ponad połowie Żydów, co było powodem poważnych napięć. W mieście było np. tylko kilka cerkwi, ale prawie 70 synagog. W 1903 roku miał w nim miejsce jeden z najkrwawszych w imperium Romanowów pogromów ludności żydowskiej przez znajdującą się pod opieką władz czarną sotnię. Zamordowano wówczas 49 Żydów.
 
Gromiono także Ormian. W 1918 roku po rozpadzie carskiego imperium Besarabia włączona została do Rumunii. „Odzyskał” ją w 1940 r. ZSRR na mocy porozumień z hitlerowską III Rzeszą. Połączono wówczas Besarabię z istniejąca od 1924 r. na lewym brzegu Dniestru Autonomiczną Mołdawską SRR. Podniesiono ją do rangi republiki związkowej i przeniesiono stolicę z Tyraspola do Kiszyniowa.
 
Od 1941 do 1944 r. ziemie te znowu znalazły się w Rumunii. Kolejna fala pogromów praktycznie całkowicie wyeliminowała Żydów. Kiszyniów, jak już wspomniałem, został zrujnowany w rezultacie bombardowań. Ocalało kilka cennych budynków, odbudowano inne, ale większość miasta zapełniła architektura socrealistyczna.
 
Rozbudowywano przemysł, zwłaszcza spożywczy i lekki, tytoniowy, materiałów budowlanych, chemiczny i elektrotechniczny oraz transport. Pod koniec istnienia ZSRR, w 1989 roku, Kiszyniów liczył 665 tys. mieszkańców.
 
Od tamtego czasu, głównie z powodu emigracji zarobkowej, ich liczba zmniejszyła się w 2012 r. do niewiele ponad 550 tysięcy w stolicy oraz niespełna 660 tys. w aglomeracji stołecznej. Mimo iż miasto nie ma turystom zbyt wiele do zaoferowania, warto tu jednak przyjechać. Jest ono bowiem także dobrym punktem wypadowym do innych miejscowości oraz ciekawych miejsc w Mołdawii.
 
Zdjęcia autora