TARGI: TT WARSAW 2009

W dniach 24 – 26 września odbyły się Międzynarodowe Targi Turystyczne TT WARSAW 2009. Była to już 17 ich edycja, a zarazem pierwsza w nowej hali targowej przy ul. Marsa. Z dosyć niewygodnym, a przede wszystkim zabierającym sporo czasu dojazdem. Równocześnie jednak nieporównywalnie lepszymi warunkami wystawienniczymi, niż uprzednie w Pałacu Kultury i Nauki w centrum stolicy.

Niestety, nie wszystko jeszcze w nowym pomieszczeniu „gra”. Najwięcej irytacji uczestników budził system bramek wejściowych, otwierających się teoretycznie po przeciągnięciu nad specjalnym okienkiem – jak w metrze – karty magnetycznej z kodem. Trzeba to było robić nierzadko parokrotnie i nie zawsze ze skutkiem.

Powszechnie krytykowany był wymóg, aby w ten sposób otwierać bramki nie tylko przy wchodzeniu ale i wychodzeniu z hali wystawowej. A wszystkie konferencje, seminaria i niektóre prezentacje odbywały się w salach na piętrze, do których dostać się można tylko po wyjściu z hali. Zresztą zjeść w niej – poza stoiskiem restauracyjnym „Szwejk” – też nie było gdzie.

 

Niezadowolenie uczestników targów powodował też drogi parking, a zwłaszcza możliwość wyjechania z niego dopiero po kupieniu w hali targowej specjalnego biletu, bez możliwości zapłacenia w automacie przy wyjeździe. Przy czym bilety te automat „połykał” nie dając możliwości wliczenia tego wydatku w koszty firmy. Krytykowany był również plan imprez w salach konferencyjnych: „na styk”.

 

Wystarczyło więc, że przeciągnęła się któraś, a w gadulstwie jesteśmy dobrzy, aby następna automatycznie rozpoczynała się z opóźnieniem. Nie mówiąc już o czasie niezbędnym na przygotowanie prezentacji, rozłożeniu materiałów itp. Zwłaszcza, że technika nawalała w sposób kompromitujący. Tak było np. w Sali B po konferencji: „CSR – społeczna odpowiedzialność biznesu a wolontariat pracowniczy” z cyklu „Nowe trendy w przemyśle spotkań” ( a swoją drogą warto by wiedzieć, co za geniusz językowy wymyślił ten termin ), która przeciągnęła się.

 

A biedny Janek Bošnowič, dyrektor Narodowego Centrum Turystyki Słowackiej w Polsce z gronem współpracowników i ściągniętych na pomoc specjalistów targowych, usiłował przy nabitej przez dziennikarska brać sali przez ponad 20 minut, na szczęście ze skutkiem, podłączyć do targowej sieci laptop, aby móc rozpocząć prezentację turystycznych walorów jego kraju.

 

Tym razem TT Warsaw były skromniejsze, niż w latach ubiegłych. Co prawda organizatorzy chwalili się udziałem wystawców z aż 59 krajów świata, ale nierzadko „reprezentowały je” jakieś hoteliki, pojedyncze uzdrowiska czy egzotyczne firemki usiłujące wejść na rynek polski, a nawet tylko oficjalne stoiska przedstawicielstw dyplomatycznych w Warszawie. Naprawdę dużych i reprezentatywnych stoisk narodowych było niewiele.

 

Przede wszystkim tegorocznego Kraju Partnerskiego – Egiptu, tradycyjnie Austrii, Chorwacji, Cypru, Czech, Francji – ale ograniczone w porównaniu z ubiegłymi latami, podobnie Grecji i Hiszpanii oraz Słowacji i Tunezji. Z popularnych wśród polskich turystów krajów także Maroka, Niemiec, Irlandii, zabiegającej o gości z Polski Rumunii oraz Węgier. I również skromniej reprezentowanych Włoch. Zdecydowanie mniejszy niż w ub. r. był udział Portugalii, Tajlandii czy Meksyku, symboliczny wielu innych krajów.

 

Nieobecnych, chociażby Rosji, Białorusi czy Bułgarii, też było sporo. Wpływ na to miał zapewne kryzys, który dotknął przecież i turystykę. Z tego np. powodu Litwę reprezentowało tylko uzdrowisko Druskienniki, gdyż władze turystyczne tego kraju zdecydowały, że przy braku środków, reprezentacja narodowa uczestniczyć będzie w br. w Polsce tylko w Tour Salonie w Poznaniu.

 

Ale coraz bardziej staje się widoczne, że formuła targowa jako sposób nawiązywania kontaktów biznesowych, zaczyna w turystyce przechodzić do historii. Przynajmniej w postaci takich, w gruncie rzeczy prowincjonalnych imprez, jak warszawska. Wystarczyło zresztą przejść się po, nie tak przecież rozległej hali targowej, zobaczyć niewykorzystane stoiska i sporo wolnej przestrzeni, aby znaleźć potwierdzenie tej opinii.

 

Skromniejszy był również program promocyjny poszczególnych krajów. Najbardziej efektowny Kraju Partnerskiego – Egiptu. Z konferencją prasową przewodniczącego egipskiego Biura ds. Turystyki Amira El Ezabi i radcy ds. turystyki Ambasady Egiptu w Warszawie Ahmeda Shokry’ego. Zapowiedziany J.E. Ambasador Fahmy Fayed nie przybył.

 

Wydarzeniem podczas tej konferencji było podpisanie porozumienia między Egipskim Biurem ds. Turystyki i Polską Izbą Turystyki, którą reprezentował prezes Jan Korsak, o zorganizowaniu tegorocznego Walnego Zgromadzenia PIT w Hurgadzie, na zaproszenie strony egipskiej.

 

Goście przedstawili bogatą ofertę całorocznych wyjazdów nad Nil i morza: Czerwone oraz Śródziemne oraz pustynie, pochwalili się około 600 tysiącami polskich turystów w roku 2008 – oraz 80% skokiem wielkości ubiegłorocznego ruchu w stosunku do roku poprzedniego i pozostawili jak najlepsze wrażenie. Pogłębiło się ono podczas Wieczoru Egipskiego z bankietem na około 500 osób w hotelu Hilton wieczorem w dniu otwarcia targów. Z bardzo bogatym programem artystycznym w wykonaniu egipskiego zespołu. A drugiego dnia targów prezentacją Egiptu w sali konferencyjnej B, z udziałem kilku egipskich firm.

 

O bardzo ciekawej prezentacji słowackiej już wspomniałem. Odbyła się też marokańska, francuskie „śniadanie prasowe” tj. indywidualne rozmowy z dziennikarzami, którzy przyjęli zaproszenie, na stoisku narodowym. Dodam do tego jeszcze prezentację Gminy Calvia z Majorki, która pokazała swoją bazę sportową oraz ugościła uczestników świetnymi wędlinami, serem i winami. I to już chyba wszystko.

 

Dosyć obszerny był natomiast program konferencji towarzyszących targom. Wspomniany już cykl „Nowe trendy w przemyśle spotkań” oraz drugi: „Rola programów lojalnościowych w działalności podmiotów turystycznych”, konferencje na temat Promocji regionów oraz Ustawy o partnerstwie publiczno – prywatnym, warsztaty poświęcone profesjonalnej promocji oferty turystycznej i parę innych. Czy będzie to miało jakieś poważniejsze przełożenie na zawierane umowy oraz ruch turystyczny do i z Polski, o tym się raczej nie dowiemy.

 

Chociaż wyraźnie mniejszy udział turystyki światowej w warszawskich targach raczej wskazuje, iż poszukiwane, nie bez powodzenia, są inne formy – zwłaszcza Internet – dotarcia do potencjalnych kontrahentów i klientów. Przyszłość i perspektywy tych targów powinny wyjaśnić się za rok, po kolejnym, zapowiadającym się raczej trudno okresie dla turystyki w nadchodzących miesiącach.